"Chcemy prawdy!". Wiec przed gmachem telewizji państwowej

TVN24 | Świat

Autor:
tas/ks
Źródło:
PAP
"Łukaszenka przegrał!" Protest przed gmachem państwowej telewizji w Mińsku TVN24
wideo 2/4
TVN24"Łukaszenka przegrał!" Protest przed gmachem państwowej telewizji w Mińsku

Ponad tysiąc osób zgromadziło się w sobotę przed budynkiem telewizji państwowej w Mińsku. Protestujący domagają się uczciwego relacjonowania wydarzeń w kraju. "Chcemy prawdy! Łukaszenka przegrał! - skandowali.

Oglądaj TVN24 w internecie na TVN24 GO>>>

"Pokażcie Akrescyna!" – skandowali zebrani przed telewizją ludzie, mając na myśli miński areszt, gdzie po wcześniejszych protestach powyborczych przetrzymywano setki osób. Wypuszczeni z aresztu ludzie opowiadali o biciu, torturowaniu, więzieniu bez jedzenia i picia.

Telewizja państwowa nie pokazała dotąd ani aresztu, ani oddziału specjalnego milicji OMON, który bił pałkami ludzi po protestach związanych z wyborami prezydenckimi z 9 sierpnia. W ślad za władzami państwowa TV przedstawia demonstracje jako "działania wrogich sił zewnętrznych, a milicjantów jako ofiary ataków ze strony chuliganów".

Spotkanie z rzeczniczką

W siedzibie telewizji odbyło się spotkanie około 30 pracowników z rzeczniczką prezydenta Alaksandra Łukaszenki Natalją Ejsmant oraz bliską współpracowniczką szefa państwa, przewodniczącą wyższej izby parlamentu, Rady Republiki, Natalją Kaczanawą. Przyjechały one do telewizji, by powstrzymać protest, bowiem operatorzy zapowiedzieli, że przygotowują się do strajku.

Sławomir Sierakowski: sytuacja w Mińsku jest entuzjastycznaTVN24

- One nie chcą nic zrozumieć i naprawdę wierzą w te brednie o spisku wrogich sił – powiedziała Lilja, pracownica telewizji, po wyjściu ze spotkania. Inni jego uczestnicy też wyraźnie wskazywali, że sprawa jest "beznadziejna". - Ta rozmowa nie ma sensu. One nas w ogóle nie słyszą – stwierdził jeden z operatorów, który wyszedł do prasy.

Pracownicy telewizji opowiadali, że mają takie same żądania jak inni uczestnicy protestu: chcą uczciwych wyborów, zaprzestania przemocy i wypuszczenia więźniów politycznych, lecz przede wszystkim chcą móc mówić prawdę. - Dlaczego nie możemy pokazać protestu, dlaczego nie możemy powiedzieć o biciu ludzi? – pytali. "Usłyszałyśmy was"– miały odpowiedzieć Ejsmant i Kaczanawa.

CZYTAJ: Mówią o "najgorszym śnie", pytają: co się stało z Białorusią? Z państwowych mediów odchodzą dziennikarze

Ucieczka "tylnym wyjściem"

W czasie spotkania – jak powiedziało Polskiej Agencji Prasowej kilkoro jego uczestników – pracownicy telewizji podnosili ręce, by pokazać, na kogo głosowali. - To nie była miażdżąca większość, ale wygrała (rywalka Łukaszenki Swiatłana) Cichanouska – powiedziała jedna z kobiet. - U nas na osiem osób za Łukaszenką jest tylko jeden człowiek - stwierdził Alaksiej, który jest pracownikiem technicznym w telewizyjnej ekipie. - We mnie coś pękło, gdy zobaczyłem, co milicja robi z ludźmi. Nie będę milczeć. Wcześniej myślałem, a niech sobie rządzi, co mi tam – wyznał.

Andrzej Zaucha: protesty w Mińsku mają charakter pokojowy, zaostrzenia nie ma, ludzie nie są moralnie na to gotowi TVN24

Na kilka minut przed budynkiem telewizji pojawiła się, wywołując radość wśród zebranych, Maryja Kalesnikawa, współpracowniczka Cichanouskiej. - Przyszłam tu, by wesprzeć nasze społeczeństwo – oznajmiła. I odjechała.

- Czas zmienić łysą oponę! – skandowali zebrani mając na myśli szefa państwa. To jak dotąd jedno z najbardziej oryginalnych haseł białoruskiego protestu. "Strajk, strajk!" – krzyczeli ludzie na ulicy, chociaż spotkanie już dawno się skończyło. Ejsmant i Kaczanawa opuściły budynek telewizji tylnym wyjściem.

Autor:tas/ks

Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: