Świat

Z kamerą w "miejscu, w którym panuje najbardziej napięta sytuacja na Ziemi"

Świat


Z reguły widok na strefę zdemilitaryzowaną leżącą wzdłuż 53. równoleżnika na Półwyspie Koreańskim oferują nagrania wykonane z terytorium Korei Południowej. Jeden z reporterów CNN dostał jednak pozwolenie na przyjrzenie się granicy od północnej strony i został oprowadzony po terenie przez oficera północnokoreańskiej armii.

Reporter CNN Will Ripley dostał kilka tygodni temu nieoczekiwane zaproszenie od władz Korei Północnej. Pozwolono mu na wjazd do kraju i pojawienie się w strefie przygranicznej z Koreą Południową. Amerykanin, który nie wiedział, czego oczekiwać i nie rozumiał, skąd się wzięło zaproszenie, na miejscu dostał lekcję historii powtarzaną w kraju Kim Dzong Una w szkołach.

"Ameryka obróci się w pył"

Po tzw. strefie zdemilitaryzowanej oddzielającej dwa kraje oprowadził go podpułkownik północnokoreańskiej armii Nam Dong Ho. Oficer udzielał tylko zdawkowych odpowiedzi na zadawane przez reportera pytania, stwierdził jednak już na wstępie, że Amerykanin ma możliwość przyjrzenia się "miejscu, w którym panuje najbardziej napięta sytuacja na Ziemi".

W ten sposób określił granicę Korei Północnej i Południowej. Zapytany o to, czy rzeczywiście zagrożenie otwarciem ognia w tym miejscu jest realne, usłyszał w odpowiedzi proste "tak".

W kompleksie budynków, w których swoją bazę mają północnokoreańscy żołnierze, na ścianach wiszą mapy i plany poszczególnych regionów Korei oraz samej strefy zdemilitaryzowanej.

Oficer wyjaśnia reporterowi, że gdyby doszło do wznowienia wojny z Koreą Południową [między krajami obowiązuje jedynie zawieszenie broni podpisane w 1953 r. - red.] to "winowajcą tej sytuacji będą Stany Zjednoczone".

Nam Dong Ho tłumaczy, że Korea Północna musi rozwijać swój potencjał nuklearny i stawiać na broń atomową, bo żaden kraj posiadający taką broń nigdy w historii nie został zaatakowany.

- Jeżeli jednak dojdzie do dużego konfliktu zbrojnego pomiędzy Koreą Północną i Stanami Zjednoczonymi, to Ameryka obróci się w pył - tłumaczy groźnie oficer.

Na początku roku amerykański admirał William Gortney z dowództwa USNORTHCOM, do którego należy - w razie potencjalnej inwazji na USA - kierowanie obroną terytorialną, poinformował, że reżim w Pjongjangu prawdopodobnie stworzył międzykontynentalną rakietę balistyczną zdolną do przeniesienia ładunku nuklearnego na zachodnie wybrzeże USA. Większość wojskowych w Pentagonie wątpi jednak jeszcze w tak rozwiniętą technologię wojenną dostępną w Korei Północnej - zaznacza CNN.

Autor: adso\mtom / Źródło: CNN