Starcia w Egipcie

1 lipca 2013

Tymczasowy rząd Egiptu oświadczył w środę, że organizowane przez Bractwo Muzułmańskie siedzące protesty przeciwko obaleniu prezydenta Mohammeda Mursiego nie będą dłużej tolerowane i władze podejmą wszelkie kroki, by udaremnić związane z nimi akty przemocy. Protesty Bractwa zostały określone jako "zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju".

Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton niewiele zdziałała podczas wizyty w podzielonym Egipcie. Ścierający się z wojskiem islamiści zdecydowanie zadeklarowali, że będą demonstrować do skutku. Widziała się też z obalonym prezydentem Mohammedem Mursim, który od miesiąca przebywa w nieujawnionym miejscu.

Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton przybyła w niedzielę wieczorem do Egiptu, apelując o włączenie do procesu transformacji politycznej członków Bractwa Muzułmańskiego, z którego wywodzi się obalony prezydent Mohammed Mursi.

O międzynarodowe śledztwo ws. sobotniej masakry w Kairze zaapelowało Bractwo Muzułmańskie. Oskarża ono egipskie siły bezpieczeństwa o atak na zwolenników obalonego przez armię prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego. Zginęło w sumie kilkadziesiąt osób, a kilkaset zostało rannych.

Egipscy przywódcy muszą pomóc swojemu krajowi cofnąć się znad krawędzi - oświadczył sekretarz stanu USA John Kerry, w reakcji na informacje, że w starciach zwolenników obalonego prezydenta Mursiego z policją zginęło 65 osób. USA zaapelowały też do władz Egiptu o poszanowanie prawa do pokojowych protestów.

W starciach w Kairze pomiędzy zwolennikami obalonego przez armię prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego a policją zginęło 65 osób, a prawie 270 zostało rannych - powiadomiło w sobotę Ministerstwo Zdrowia. Władze państwowe i religijne w Egipcie potępiły przemoc.

Unia Europejska zabrała głos w związku z krwawymi manifestacjami i starciami w Egipcie. Szefowa unijnej dyplomacji wyraziła "głębokie ubolewanie z powodu śmierci uczestników demonstracji". Catherine Ashton wezwała jednocześnie do pojednania i dialogu. "Konfrontacja nie jest rozwiązaniem" - oświadczyła.

Jeśli Bracia Muzułmanie przestaną odpowiadać kamieniami i Koranem, a chwycą za broń, to sytuacja w Egipcie stanie się podobna do tej w Syrii - ocenił na antenie TVN24 arabista Bogusław Zagórski. Jego zdaniem taki scenariusz nie jest jednak przesądzony. - Już kilkukrotnie mieliśmy do czynienia z dramatyczną sytuacją, która się "rozchodziła po kościach" - zaznaczył.

Nadal nie ma oficjalnych danych co do liczby ofiar krwawego poranka w Kairze. Według Bractwa Muzułmańskiego w wyniku ataku sił bezpieczeństwa na zwolenników obalonego prezydenta zginęło 70 osób. Z kolei resort zdrowia mówi o 20 zabitych i 177 rannych. Jak pisze agencja Reuters powołując się na pracownika kostnicy, większość demonstrantów miała ginąć od strzałów w głowę. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zaprzecza jednak jakoby siły bezpieczeństwa użyły ostrej amunicji.

Administracja USA nie zamierza orzekać, czy w Egipcie doszło do wojskowego zamachu stanu - oświadczył w czwartek wicesekretarz stanu William Burns. Taka interpretacja ostatnich wydarzeń oznaczałaby automatyczne wstrzymanie amerykańskiej pomocy dla Egiptu.

Sześc osób zginęło, a kilkanaście zostało rannych w starciach, jakie wybuchły nieopodal Uniwersytetu Kairskiego. Zwolennicy prezydenta Mursiego zostali zaatakowani przez jego przeciwników. Policja użyła gazu łzawiącego, by rozproszyć agresywny tłum.

Sześciu Egipcjan zginęło, a 11 zostało rannych w kilku atakach przeprowadzonych przez bojowników na półwyspie Synaj w pobliżu egipsko-izraelskiej granicy i Strefy Gazy. Informację o atakach podały źródła medyczne.

Trzech egipskich policjantów zginęło w nocy ze środy na czwartek w prowincji Synaj Północny w trzech oddzielnych atakach przeprowadzonych przez uzbrojonych napastników - poinformowały źródła lekarskie w siłach bezpieczeństwa.

W Egipcie zaprzysiężono nowy rząd tymczasowy, który ma sprawować władzę po obaleniu prezydenta Mohammeda Mursiego. Stanowisko wicepremiera otrzymał w nim dotychczasowy dowódca wojska, które odegrało kluczową rolę w niedawnym przewrocie.

Egipskie siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego, gdy w centralnej części Kairu doszło do starć między zwolennikami obalonego prezydenta Mohammeda Mursiego a mieszkańcami dzielnicy - poinformowali świadkowie. Waszyngton uważa jednak - jak zaznaczył zastępca sekretarza stanu USA William Burns - nie ma niebezpieczeństwa, by po obaleniu Mursiego doszło do powtórki tragedii z Syrii, gdzie w trwającym od 2011 roku konflikcie zginęło ponad 100 tys. ludzi.