Świat

"Brutalne działania się nasilają, ich wpływ na społeczeństwo rozszerza się"

Świat


Kryzys w Hongkongu trwa od dwóch miesięcy i wciąż się pogłębia, a w związku z protestami sytuacja w regionie jest najpoważniejsza od przyłączenia Hongkongu do Chin w 1997 roku - ocenił w środę szef rządowego chińskiego biura do spraw Hongkongu i Makau Zhang Xiaoming.

W Hongkongu trwają demonstracje przeciwko lokalnej administracji i zgłoszonemu przez nią projektowi zmian prawa ekstradycyjnego, które umożliwiłyby m.in. przekazywanie osób podejrzanych o przestępstwa władzom Chin kontynentalnych. Początkowo krytycy ustawy wyrażali swój sprzeciw w masowych pokojowych marszach, ale od początku czerwca protesty stają się coraz bardziej gwałtowne i obecnie dochodzi do nich niemal codziennie.

Szef biura ds. Hongkongu: trwa najgłębszy kryzys od lat

- Kryzys w Hongkongu (…) trwa od 60 dni i stale się pogarsza - podkreślił Zhang Xiaoming, który jest jednym z najwyższych rangą chińskich urzędników odpowiedzialnych za zarządzanie tym specjalnym regionem administracyjnym ChRL.

- Brutalne działania się nasilają, ich wpływ na społeczeństwo rozszerza się. Można powiedzieć, że Hongkong mierzy się z najpoważniejszą sytuacją od jego przekazania [Chinom – red.] - dodał Zhang podczas spotkania z propekińskimi posłami hongkońskiego parlamentu, szefem biura łącznikowego centralnego rządu ludowego ChRL w Hongkongu Wang Zhiminem oraz przedstawicielami tego regionu w chińskim parlamencie i głównym ciele doradczym Komunistycznej Partii Chin.

Spotkanie bez przedstawicieli opozycji

Na spotkaniu w mieście Shenzhen przy granicy z Hongkongiem nie było przedstawicieli hongkońskiej opozycji demokratycznej ani osób reprezentujących demonstrantów - zauważa agencja Reutera.

Według źródeł publicznej hongkońskiej stacji RTHK Zhang porównał wydarzenia w Hongkongu z kolorowymi rewolucjami, jak określa się masowe ruchy demokratyczne w byłych republikach ZSRR. Nie nazwał jednak protestów w Hongkongu ruchem niepodległościowym.

Zhang ocenił również, że obecny moment nie jest właściwy na śledztwo w sprawie nowelizacji prawa, jakiego domagają się protestujący. W tej chwili najważniejsze jest zatrzymanie przemocy, ale rząd może rozważyć niezależne dochodzenie, "gdy sytuacja się uspokoi" - miał powiedzieć szef biura ds. Hongkongu i Makau według źródeł RTHK.

"Cichy marsz" i brutalne starcia z policją

W Hongkongu tysiące prawników przeszły w środę w "cichym marszu", domagając się powołania komisji śledczej do zbadania okoliczności związanych z projektem nowelizacji prawa ekstradycyjnego i wstrzymania politycznych prześladowań uczestników antyrządowych protestów. Dotyczy to m.in. 44 osób zatrzymanych po wcześniejszych starciach z policją, którym władze postawiły zarzuty udziału w zamieszkach, za co grozi 10 lat więzienia.

W poniedziałek wiele grup zawodowych w Hongkongu zorganizowało strajk generalny w proteście przeciwko działaniom władz. Według dziennika "South China Morning Post" do pracy nie przyszło ok. 500 tys. osób. Strajkowi towarzyszyły protesty w wielu miejscach regionu, które przerodziły się w kolejne chaotyczne starcia z policją. Według oficjalnego bilansu policjanci użyli tego dnia 800 granatów z gazem łzawiącym i 140 gumowych kul oraz zatrzymali 148 osób w wieku od 13 do 63 lat.

Protesty w Hongkongu w związku z planami zmian w prawie ekstradycyjnymPAP

Autor: ft / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: