W ostatnich dniach w okolicach Sydney w Australii dochodzi do serii ataków rekinów. Pierwszy z nich miał miejsce w ubiegłą niedzielę, gdy zaatakowany został 12-latek, który w stanie krytycznym trafił na oddział intensywnej terapii. W poniedziałek wieczorem na plaży Manly inny rekin poważnie ranił w nogi 20-letniego mężczyznę. Tego samego dnia inny drapieżnik zrzucił 10-latka z deski surfingowej, po czym odgryzł jej fragment. Dziecku cudem udało się uniknąć obrażeń.
We wtorek rano doszło do kolejnego ataku, tym razem w pobliżu obozowiska Point Plomer, około 450 kilometrów na północ od Sydney. Jak przekazała policja, rekin ugryzł deskę surfingową 39-letniego mężczyzny, który "został ranny w klatkę piersiową". Władze twierdzą, że za wszystkie ataki są odpowiedzialne żarłacze tępogłowe.
"Idealna burza" zwabiła rekiny
Zdaniem Steve'a Pearce'a, dyrektora generalnego Surf Life Saving w stanie Nowa Południowa Walia, surfer miał sporo szczęścia, że nie odniósł poważniejszych obrażeń. Jednocześnie ostrzegł przed pływaniem lub surfowaniem w pobliżu ujść rzek.
- To oczywiste obszary, gdzie gromadzą się rekiny. Jeśli woda jest brudna, zastanowiłbym się dwa razy przed wejściem do niej - dodał przedstawiciel australijskich służb.
Eksperci wskazują, że ulewy w regionie, przez które do oceanu dostały się ścieki, zamieniły wody metropolii w mętne żerowisko agresywnych żarłaczy. Służby ratunkowe mówią o "idealnej burzy", która zwabia rekiny. Rekordowe ulewy, sięgające 127 l/mkw. deszczu na dobę - najwięcej od 1988 r. - spowodowały masowy spływ ścieków i brudnej, słonawej wody do oceanu.
- Ten poziom fekaliów i ścieków przyciąga drobnicę, a za nią podążają rekiny - ocenił bez Chris Pepin-Neff z Uniwersytetu w Sydney.
Specjalista podkreślił, że w obecnych warunkach kąpiel jest "okropnym pomysłem" i zalecił, by nie wchodzić do oceanu przez co najmniej 72 godziny po ulewach.
Zamknięte plaże w Sydney
Z powodu ostatnich ataków władze Sydney zdecydowały o tymczasowym zamknięciu plaż Northern Beaches. Rozmieszczono także 34 inteligentne liny z przynętami, a także drony. Średnio w Australii dochodzi do 20 incydentów z udziałem rekinów, z których rzadko więcej niż trzy są śmiertelne. Jednak obecna kumulacja zdarzeń w Sydney jest wyjątkowa. Kraj wciąż pamięta tragiczne sezony, gdy obecność drapieżników paraliżowała turystykę, choć statystyki niezmiennie wskazują, że groźniejsze od samych rekinów pozostają zdradliwe prądy i fale.
Autorka/Autor: Franciszek Wajdzik
Źródło: BBC, PAP, ABC News
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/BIANCA DE MARCHI