Świat

"Zachód nie złamał żadnych obietnic" ws. rozszerzenia NATO na wschód

Świat

wikipedia.org/US Air ForceNATO roztacza parasol nad polskim niebem od 1997 roku. Na zdjęciu polski MiG-29 i amerykański F-16

Zachód nie składał żadnej obietnicy Moskwie, że NATO nie rozszerzy się na kraje Europy Środkowo-Wschodniej - pisze w najnowszym numerze prestiżowego pisma "Foreign Affairs" profesor Mary Elise Sarotte z Uniwersytetu Harvarda.

Przez ostatnie kilkanaście lat Rosja często oskarża Stany Zjednoczone i NATO, że przyjmując do swojego grona takie kraje jak Polska czy państwa bałtyckie, złamały obietnicę daną jeszcze w 1990 roku Michaiłowi Gorbaczowowi.

Obietnicy nie było

Nie było takiej obietnicy - twierdzi profesor Mary E. Sarotte, która specjalizuje się w badaniach nad końcem zimnej wojny. Swój artykuł w "Foreign Affairs" opiera na nowych dokumentach z archiwów zachodnich, które ujawniono w ćwierćwiecze od upadku Muru Berlińskiego.

Jej zdaniem o członkostwie Polski, Czechosłowacji, Węgier lub innych krajów byłego Układu Warszawskiego w ogóle z Moskwą nie rozmawiano, gdyż wtedy nie istniała w ogóle realistyczna możliwość przyjęcia ich do zachodniego sojuszu.

Moskwa bardzo często wraca do rzekomego złamania słowa, jakie miał otrzymać Gorbaczow. Szczególnie często ten argument wraca w momencie napięcia w stosunkach Rosji z Zachodem, takich, jak obecny kryzys ukraiński. Argument o naruszeniu przyrzeczeń w sprawie rozszerzenia NATO powtarzany jest nie tylko przez rosyjskich ekspertów i polityków, ale też stał się jedną z podstawowych tez rosyjskiej propagandy medialnej, która uzasadnia agresję na Ukrainę i aneksję Krymu. W ten sposób tworzony jest argument, jakoby Rosja broniła się przed kolejną fazą rozszerzenia NATO właśnie na Ukrainę.

Niemcy wykorzystali słabość Moskwy

Harvardzka profesor przestudiowała historię zakończenia zimnej wojny, zwłaszcza moment negocjowania z Gorbaczowem procesu zjednoczenia Niemiec.

Radziecki przywódca był przeciwny włączeniu nowych Niemiec do NATO. W pierwszej połowie 1990 roku Zachód proponował mu różne rozwiązania, np. pozostawienie byłej NRD w Układzie Warszawskim lub wariant, w którym była NRD będzie w NATO, ale nie będzie w nim wojsk zachodniego sojuszu.

Ale już w połowie 1990 r. Waszyngton, a za nim Niemcy Helmuta Kohla jednoznacznie oświadczyły Moskwie, że ten drugi wariant jest jedynym możliwym do przyjęcia. W zamian Moskwa dostała pokaźną rekompensatę finansową - co najmniej kilkanaście miliardów marek niemieckich na budowę mieszkań dla wycofywanych z Niemiec wojsk radzieckich (pozostały w byłej NRD i Berlinie do 1994 r.). Rząd Kohla widząc, że reformatorska ekipa Gorbaczowa jest w tarapatach, zasilał Moskwę korzystnymi kredytami.

Polska, Czechy i Węgry w NATO

W tym samym momencie Waszyngton przekonał też Wielką Brytanię i Francję, które były co najmniej niechętne zjednoczeniu, że połączone Niemcy w NATO i EWG (poprzedniczka UE) wzmocnią Zachód po zimnej wojnie. W opinii George'a Busha seniora, ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, nie można było się godzić na warunki Moskwy, która chciała zjednoczenia Niemiec poza NATO, gdyż, jak twierdził, to "my - Zachód wygraliśmy zimną wojnę a oni - ZSRR - nie".

W październiku 1990 r. powstały zjednoczone Niemcy i nie było żadnych rozmów o zakazie rozszerzania NATO. Takich negocjacji o powstrzymaniu przyjęcia nowych państw do Sojuszu nie podejmowała także z Moskwą od 1993 r. administracja Clintona. To właśnie ta ekipa amerykańska zdecydowała się na objęcie zachodnimi gwarancjami Polski, Czech i Węgier. Jednocześnie do najgorętszych orędowników przyjęcia nowych państw do NATO należały zjednoczone Niemcy i osobiście kanclerz Helmut Kohl.

Autor: Jacek Stawiski / Źródło: TVN24 Biznes i Świat

Źródło zdjęcia głównego: wikipedia.org/US Air Force

Pozostałe wiadomości