"Przyszedł wiatr i przesunął stodołę". Ponad 340 interwencji strażaków

Paweł Frątczak, rzecznik Komendy Głównej PSP o interwencjach
Paweł Frątczak, rzecznik Komendy Głównej PSP o interwencjach
Źródło wideo: tvn24
Źródło zdj. gł.: tvn24
Ponad 340 interwencji w ciągu kilkunastu godzin. Gwałtowne burze, którym towarzyszył silny wiatr i intensywne opady deszczu i gradu, najwięcej szkód wyrządziły na Mazowszu, w powiecie radomskim i białobrzeskim - poinformował Paweł Frątczak, rzecznik Komendy Głównej PSP. Wiatr zerwał wiele dachów i zniszczył uprawy. - Tutaj jest już po żniwach, żyta w ogóle nie będzie - powiedział w TVN24 Marian Warchoł z najbardziej dotkniętej przez żywioł Kruszyny.
Zniszczenia po gradobiciu z Błękitnego 24

Zniszczenia po gradobiciu z Błękitnego 24

340 interwencji strażaków

- W ciągu ostatnich kilkunastu godzin strażacy w Polsce interweniowali ponad 340 razy - poinformował Paweł Frątczak, rzecznik prasowy Komendy Głównej PSP.

Jak dodał, najwięcej interwencji przeprowadzono na terenie woj. pomorskiego, mazowieckiego oraz świętokrzyskiego. - Gwałtowne burze, którym towarzyszył silny wiatr i intensywne opady deszczu, a także lokalnie gradu, najwięcej szkód wyrządziły na Mazowszu, w powiecie radomskim i białobrzeskim - powiedział.

Strażacy przez całą noc zabezpieczali uszkodzone dachy. Tylko w powiecie radomskim, w gminie Jedlińsk grad uszkodził dachy na ponad 50 budynkach, w powiecie białobrzeskim na 10. W kilku powiatach woj. mazowieckiego, w tym także na terenie Warszawy silna wichura poprzewracała wiele drzew. Najwięcej interwencji przeprowadzono w woj. pomorskim, większość z nich związana była z usuwaniem powalonych drzew, a także wypompowywaniem wody z zalanych obiektów, głównie w powiecie kartuskim. - Tylko w tym powiecie strażacy wyjeżdżali ponad 110 razy - wyjaśnił Frątczak.

- Mimo tych gwałtownych zjawisk, nikt nie odniósł obrażeń - poinformował Frątczak.

50 gospodarstw bez prądu

Przez całą noc i od rana we wtorek w dotkniętych przez nawałnice miejscowościach pracowały służby energetyczne, które naprawiały zerwane linie energetyczne. Obecnie bez prądu pozostaje 50 odbiorców z miejscowości Wierzchowiny-Zielonka, gdzie na przewody energetyczne spadło drzewo. Jednak, jak zapewniła Anna Szcześniak z PGE Dystrybucja, awaria powinna być usunięta do godz. 18.

Szacują straty

Według władz województwa mazowieckiego straty nie są duże i samorządy powinny same pomóc mieszkańcom. Na miejscu zdarzenia był we wtorek wicewojewoda mazowiecki Dariusz Piątek. Jak poinformował Włodzimierz Dłużewski, zastępca wójta gminy Jedlińsk, uszkodzenia w gminie nie są na tyle poważne, by rodziny musiały opuszczać swoje domy. Dodał, że właściciele posesji zgłaszają już szkody do ubezpieczycieli.

Zerwane dachy, potężna wichura

W miejscowości Jeziorno, gdzie w poniedziałek po godz. 16 przeszła nawałnica uszkodzone zostały dachy na budynkach gospodarczych. - Większość z nich krytych jest eternitem, dlatego dach kruszył się jak porcelana - relacjonowała Katarzyna Pasikowska, reporterka TVN24. Jak dodała, większość mieszkańców tej miejscowości była ubezpieczona.

Nawałnica w Jeziornej

Nawałnica w Jeziornej

"Grad wielkości kurzych jaj"

W wyniku nocnej wichury i nawałnicy ucierpiały gospodarstwa i domy we wsiach Kruszyna, Bierwce i Wierzchowiny.

Jadwiga i Marian Warchoł, którzy żyją w Kruszynie od kilkudziesięciu lat mówili, że "nigdy nie przeżyli takiej burzy".

- To trwało parę minut. Widziałam wir chmur na południu, a pięć minut później przeszła nawałnica. Nie grzmiało, nie było burzy, tylko wiatr i grad wielkości kurzych jaj - mówiła pani Jadwiga w rozmowie z TVN24.

Pan Marian dodał, że we wsi widać "ogromne zniszczenia". - Jest już po żniwach - stwierdził.

- Dach podziurawiony jak sito, zalane wszystko, stodoła - sito - opisywała z kolei to, co stało się z ich domem pani Jadwiga, dodając, że we wsi "prawie wszystkie dachy są do zdjęcia".

Zniszczenia w gminie Jedlińsk

Zniszczenia w gminie Jedlińsk

"Szła fala i wszystko niszczyła"

Pan Eugeniusz mieszkający w położonych niedaleko Wierzchowinach opowiadał, że w momencie rozpoczęcia się nawałnicy jego żonie udało się zagonić krowy do stodoły, w której czekał on. Potem pojawił się grad i pan Eugeniusz zrozumiał, że nie dobiegnie do domu, bo z nieba spadały wielkie kule lodu.

- Potem przyszedł wiatr i przesunął stodołę - dodał, tłumacząc skąd w obejściu jego domu ślady po fundamentach budynku w miejscu, w którym nic nie stoi.

- Szła taka fala i wszystko niszczyła. Było okropnie ciemno. (...) Kulki były takie jak pięść - tłumaczyła z kolei to, co się działo sąsiadka pana Eugeniusza. - Szyby mam pobite, dach taki sam jak tutaj (u pana Eugeniusza - red.) - dodała.

Podziurawione dachy pod Radomiem

Podziurawione dachy pod Radomiem

Autor: db,adso/tr/k / Źródło: TVN 24

Czytaj także: