Upadek tajnego sojuszu w mediach

 
Czy PiS i LPR chciały się podzielić mediami publicznymi?
Źródło zdj. gł.: TVN24
Niewiele brakowało, by mediami publicznymi przez najbliższe trzy lata rządziła nowa-stara koalicja ludzi PiS i Romana Giertycha - twierdzi "Dziennik".

Według informatorów gazety, próba zawarcia koalicji miała miejsce w drugiej połowie czerwca. Nowe rady nadzorcze mediów publicznych miała wyłonić w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji większość złożona z trzech członków rekomendowanych przez PiS i prezydenta oraz Lecha Haydukiewicza. Po cztery miejsca w tych gremiach mieli otrzymać nominaci PiS, a po trzy ludzie LPR, ale nienależący do najbliższego otoczenia Romana Giertycha.

Zwornikiem tego układu miał być Artur Balazs. Były minister rolnictwa i polityk SKL od dawna pozostaje poza polityką. Ale tylko formalnie. Tajemnicą poliszynela jest, że miał udział w tworzeniu się koalicji PiS z LPR i Samoobroną w 2006 r. - pisze "Dziennik". - Balazs cieszy się szacunkiem Jarosława Kaczyńskiego - przyznaje w rozmowie z gazetą polityk PiS.

"Negatywny kompromis"

Dogadany miał być nie tylko układ w radach nadzorczych, ale i skład zarządu TVP - pisze "Dziennik". Odwieszony miał zostać Andrzej Urbański, który wróciłby do gabinetu zajmowanego dziś przez Farfała. - To tzw. negatywny kompromis wymyślony przez Balazsa. Bo PiS powrotu Urbańskiego nie chciało, a LPR nie godziła się na Sławomira Siwka. A nowy prezes wchodziłby w grę najwcześniej za kilka miesięcy - opowiada gazecie polityk znający szczegóły umowy.

Dlaczego do porozumienia ostatecznie nie doszło? Zdaniem "Dziennika" najbardziej prawdopodobna jest wersja, że PiS wycofało się z uzgodnień, gdy Donald Tusk kazał wyrzucić z projektu ustawy medialnej przepis o gwarantowanym poziomie finansowania mediów publicznych. To zaś oznaczało, że ustawy autorstwa PO nie poprze SLD. - I otworzyło drogę do trójporozumienia z Borysiukiem i lewicą - przyznaje w rozmowie z "Dziennikiem" polityk PiS.

Źródło: "Dziennik"

Czytaj także: