Protesty w Gruzji

21 czerwca 2019
PAP/EPA/STRINGERW zamieszkachw Tbilisi zostało rannych 240 osób, w tym 80 policjantów.

W nocy 20 na 21 czerwca 2019 roku przed gmachem parlamentu w Tbilisi doszło do gwałtownych starć demonstrantów z policją. Demonstranci protestujący przeciwko obecności rosyjskiego deputowanego usiłowali wtargnąć do budynku gruzińskigo parlamentu.

W starciach z policją rannych zostało, według najnowszych informacji przedstawiciela gruzińskiej służby zdrowia, ponad 200 ludzi, z których połowa nadal przebywa w szpitalu. Policjanci użyli gumowych kul, gazu łzawiącego i pałek, a protestujący obrzucali funkcjonariuszy kamieniami. Policja zatrzymała ponad 300 osób.

Do protestu doszło z powodu wystąpienia deputowanego do rosyjskiej Dumy Państwowej Siergieja Gawriłowa, który w gruzińskim parlamencie przemawiał po rosyjsku z miejsca przewodniczącego. Demonstranci domagali się dymisji Irakliego Kobachidzego.

Prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili w reakcji na protesty nazwała w czwartek wieczorem Rosję "wrogiem i okupantem", sugerując, że za brutalnymi zamieszkami stoi rosyjska "piąta kolumna". Szefowa państwa ostrzegła, że "tylko Rosja skorzysta na podziałach w kraju i społeczeństwie (Gruzji) oraz na wewnętrznej konfrontacji. "To obecnie jej (Moskwy) najsilniejsza broń" - napisała polityk na Facebooku. Jej zdaniem głosy wywołujące w kraju napięcia umyślnie bądź nieumyślnie promują politykę rosyjską. Gawriłow przybył do Gruzji z okazji corocznego międzynarodowego spotkania parlamentarzystów z państw prawosławnych. Rosjanin w przeszłości wyrażał poparcie dla niepodległości separatystycznego gruzińskiego regionu Abchazji. W wypowiedzi dla rosyjskich mediów Gawriłow ocenił, że protesty w Tbilisi były wcześniej przygotowane, a wydarzenia w parlamencie zostały wykorzystane do wewnętrznej walki politycznej, głównie w celu "zmiany władzy" w Gruzji.

Rosyjskie wpływy w Gruzji, dawnej republice byłego ZSRR, to temat wrażliwy politycznie. W sierpniu 2008 r. wybuchł kilkudniowy konflikt zbrojny między Rosją a Gruzją. Gruzja podjęła zbrojną próbę odzyskania kontroli nad Osetią Południową, regionem, który oderwał się od niej w latach 90. i przy nieformalnym wsparciu Moskwy uzyskał faktyczną niezależność od Tbilisi. Rosja odpowiedziała wprowadzeniem swych wojsk do tej republiki i dalej w głąb gruzińskiego terytorium. W wyniku konfliktu Rosja uznała niepodległość nie tylko Osetii Południowej, lecz także drugiej separatystycznej republiki gruzińskiej, Abchazji; obecnie rozlokowane są tam rosyjskie oddziały. Po wojnie stosunki dyplomatyczne między dwoma państwami zostały zerwane.

Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/STRINGER

Gruzini domagają się wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Około 20 tysięcy ludzi zebrało się niedzielę w centrum Tbilisi na antyrządowych demonstracjach. Niezadowolenie jest związane z nieuchwaleniem przez parlament zmiany ordynacji wyborczej z mieszanej na proporcjonalną. - Nie pozwolimy temu parlamentowi pracować - powiedział Gigi Ugulawa, lider opozycyjnej partii Europejska Gruzja.

Kontrowersyjny polityk i były szef MSW Giorgi Gacharia został premierem Gruzji. W niedzielę jego nominację zatwierdził gruziński parlament. Kandydatura Gacharii, uznawanego przez opozycję za "człowieka Moskwy w Gruzji", wywołała w kraju protesty.

