W poniedziałek 5 października o godzinie 00.51 trzy stacje polskiej sieci Skytinel obserwującej niebo zarejestrowały bolid nad zachodnią Ukrainą. Zjawisko zaczęło być widoczne na wysokości około 90 kilometrów. Później obiekt zniknął za drzewami. Po przeanalizowaniu nagrań z kamer eksperci ocenili, że przemieszczał się w kierunku północno-wschodnim, nad obwodem chmielnickim.
>>> CZYTAJ TEŻ: Szczyt roju Drakonidów za nami
Skąd wzięła się kosmiczna skała
Kosmiczna skała weszła w atmosferę z prędkością 18,6 kilometra na sekundę, pod kątem stosunkowo płaskim względem powierzchni Ziemi. Dodatkowo udało się ustalić, że obiekt pochodził z głównego pasa planetoid między Marsem a Jowiszem i obiegał Słońce w ciągu 2,55 roku.
Badacze zastanawiają się, czy fragmenty meteoroidu mogły dotrzeć do powierzchni Ziemi. Jak tłumaczą, na wysokości około 44 kilometrów obiekt wyhamował zaledwie o 2 km/s.
"Szacujemy, że w tamtej chwili jego masa wynosiła maksymalnie 15 kilogramów i nie można wykluczyć, że część materii dotarła do Ziemi, w zależności od liczby i charakteru fragmentacji, które miały miejsce na niższych wysokościach" - napisano w sobotę na platformie Facebook. Jak uzupełnili badacze, do oszacowania masy pozostałych fragmentów i wyznaczenia miejsca potencjalnego spadku potrzebne są jednak nagrania końcowej fazy lotu obiektu.
Ustalenie, czy meteoryty spadły na Ziemię, może być niemożliwe
>>> CZYTAJ TEŻ: Rośnie liczba ofiar w ataku na Zaporoże. "Rosja podziękowała za zniesienie sankcji"
"Z oczywistych względów nie będą również prowadzone poszukiwania terenowe, a pozyskanie dodatkowych nagrań z obszaru Ukrainy nie będzie możliwe. Tym samym szanse na potwierdzenie ewentualnego spadku meteorytów są bardzo niewielkie" - przekazali eksperci.