Polski konsulat zamiast aresztu. Dziemianczuk do Polski na razie nie wróci

Aktualizacja:
[object Object]
Sędzia przystąpił do rozpoznawania wniosku Komitetu Śledczego FR o przedłużenie aresztu obywatelowi RP
wideo 2/24

Polski aktywista Greenpeace'u Tomasz Dziemianczuk będzie mógł wyjść na wolność. Kalininski Sąd Rejonowy w Sankt Petersburgu zezwolił na jego wyjście za kaucją w wysokości 2 mln rubli (200 tys. zł). Jak dowiedziała się TVN24, Dziemianczuk wyjdzie z aresztu w Petersburgu prawdopodobnie w piątek. Nie będzie mógł jednak wyjechać z Rosji.

Sąd w Petersburgu zamienił we wtorek areszt tymczasowy na kaucję kolejnym działaczom Greenpeace'u zatrzymanym po akcji na Morzu Barentsa. Na wolność oprócz Dziemianczuka będą mogli wyjść Rosjanin Andriej Allachwerdow oraz Ana Paula Alminhana Maciel z Brazylii.

Werdykt dla Polaka

Komitet Śledczy FR wnioskował o przedłużenie aresztowania 37-letniemu Dziemianczukowi. Polak prosił sąd o zwolnienie za kaucją.

- Nie mam przeszłości kryminalnej, dlatego proszę wysoki sąd o zastosowanie innego środka zapobiegawczego, niż przebywanie w areszcie - powiedział na rozprawie Polak. Do tej prośby przychylił się prokurator.

Na wolności już w środę? "Cieszymy się"

Kalininski Sąd Rejonowy w Petersburgu uwzględnił wnioski Polaka i prokuratora. Zmienił ekologowi środek zapobiegawczy z tymczasowego aresztu na kaucję w wysokości 2 mln rubli (ok. 61,5 tys. dolarów). Greenpeace poinformowała, że zgromadziła już środki na kaucję. Czeka tylko na podanie przez Komitet Śledczy numeru rachunku bankowego, na który ma przelewać pieniądze. Adwokat Polaka przyznał w rozmowie z dziennikarzem TVN24 Rafałem Poniatowskim, że "Dziemianczuk opuści areszt prawdopodobnie w piątek rano". Po zwolnieniu Polak nie będzie jednak mógł wyjechać z Rosji. Zamieszka w konsulacie RP w Petersburgu.

Decyzję sądu z zadowoleniem przyjął polski Greenpeace. - Naturalnie ogromnie cieszymy się ze zwolnienia Tomka i pozostałych, ale daleko nam jeszcze do otwierania butelek szampana - stwierdził w specjalnym oświadczeniu Jacek Winiarski, rzecznik prasowy organizacji. Przypomniał o pozostałych ekologach, którzy przebywają w rosyjskim areszcie.

To nie koniec walki

Zwolnienie za kaucją nie oznacza zakończenia sprawy. Cała trzydziestka aktywistów ma postawiony zarzut chuligaństwa, co jest w Rosji zagrożone karą do 7 lat więzienia. Także pierwotne zarzuty piractwa nie zostały jeszcze formalnie oddalone, choć prokuratura zapowiedziała odstąpienie od nich. Prawnicy zatrzymanych, mimo próśb, nie dostali tej decyzji na piśmie.

W niedzielę, 24 listopada upływa termin aresztowania działaczy Greenpeace'u za protest na Morzu Barentsa. Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej wystąpił o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec wszystkich 30 członków załogi statku "Arctic Sunrise".

2 mln rubli za wolność

W poniedziałek Sąd Rejonowy w Petersburgu zmienił Denisowi Sinjakowowi, jednemu z zatrzymanych na Morzu Barentsa, środek zapobiegawczy z tymczasowego aresztu na kaucję pieniężną. Sinjakow jest obywatelem Federacji Rosyjskiej. Z zawodu jest fotoreporterem. Pracuje jako "wolny strzelec". Protest Greenpeace'u fotografował dla redakcji rosyjskiego portalu Lenta.ru.

Wcześniej w tym dniu ten sam sąd zadecydował o zwolnieniu za kaucją Jekatieriny Zaspy, także obywatelki FR. Jest ona lekarzem na statku "Arctic Sunrise", z pokładu którego aktywiści Greenpeace'u prowadzili swoją akcję protestacyjną. Oboje także zostaną zwolnieni po wpłaceniu kaucji w wysokości po 2 mln rubli.

Przedłużony areszt

Również w poniedziałek inny petersburski sąd rejonowy - Primorski, przedłużył o trzy miesiące tymczasowy areszt obywatelowi Australii Colinowi Russellowi, radiotelegrafiście z "Arctic Sunrise". Decyzja ta oznacza, że Russell pozostanie za kratkami do 24 lutego 2014 roku.

Zatrzymani na Morzu Barentsa

18 września działacze Greenpeace'u z pokładu statku "Arctic Sunrise" usiłowali dostać się na należącą do koncernu paliwowego Gazprom platformę wiertniczą "Prirazłomnaja" na Morzu Barentsa, aby zaprotestować przeciwko wydobywaniu ropy naftowej w Arktyce. Interweniowała straż przybrzeżna Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), która zatrzymała statek i odholowała do Murmańska, a ekolodzy trafili do aresztu.

Początkowo Komitet Śledczy postawił aresztowanym zarzut piractwa, za co groziło im od 10 do 15 lat pozbawienia wolności w kolonii karnej. 23 października komitet zakomunikował, że zmienił oskarżonym kwalifikację czynu z "piractwa" na "chuligaństwo". Zmiana ta oznacza złagodzenie zarzutów - chuligaństwo jest zagrożone karą do 7 lat łagru. Aktywiści Greenpeace'u odrzucili oskarżenia o piractwo i stworzenie zagrożenia dla bezpieczeństwa pracowników platformy wiertniczej. Podkreślają, że ich protest był akcją pokojową, a "Arctic Sunrise" nie naruszył 500-metrowej strefy bezpieczeństwa wokół platformy. Odrzucają także zarzut chuligaństwa, argumentując, że w żaden sposób nie naruszyli porządku publicznego. Komitet Śledczy od początku dopuszczał, że w miarę wyjaśniania, jaką rolę w wydarzeniach odegrali poszczególni członkowie załogi "Arctic Sunrise", środek zapobiegawczy w stosunku do części z nich może zostać zmieniony na łagodniejszy. Jednocześnie Komitet Śledczy nie wyklucza postawienia działaczom Greenpeace'u zarzutów popełnienia innych "ciężkich przestępstw".

11 listopada ekolodzy zostali przewiezieni z Murmańska do Petersburga, gdzie umieszczono ich w trzech aresztach śledczych. Źródła w rosyjskich organach ścigania wyjaśniły, że chodziło o poprawę warunków ich przetrzymywania.

Autor: rf, db//bgr / Źródło: PAP, TVN24

Pozostałe wiadomości