Izba niższa rosyjskiego parlamentu na wtorkowym posiedzeniu jednogłośnie przyjęła oświadczenie, w którym proponuje rządowi nałożenie sankcji na Gruzję - podają rosyjskie agencje. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekazał, że "władze na razie nie podjęły decyzji w tej sprawie". Później agencja RIA poinformowała, że "prezydent Władimir Putin sprzeciwia się sankcjom wobec Gruzji".

Odlatujący w niedzielę w nocy samolot Aerofłotu był ostatnią rosyjską maszyną, która opuściła lotnisko w Tbilisi - podała rosyjska agencja TASS. Od poniedziałku obowiązuje zakaz bezpośrednich lotów między Rosją i Gruzją wprowadzony przez prezydenta Władimira Putina. Połączenia zostały zawieszone po wybuchu antyrosyjskich protestów w gruzińskiej stolicy.

Moskwa obawia się, że Waszyngton próbuje zapobiec normalizacji stosunków między Rosją a Gruzją - oświadczył na wtorkowej konferencji szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Napięcie w stosunkach Tbilisi z Moskwą wzrosło po wystąpieniu w gruzińskim parlamencie rosyjskiego deputowanego, które doprowadziło do gwałtownych starć na ulicach gruzińskiej stolicy.

W czwartek poseł rosyjskiej Dumy Siergiej Gawriłow przemawiał w gruzińskim parlamencie z miejsca przewodniczącego. Wydarzenie to wywołało gwałtowne protesty na ulicach Tbilisi. - Reakcja Gruzinów nie byłaby tak gwałtowna, gdyby nie ich zniechęcenie do gruzińskiej klasy politycznej: do rządzących i do opozycji – ocenił w "Faktach po Faktach" w TVN24 Wojciech Jagielski z "Tygodnika Powszechnego".

Prezydent Rosji Władimir Putin zarządził wstrzymanie lotów pasażerskich z Rosji do Gruzji - poinformował Kreml. Zawieszenie podróży do tego kraju polecił także rosyjskim biurom podróży. To odpowiedź na protesty, do jakich doszło w Tbilisi w związku z wizytą w gruzińskim parlamencie rosyjskiego deputowanego. W piątek w stolicy Gruzji ponownie doszło do demonstracji.

Wszystko to, co wydarzyło się w Gruzji, nie jest niczym innym jak rusofobiczną prowokacją. Nie może nie wywoływać naszego zaniepokojenia fakt, że doszło do przejawów agresji wobec obywateli Rosji - oświadczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. W czwartek poseł rosyjskiej Dumy Siergiej Gawriłow przemawiał w gruzińskim parlamencie z miejsca przewodniczącego. Wydarzenie to wywołało gwałtowne protesty na ulicach Tbilisi, w których rannych zostało 240 osób.

Wygląda na to, że ta sytuacja zaskoczyła wszystkich w Gruzji - komentowała we "Wstajesz i wiesz" zamieszki w Tbilisi Tamar Gelaszwili-Dąbrowska z portalu kaukaz.pl. Protesty wybuchły po wystąpieniu w tamtejszym parlamencie rosyjskiego deputowanego Siergieja Gawriłowa. Zdaniem Galszwili-Dąbrowskiej chyba tylko Gawriłow był na to przygotowany, "bo jak tylko zrobiło się większe zamieszanie, bardzo szybko opuścił salę obrad".

Zaczęła się rozróba. Ludzie zaczęli atakować policjantów, były wyrywane metalowe barierki. Policjanci zaczęli być rozbrajani - relacjonował w TVN24 Wojciech Wojtasiewicz, dziennikarz "Nowej Europy Wschodniej", który w czwartek obserwował demonstracje w Tbilisi, stolicy Gruzji. Jak dodał, "punktem zapalnym" do starć była wypowiedź jednego z opozycjonistów.

Prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili wraca do kraju z Białorusi. Jej wizyta została skrócona z powodu gwałtownych starć, które w nocy z czwartku na piątek wybuchły na ulicach Tbilisi. Wizytę w Azerbejdżanie przerwał także szef parlamentu gruzińskiego Irakli Kobachidze, który po przybyciu do kraju podał się do dymisji. W zamieszkach zostało rannych 240 osób, w tym 80 policjantów. Demonstranci usiłowali wtargnąć do gmachu parlamentu, protestując przeciwko obecności rosyjskiego deputowanego.