Turcy poparli Erdogana

18 kwietnia 2017
Turecka opozycja chce anulowania wyników referendum
Fakty TVNErdogan

W przeprowadzonym 16 kwietnia 2017 roku referendum w Turcji zwyciężyli zwolennicy prezydenckiego system rządów, który zastąpi dotychczasowy system parlamentarny. Za zmianami opowiedziało się o 1,25 mln więcej głosujących – poinformował szef Najwyższej Komisji Wyborczej, Sadi Guven.

Przewodniczący Najwyższej Komisji Wyborczej (YSK) zaznaczył, że do przeliczenia pozostaje jeszcze 600 tys. kart do głosowania. W ocenie Komisji nie jest to jednak liczba, która zmieniłaby wynik referendum, "co pozwala już teraz stwierdzić, że zmiany, których dotyczyło głosowanie, zostały przyjęte" – dodał.

Szef YSK zapowiedział, że ostateczne wyniki zostaną podane do wiadomości publicznej w ciągu 10-11 dni. Przewodniczący Najwyższej Komisji Wyborczej odniósł się również do kwestii nieopieczętowanych kart do głosowania, które Komisja zdecydowała się uznać za ważne.

"Na granicy prawa"

Zdaniem opozycji zaaprobowanie kart, których lokalne komisje "nie zdążyły ostemplować", podważa legalność referendum. Jednak Najwyższa Komisja Wyborcza stoi na stanowisku, że nie wpłynęło to prawomocność plebiscytu, ponieważ decyzja o uznaniu takich kart została podjęta jeszcze przed zakończeniem głosowania, a przedstawiciele partii rządzącej oraz partii opozycyjnych - obecni w komisjach w charakterze obserwatorów - podpisali odpowiednie protokoły, co jest prawnie wiążące. Lider głównego opozycyjnego ugrupowania w Turcji, Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP), Kemal Kilicdaroglu ocenił, że w swej kampanii na rzecz zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki przedstawiciele kół rządowych podejmowali działania "na granicy prawa". CPH zapowiadała wcześniej, że będzie się domagać ponownego przeliczenia co najmniej 60 proc. głosów. W niedzielnym referendum 51,3 proc. Turków opowiedziało się za zmianami w konstytucji, wprowadzającymi prezydencki system rządów. Takie wyniki po przeliczeniu 99 proc. głosów podała rządowa agencja prasowa Anatolia. Według agencji wysoki odsetek poparcia dla zmian w konstytucji odnotowano w rejonie środkowej Anatolii, podczas gdy na "nie" w referendum głosowano w trzech największych ośrodkach miejskich: Stambule, Ankarze i Izmirze, oraz na zamieszkanym głównie przez Kurdów południowym wschodzie kraju.

Erdogan się cieszy

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ogłosił w reakcji na tę wiadomość, że za zmianami ustrojowymi w państwie opowiedziało się 25 mln obywateli. Zaznaczył, że Turcy podjęli "historyczną decyzję". W pojednawczym tonie, po kampanii, która zaostrzyła polaryzację tureckiego społeczeństwa, podziękował wszystkim obywatelom za zwiększenie uprawnień głowy państwa. Prezydent zwrócił też uwagę na fakt, że do jego sukcesu w referendum przyczynili się Turcy mieszkający za granicą, gdzie głosowanie odbyło się wcześniej. Wcześniej zwycięstwo w referendum ogłosił premier Turcji Binali Yildirim, powołując się na nieoficjalne wyniki głosowania. Turcja otwiera nową kartę w swej demokratycznej historii - oświadczył premier.

- Ostatnie słowo należy do narodu, a naród powiedział "tak" w referendum - powiedział turecki premier w siedzibie rządzącej konserwatywno-islamskiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w Ankarze. Dodał, że wynik niedzielnego plebiscytu jest najlepszą odpowiedzią dla tych, którzy stali za nieudaną próbą zamachu stanu z 15 lipca ub.r., a także dla kurdyjskich bojowników oraz wszystkich zagranicznych sił żywiących niechęć do Turcji. Szef tureckiego rządu podkreślił, że głosy na "nie" w referendum mają taką samą wartość, jak głosy tych, którzy opowiedzieli się za zmianami w konstytucji. Yildirim zapowiedział, że teraz poczyni konieczne przygotowania do wyborów prezydenckich w 2019 r. Przemawiając do tłumów, jakie zgromadziły się w rodzinnym mieście Erdogana – Stambule, prezydent zapowiedział też zainicjowanie "natychmiastowej debaty" nad przywróceniem w kraju kary śmierci – piszą agencje. Erdogan nie wykluczył zorganizowania w tej sprawie kolejnego referendum, gdyby miało się to okazać konieczne. W czasie kampanii przed głosowanie wielokrotnie prezydent opowiadał się za przywróceniem kary śmierci, jeśli będą tego chcieli Turcy.

Referendum w Turcji

Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/BURHAN OZBILICI

Niespełna rok po nieudanej próbie zamachu stanu w Turcji, o którą Ankara oskarża żyjącego w USA islamskiego kaznodzieję Fethullaha Gulena, władze tureckie zagroziły pozbawieniem go obywatelstwa. Grozi to także innym poszukiwanym, w sumie 130 osobom.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan stanął w niedzielę ponownie na czele rządzącej islamskiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), z której zgodnie z konstytucją musiał wystąpić w roku 2014, gdy został wybrany na szefa państwa.

- Za rządów prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana Turcja oddala się, przynajmniej na razie, od perspektywy członkostwa w Unii Europejskiej - ocenił w opublikowanym we wtorek wywiadzie z Reuterem komisarz UE ds. polityki sąsiedztwa i negocjacji akcesyjnych Johannes Hahn.

Turcja nie może pozwalać niektórym państwom i instytucjom, a zwłaszcza Unii Europejskiej, na kwestionowanie wyników tureckiego referendum - oświadczył prezydent Recep Tayyip Erdogan. W głosowaniu Turcy zdecydowali o wzmocnieniu władzy głowy państwa. Misja OBWE i Rady Europy uznała, że procedury zastosowane podczas plebiscytu nie spełniały międzynarodowych standardów.

Turecka Najwyższa Komisja Wyborcza (YSK) ogłosiła w czwartek ostateczne wyniki referendum w sprawie zmiany systemu parlamentarnego na prezydencki. Na "tak" głosowało 51,41 proc. uczestników referendum, czyli 25,16 mln osób. Przeciwko było 48,59 proc., czyli 23,78 mln osób.

Posłowie większości frakcji Parlamentu Europejskiego opowiedzieli się w środę za zakończeniem rozmów dotyczących przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej, w związku z niedawnym referendum w tym kraju. Zamiast tego proponują negocjacje o nowej formie partnerstwa.

Turecka policja zatrzymała w nocy z wtorku na środę 1009 osób podejrzanych o związki z siatką mieszkającego w USA islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena. Rząd Turcji obwinia Gulena o przygotowanie udaremnionego puczu z lipca 2016 roku, czemu ten zaprzecza.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył w czwartek, że kwestionowanie wyniku referendum w sprawie zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki jest poza jurysdykcją Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) w Strasburgu. Zapowiedział także spotkanie z amerykańskim prezydentem.

Minister sprawiedliwości Turcji Bekir Bozdag oświadczył, że każda skarga opozycji w sprawie niedzielnego referendum zostanie odrzucona przez Sąd Konstytucyjny, a Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) w Strasburgu nie ma jurysdykcji w tej kwestii.

Wygrana prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana w niedzielnym referendum to przykład globalnego zwrotu ku rządom autorytarnym - oceniają media w USA. Podkreślają, że referendum nasiliło polaryzację społeczeństwa i stało się "pyrrusowym zwycięstwem" Erdogana.

Turecka Najwyższa Komisja Wyborcza (YSK) rozpatrzy skargi na niedzielne referendum konstytucyjne w sprawie zmiany systemu rządów na prezydencki oraz apele o unieważnienie głosowania - poinformowała stacja NTV, powołując się na przewodniczącego Komisji. O anulowanie wyników referendum apelowała m.in. Prokurdyjska lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP).