Protesty w Hongkongu

12 czerwca 2019

Mieszkańcy Hongkongu stawili bezprecedensowy opór wobec forsowanej przez rząd regionu i popieranej przez Pekin ustawie. Komentatorzy oceniają zawieszenie projektu jako największe ustępstwo władz ChRL pod presją społeczeństwa od początku prezydentury Xi Jinpinga.

W Hongkongu od czerwca niemal bez przerwy trwają masowe antyrządowe protesty. Choć większość osób demonstruje pokojowo, na ulicach regularnie dochodzi również do starć i aktów wandalizmu.

Radykalni protestujący rzucają koktajle Mołotowa, podpalają barykady, niszczą sklepy i stacje metra, a policja używa gazu łzawiącego, armatek wodnych, gumowych kul i pałek. Rząd Hongkongu wycofał z lokalnego parlamentu projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który był bezpośrednią przyczyną protestów.

Nie przychylił się jednak do żadnego z pozostałych postulatów zgłaszanych przez demonstrantów. Żądają oni między innymi demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie brutalności policji.

Władze w Pekinie zaproponują parlamentowi krajowemu projekt prawa o bezpieczeństwie narodowym w Hongkongu - przekazała oficjalna agencja Xinhua. Przepisy mają zostać ogłoszone na rozpoczynającej się w piątek corocznej sesji parlamentu i zakładają między innymi zakaz działalności separatystycznej. Przeciw takim przepisom protestowało w 2003 roku 500 tysięcy mieszkańców Hongkongu.

Nieznani sprawcy namalowali hasło "Wolny Hongkong" na posągu Małej Syrenki - jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Kopenhagi. Czerwone i białe litery pojawiły się na kamieniu, na którym w porcie w duńskiej stolicy siedzi bohaterka baśni Hansa Christiana Andersena.

Do kolejnych starć prodemokratycznych demonstrantów z policją na ulicach Hongkongu doszło w Wigilię Bożego Narodzenia. Ich początkiem były pokojowe zgromadzenia świąteczne w centrach handlowych - informują lokalne media. Władze Hongkongu potępiły nowe protesty, oświadczając, że "zakłócają one porządek publiczny i świąteczny nastrój".

Oddziały prewencji policji rozpędziły w niedzielę tłum w centrum dzielnicy finansowej Hongkongu. Do starć doszło, gdy policja zaczęła usuwać uczestników pokojowego wiecu poparcia dla Ujgurów, muzułmańskiej grupy etnicznej z Sinciangu w Chinach. Protestujący mieli transparenty z napisami "Wolni Ujgurzy, wolny Hongkong" i "Fałszywa autonomia w Chinach przyczyną ludobójstwa". W obozach internowania w Sinciangu może być przetrzymywanych nawet milion Ujgurów i innych muzułmanów.

Odkąd Hongkong i Makau powróciły do ojczyzny, zarządzanie sprawami tych specjalnych regionów administracyjnych jest w całości wewnętrzną sprawą Pekinu - oświadczył w piątek przywódca Chin Xi Jinping. Podczas uroczystości z okazji 20-lecia przyłączenia Makau do Chin, pochwalił ten region za patriotyzm i lojalność.

Szefowa władz Hongkongu złożyła w poniedziałek wizytę w Pekinie. Podziękowała przywódcom Chin za troskę i zaufanie. Prezydent Chin Xi Jinping pogratulował jej odwagi w zarządzaniu regionem "w najtrudniejszym czasie" od przyłączenia go do ChRL, a premier Li Keqiang zapewnił o wsparciu dla jej rządu ze strony Pekinu.

Z piątkowego sprawozdania władz Hongkongu wynika, że aż 950 milionów dolarów hongkońskich (467 milionów złotych) zostało wypłacone policjantom za nadgodziny przepracowane podczas trwających od pół roku antyrządowych protestów.

Przedstawiciele Pekinu skrytykowali w środę władze USA za ich wsparcie dla antyrządowych protestów w Hongkongu. Zaatakowali także Waszyngton za krytykę chińskiej polityki wobec ujgurskiej mniejszości z regionu Sinciang. - Nie istnieje uniwersalna ścieżka i model praw człowieka na świecie - przekonywał szef wydziału propagandy Komunistycznej Partii Chin (KPCh) Huang Kunming. Wiceszef chińskiej dyplomacji zarzucił Stanom Zjednoczonym, że pod sztandarem "praw człowieka" zasiewają na świecie konflikty i wywołują kryzysy humanitarne.