Największa klęska Ukraińców od początku wojny. Południowa flanka przestała istnieć

Świat


Atak Rosjan na tyły ukraińskich oddziałów w sektorze B zmienił losy wojny w Donbasie. W ostatnich dniach w tym rejonie Kijów mógł stracić nawet 1/3 sił zaangażowanych w operację antyterrorystyczną (ATO). "Kocioł iłowajski" to nie tylko największa klęska militarna od początku walk, ale też cios w morale wszystkich Ukraińców.

RELACJE Z FRONTU - czytaj więcej

Dramatyczna likwidacja "kotła iłowajskiego", ataki na lotniska w Doniecku i Ługańsku, ofensywa rebeliantów w rejonie Ługańska, coraz gorsze położenie Ukraińców zamkniętych w "kotłach" amwrosijewskim i łutugińskim, kolejne doniesienia o obecności regularnych wojsk Rosji, już także w samym Doniecku. To ostatnie najważniejsze informacje z frontu wojny na południowym wschodzie Ukrainy.

Już nawet najwięksi optymiści w Kijowie przyznają, że nastąpił przełom w wojnie. Wkroczenie rosyjskich oddziałów w parę dni przechyliło szalę na korzyść rebeliantów. I to przechyliło w sposób tak dramatyczny, że wielu analityków ukraińskich mówi wręcz o katastrofie.

Jeśli na Kremlu padnie rozkaz kontynuowania ofensywy, wstrzymanej po wcześniejszym wkroczeniu do Nowoazowska i na całej długości granicy sektora B, Ukraińcy zostaną błyskawicznie wyparci spod Doniecka i Ługańska i w ciągu kilku dni stracą nawet odbite na początku lipca Słowiańsk czy Artemiwsk. A jeszcze tydzień temu sytuacja była odwrotna - to rebelianci byli na granicy klęski.

Sytuacja militarna w Donbasie według strony ukraińskiejRada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy

"Humanitarna" pułapka

W "kotle iłowajskim" wciąż tkwi nieokreślona liczba Ukraińców, być może jeszcze nawet kilka tysięcy. Łączna liczba żołnierzy, którzy się dotychczas niewielkimi grupami z niego wyrwali, oraz tych uwolnionych w ramach wymiany jeńców z rebeliantami nie przekracza 450. To głównie członkowie batalionów ochotniczych.

Oddziały w "kotle" nie doczekały się posiłków. Uderzenie Rosjan na południu odciągnęło wszelkie możliwe odwody ukraińskie. W tej sytuacji część żołnierzy postanowiła skorzystać z zaoferowanego przez rebeliantów "korytarza humanitarnego", który okazał się pułapką. Podczas przejazdu kolejnych kolumn przez "korytarz" Ukraińcy zostali ostrzelani przez artylerię i rosyjskich desantowców. Wśród zabitych i rannych byli nie tylko żołnierze ukraińscy, ale też rosyjscy jeńcy. Większość wychodzących z "kotła" poszła w niewolę. Dowódca batalionu Donbas Semen Semenczenko przyznał, że polecił swoim ludziom poddawać się w razie zagrożenia życia. Rosjanie wzięli do niewoli nawet 200 Ukraińców - wynika z informacji korespondenta rosyjskiej telewizji Dożd.

W niedzielę rano do szpitala wojskowego w Dniepropietrowsku trafiło 85 rannych podczas wychodzenia z "kotła iłowajskiego" tzw. korytarzem humanitarnym. W Iłowajsku wciąż pozostają resztki dużego zgrupowania. Są problemy z łącznością. Kijów nie podaje skali strat, ale mogą to być setki zabitych, rannych i wziętych do niewoli.

Z Iłowajska przebijają się tylko niewielkie grupy. W niedzielne popołudnie z "kotła" wyrwało się 17 żołnierzy z dowódcą batalionu MSW Iwano-Frankowsk, Ołeksandrem Poliszczukiem na czele. Rano natomiast z okrążenia wydostali się też dowódca batalionu Mirotworec, Andrij Tietieruk i dowódca batalionu Dniepr-1, Jurij Biereza. Z Iłowajska udało się też uciec dowódcy wojsk w sektorach "B" i "Południe", gen. Rusłanowi Chomczakowi. W niedzielę wieczorem doradca szefa MSW Anton Hieraszczenko podał, że udało się wyrwać z "kotła" kolejnym 84 Ukraińcom. To 69 żołnierzy z batalionu Donbas, 11 z batalionu Świteź i czterech z batalionu Dniepr-1.

Sektor B

Nieco na wschód od Iłowajska w okrążeniu pozostają oddziały trzech brygad. W "kotle amwrosijewskim" znajdują się m.in. żołnierze jednej z najlepszych jednostek ukraińskiej armii – 95. Brygady Powietrzno-Desantowej z Żytomierza.

Sytuacja w sektorze B wygląda dla Ukraińców fatalnie. Mogła tu zostać zniszczona nawet jedna trzecia sił ATO. Donieck został odblokowany od południa i wschodu. Kijów stracił panowanie nad całą granicą z Rosją w obwodzie donieckim. Między Mariupolem i Donieckiem zostały resztki sił. Większe zgrupowania stoją w Mariupolu i położonej w połowie drogi między tym miastem a Donieckiem miejscowości Wołnowacha. W razie ofensywy rebeliancko-rosyjskiej nie będą się jednak w stanie długo opierać.

Andrij Bieleckij, dowódca batalionu Azow stacjonującego koło Mariupola, ostrzegł, że Rosjanie zamiast maszerować na to umocnione miasto, mogą uderzyć na Wołnowachę, przerwać front, zamknąć Mariupol w "kotle" i wyjść na tyły wojsk nacierających na Donieck od zachodu.

Odwrót spod Ługańska

Ukraińcy wycofują się także z pozycji zajmowanych pod Ługańskiem. Rebelianci i - jak twierdzą źródła ukraińskie - regularne oddziały rosyjskiej armii atakują lotnisko ługańskie, od początku rebelii kontrolowane przez Ukraińców. Rebelianci atakują też pobliskie miasto Sczastje. W niedzielę późnym wieczorem siły ATO musiały wycofać się ze wsi Gieorgijewka na trasie Ługańsk - Krasnyj Łucz - Sniżne.

Swoje pozycje miała też porzucić część garnizonu lotniska ługańskiego. Lotnisko jest pod ciężkim ostrzałem artylerii - zdaniem Ukraińców to wyszkolona artyleria rosyjska. Ok. 100 Ukraińców na lotnisku ma problemy z wyjściem z bunkrów.

Rosyjska telewizja LifeNews podała w niedzielę wieczorem, że rebelianci zajęli lotnisko. Minister obrony Ukrainy, generał Wałerij Hełetej zaprzeczył temu i zapewnił, że nadal toczą się tam zacięte walki.

W niedzielę wieczorem jeden z lokalnych działaczy, sympatyk separatystów, cieszył się, że również lotnisko w Doniecku padło. Strona ukraińska nie potwierdza takich informacji, ale też im nie zaprzeczyła.

Rebelianci koncentrują swoje siły wokół Łutugino na południowy wschód od Ługańska oraz na dojściach do Sczastja na wschód od Ługańska. W najbliższym czasie może tam dojść do szturmu na ukraińskie pozycje. W ciągu ostatniej doby walki toczyły się też w rejonie Sziszkowa, Stanicy Ługańskiej, Illirii, Brianki i Krasnego Łucza.

Rosjan przybywa

Walki toczą się także w rejonie Nowoazowska na południu obwodu donieckiego, gdzie rebeliantów wspierają żołnierze rosyjscy. Lotnictwo rosyjskie ostrzelało w niedzielę kutry ukraińskie.

Donieccy dziennikarze informują w internecie, że w mieście widać coraz więcej rosyjskich żołnierzy. Oficerowie mają zajmować kwatery w centrum miasta. Na ulicach pełno jest patroli desantowców. Minister obrony Ukrainy stwierdził w niedzielę wieczorem, że rosyjskie wojsko obecne jest już nie tylko na południu i w Doniecku.

Ukraińców w "kotle iłowajskim" okrążyli nie rebelianci, ale regularne wojsko rosyjskie. Już kilka dni temu donosił o tym dowódca batalionu Donbas Semen Semenczenko. Teraz potwierdza to Borys Fiłatow z administracji obwodu dniepropietrowskiego. Podczas wychodzenia z "kotła" Ukraińcom udało się wziąć do niewoli grupę rosyjskich desantowców. Według źródeł ukraińskich Iłowajsk otoczyły oddziały 106. Dywizji Powietrzno-Desantowej z Riazania, 98. Dywizji Powietrzno-Desantowej z Iwanowa i Kostromy, 9. Brygady Zmotoryzowanej z Niżnego Nowogrodu, 18. Brygady Zmotoryzowanej z Czeczenii, specnaz GRU i artyleria z Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego.

W sumie ma to być nawet ok. 8 tys. żołnierzy. Do Rosjan należeć miał taktyczny system rakietowy Toczka-U, z którego dwukrotnie ostrzelano 28-29 sierpnia Ukraińców w Iłowajsku.

Doradca szefa MSW Anton Hieraszczenko twierdzi, że rosyjskie wojsko wkroczyło na Ukrainę trzy dni wcześniej, niż się dotychczas przyjmowało. 27 sierpnia Rosjanie wtargnęli w rejonie Nowoazowska, ale już 24 sierpnia duże siły wkroczyły do sektora B i to dlatego Ukraińcy zostali zamknięci w "kotle iłowajskim". Atak na tyły sił ATO nacierających od południa na Donieck zmienił raptownie sytuację - w większości ochotnicy ukraińscy nie mieli szans w starciu z ciężko uzbrojoną armią rosyjską.

Dyplomacja

W stolicy Białorusi, Mińsku, dojdzie w poniedziałek do spotkania grupy kontaktowej ds. kryzysu ukraińskiego z udziałem przedstawicieli Rosji, Ukrainy i OBWE. Kijów ma reprezentować były prezydent Leonid Kuczma, a Rosję ambasador Aleksandr Zurabow.

Były doradca Putina, a dziś jego ostry krytyk Andriej Iłłarionow ostrzega, że mińskie spotkanie może być pierwszym krokiem ku uznaniu separatystów za partnerów do rokowań. Być może coś jest na rzeczy, bo swój udział w spotkaniu zapowiedział wicepremier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Andriej Purgin.

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: EPA/mediarnbo.org

Tagi:
Raporty: