Świat

Starcia na ulicach Hongkongu. Media: pół miliona osób nie przyszło do pracy

Świat


Grupa napastników zaatakowała w poniedziałek długimi drewnianymi kijami uczestników antyrządowego protestu w okolicy North Point w północnej części wyspy Hongkong - podały lokalne media. W poniedziałek trwał strajk generalny wielu grup zawodowych w proteście przeciwko działaniu lokalnej administracji. Według dziennika "South China Morning Post" do pracy nie przyszło około 500 tysięcy osób.

Na nagraniach opublikowanych w mediach społecznościowych widać napastników nacierających z kijami, na co demonstranci odpowiadają, rzucając w ich kierunku gumowe słupki drogowe i inne przedmioty. Atak został odparty, a napastnicy uciekli do budynku, który następnie otoczyli protestujący - podała publiczna stacja RTHK.

W poniedziałek trwał w Hongkongu strajk generalny wielu grup zawodowych w proteście przeciwko działaniu lokalnej administracji. Według dziennika "South China Morning Post" do pracy nie przyszło około 500 tysięcy osób. Spowodowało to między innymi utrudnienia w transporcie publicznym i odwołanie setek lotów.

Starcia podczas demonstracji

Strajkowi towarzyszą protesty w wielu punktach regionu. Demonstranci zablokowali ulice i otoczyli kilka posterunków policji. W miejscowościach Tuen Mun i Tsuen Wan na Nowych Terytoriach - w rejonie Hongkongu graniczącym z Chinami kontynentalnymi - obrzucili posterunki cegłami i kamieniami.

Wieczorem w wielu miejscach trwały starcia, w których policja używała gazu łzawiącego i gumowych kul. W dzielnicy Sham Shui Po na półwyspie Koulun jeden z dziennikarzy został uderzony w oko granatem z gazem łzawiącym, co wywołało obfite krwawienie - podał "SCMP". Korespondent BBC Stephen McDonell napisał na Twitterze, że został trafiony w twarz wystrzelonym przez policję pociskiem, który rozbił mu maskę ochronną.

Od kiedy na początku czerwca protesty w Hongkongu się nasiliły, policja wystrzeliła łącznie ponad 1000 granatów z gazem łzawiącym i 160 gumowych pocisków - poinformowali przedstawiciele policji na konferencji prasowej. W związku z demonstracjami zatrzymano ponad 500 osób, z czego 82 w czasie starć w poniedziałek. Rannych zostało łącznie 139 funkcjonariuszy.

Służby medyczne przekazały, że od 9 czerwca w związku z protestami i starciami szpitale udzieliły pomocy 461 osobom.

Spór Chin i USA w sprawie demonstracji

Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam zwołała w poniedziałek konferencję prasową, po raz pierwszy od 22 lipca. Potępiła na niej protesty, oceniając, że stanowią one "wyzwanie" dla zasady "jeden kraj, dwa systemy" i zwierzchnictwa Pekinu nad Hongkongiem, a także spychają region "na skraj bardzo niebezpiecznej sytuacji".

Tymczasem w Pekinie rządowe chińskie biuro do spraw Hongkongu i Makau zapowiedziało na wtorek konferencję prasową poświęconą "obecnej sytuacji w Hongkongu". "SCMP" podał, powołując się na anonimowe źródło, że rząd centralny zamierza przekazać na konferencji "nowe oświadczenie" w sprawie Hongkongu. Rozmówca gazety nie sprecyzował, czego ma ono dotyczyć.

Biuro do spraw Hongkongu i Makau jest najwyższym chińskim organem rządowym odpowiedzialnym za zarządzanie tymi dwoma specjalnymi regionami administracyjnymi ChRL. W ubiegłym tygodniu biuro po raz pierwszy od przyłączenia Hongkongu do Chin w 1997 roku zorganizowało konferencję prasową na temat sytuacji w regionie. Rzecznik biura Yang Guang potępił przemoc, wyraził poparcie dla Lam i pochwalił hongkońską policję za radzenie sobie z demonstrantami.

Rzeczniczka chińskiego MSZ ponownie wezwała w poniedziałek USA, aby przestały wtrącać się w sprawy Hongkongu. Zapewniła, że rząd w Pekinie jest zdeterminowany, aby utrzymać zasadę "jeden kraj, dwa systemy" oraz chronić pokój i stabilność w Hongkongu.

Była to reakcja na wniosek ponadpartyjnej grupy amerykańskich kongresmenów, skierowany w piątek do administracji USA, o zakaz sprzedaży hongkońskiej policji pocisków i sprzętu do kontroli manifestacji w związku z pojawiającymi się pod jej adresem oskarżeniami o używanie nadmiernej siły przeciwko protestującym.

Ataki na protestujących

Do tej pory protestujący byli atakowani przez nieznanych sprawców co najmniej dwukrotnie. 21 lipca kilkudziesięciu ubranych na biało, w większości zamaskowanych osobników, wdarło się na stację metra Yuen Long, gdzie kopali i bili kijami uczestników wcześniejszej antyrządowej demonstracji i przypadkowych podróżnych.

Rannych zostało wówczas co najmniej 45 osób, z czego sześć odniosło ciężkie obrażenia. Policja zatrzymała w związku z tym atakiem 12 osób, które według władz mają związki z triadami - hongkońskimi grupami przestępczymi.

W ubiegłą środę nad ranem nieznani sprawcy wystrzelili z pędzącego samochodu serię fajerwerków w stronę demonstrantów protestujących od poprzedniego wieczora przed posterunkiem policji w miejscowości Tin Shui Wai, również na Nowych Terytoriach. Obrażenia odniosło co najmniej sześć osób.

Trwające od kwietnia protesty przeciw lokalnej administracji i zgłoszonemu przez nią projektowi zmian prawa ekstradycyjnego pogrążyła Hongkong w największym kryzysie politycznym od przyłączenia tej byłej brytyjskiej kolonii do ChRL. Władze zawiesiły prace nad projektem, który miał umożliwić między innymi przekazywanie podejrzanych do Chin kontynentalnych, ale nie wycofały go całkowicie, czego domagają się protestujący.

Protesty w Hongkongu w związku z planami zmian w prawie ekstradycyjnymPAP

Autor: asty//now / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: