Włoski "pacjent numer jeden" właśnie został ojcem. Po wyzdrowieniu "wyciągnął jeden wniosek"

Źródło:
TVN24, Corriere della Sera
We Włoszech został opracowany nowy test serologiczny
We Włoszech został opracowany nowy test serologicznyTVN24
wideo 2/2
We Włoszech został opracowany nowy test serologicznyTVN24

Jeszcze niedawno mówił lekarzom: - Moim jedynym marzeniem jest być przy narodzinach mojej córeczki. No i spełniło się. Mattia, 38-letni były pacjent, którego oficjalnie uznano za pierwszego zakażonego koronawirusem Włocha, właśnie stał się tatą. Jego żona, Valentina, również pokonała koronawirusa. Szczęśliwa rodzina, cała i zdrowa, przebywa obecnie w domu.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

KORONAWIRUS - NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE. RAPORT TVN24.PL >>>

38-latka wypuszczono dwa tygodnie temu, po całym miesiącu, jaki musiał spędzić w szpitalu. Mattia, maratończyk, piłkarz, wolontariusz włoskiego Czerwonego Krzyża, badacz w firmie "Unilever", który - chcąc nie chcąc - stał się w kraju rozpoznawalny jako pierwszy Włoch chory na COVID-19, wraca dziś na czołówki włoskich gazet. Podobnie jego żona Valentina, która również przeszła chorobę.

Kobieta właśnie urodziła w mediolańskim szpitalu ich pierwsze dziecko. To córeczka. Nadali jej imię Julia.

Lekarze mówili mu, że da radę

Valentina przechodziła chorobę w końcowym momencie ciąży, do szpitala Luigi Sacco w Mediolanie trafiła w marcu, w 8. miesiącu. Objawy nie były ciężkie i nie dokuczały długo, jej stan był na tyle dobry, że kobietę szybko wypisano do domu.

Niedługo po tym Valentina odezwała się do znajomych na internetowym czacie, jaki utworzyli biegacze z Codogno (jej mąż Mattia prowadzi aktywny tryb życia, biega kilka razy w tygodniu - podają włoskie media). "Cześć wszystkim, z walącym sercem chciałam Wam powiedzieć, że stan Matti'i się poprawia. Ja i moja malutka w brzuchu mamy się dobrze. Nie wiem, jak podziękować Wam za tę bliskość i pomoc, jaką okazaliście, wszyscy byli bardzo pomocni, naprawdę. Ściskam Was mocno" - cytował kobietę włoski dziennik "La Repubblica" 20 marca.

Tego samego dnia "Corriere della Sera" publikuje krótkie zdanie, jakie dziennikarzowi udaje się wymienić z przyszłym ojcem: "Moim jedynym marzeniem jest być przy narodzinach mojej córeczki. Lekarze mówią, że dam radę" - pisze dziennik.

Mattia opuścił placówkę trzy dni później, 23 marca. Media nie zdradzają zbyt wiele szczegółów dotyczących wtorkowego porodu i stanu zdrowia noworodka, nie wiadomo też, czy 38-latek mógł być obecny na sali porodowej. Mała Julia przyszła na świat w szpitalu Buzzi w Mediolanie. Placówka należy do tej samej sieci zakładów opieki zdrowotnej, co szpital, do którego jej mama miesiąc wcześniej trafiła z koronawirusem (Luigi Sacco di Milano).

Od tego szpitala wszystko się zaczęło

20 lutego ogłoszono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem we Włoszech. Dotyczył właśnie Mattii, którego lekarze, dla poszanowania prywatności, nazwali "pacjentem numer jeden". Zgłosił się na pogotowie w Codogno w ciężkim stanie. Badanie potwierdziło obecność koronawirusa. Okazało się, że spotkał się wcześniej na kolacji z kolegą, który wrócił z Chin.

Wkrótce potem okazało się, że w szpitalu w Codogno doszło do zakażeń. Koronawirusa potwierdzono też u żony. Miasteczko jako ognisko koronawirusa zostało zamknięte i ogłoszone tzw. czerwoną strefą. W następnych dniach takich stref powstało jeszcze 10, na północy kraju wybuchł kryzys epidemiologiczny. Wciąż nie wiadomo, jakie były źródła zakażeń i kiedy dokładnie wirus pojawił się w kraju.

"Podstawa to siedzieć w domu"

Mattia w szpitalu San Matteo w Pawii był intubowany przez 18 dni. Później jego stan się poprawił, zaczął samodzielnie oddychać. 23 marca mógł wrócić do domu. Nagrał krótką wiadomość głosową, którą lombardzkie władze przedstawiły na konferencji prasowej.

"Po tym wszystkim ciężko mi opisać to, co się wydarzyło. Pamiętam przyjęcie w Codogno, później, jak mi powiedziano, przez 18 dni byłem na oddziale intensywnej terapii. Po tym, jak mnie z niego wypisano, zacząłem mieć kontakt z normalnym światem i wykonywać najprostszą, piękną czynność: zacząłem oddychać" - przekazał medykom.

"Z tego doświadczenia wynoszę jeden, podstawowy wniosek: podstawa to siedzieć w domu. Ja miałem szczęście, ale teraz mogłoby nie starczyć środków i lekarzy, żeby wyleczyć wszystkich chorych. Proszę media o uszanowanie prywatności mojej i mojej rodziny, bo chcielibyśmy zapomnieć o tym ciężkim doświadczeniu i wrócić do normalności" - zakończył 38-latek.

W międzyczasie w szpitalu zmarł jego ojciec, również zakażony koronawirusem. Jego matka pokonała chorobę, wróciła do domu.

We Włoszech stwierdzono do tej pory ponad 139 tysięcy przypadków zakażenia patogenem SARS-CoV-2. Ponad 17 tysięcy osób zmarło, ponad 26 tysięcy uznaje się za wyleczonych.

Autorka/Autor:ww/adso

Źródło: TVN24, Corriere della Sera

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock