Premium

Po stracie nogi odważył się zagrać z synkiem. Może pokonać Mbappe

Zdjęcie: Cyfrasport / Amp Futbol Polska

Marcin Oleksy zawsze lubił grać w piłkę widowiskowo, a po wypadku, kiedy na boisko wreszcie odważył się wrócić, zaczął myśleć o strzelaniu goli, tych zjawiskowych, do zapamiętania, najlepiej przewrotką lub szczupakiem. O tym, że stanie w szeregu obok Kyliana Mbappe i Richarlisona, czyli największych gwiazd, nie myślał jednak nigdy.

Nie ma co, w towarzystwie znalazł się doborowym. Wśród jedenaściorga nominowanych do FIFA Puskas Award, czyli najpiękniejszej bramki zdobytej w roku 2022, jest siedmiu piłkarzy, trzy piłkarki i on, amp futbolista, pierwszy w historii tej nagrody. Mbappe i Richarlison wyróżnieni zostali za trafienia do siatki w czasie niedawnych mistrzostw świata, Oleksy - za to ze spotkania PZU Amp Futbol Ekstraklasy.

Mówi Grzegorz Lato, król strzelców mundialu 1974:

- Ależ proszę pana, oczywiście, że widziałem tego gola, z przyjemnością go oglądałem, i to kilka razy. Przepiękna brameczka, palce lizać. Dla mnie numer jeden wśród nominowanych, powinna wygrać. Wyskoczyć z jednej nogi i tą samą nogą uderzyć przewrotką - powiem panu, duża sztuka, duży szacunek dla tego chłopaka. Ja tak nie potrafiłem, ja zawsze byłem tam, gdzie spadała piłka, dlatego niektórzy nazywali mnie "Szakal". Tym naszym amp futbolistom od dawna bardzo kibicuję, bo oni pokazują, że można się podnieść nawet po wielkich życiowych dramatach. A przy okazji pokazują też, jak piękna jest piłka nożna.

Mówi Marcin Oleksy
Mówi Marcin Oleksy

Maestria. Magia. Czary

Kto wyruszając wtedy - 6 listopada - na stadion, spodziewał się takiego wydarzenia?

Kończy się szósta minuta spotkania PZU Amp Futbol Ekstraklasy. Warta Poznań na swoim terenie mierzy się ze Stalą Rzeszów. Miejscowi spokojnie wymieniają podania, przenosząc się na połowę rywala. Piłka trafia do zawodnika z siódemką na koszulce, czyli do Dawida Nowaka. Ten odgrywa ją bez przyjęcia, podcinką, na linię pola karnego, gdzie czyha już Marcin. Potem?

Maestria. Magia. Czary. Wybija się z prawej nogi, pomagając sobie kulami. Uderza przewrotką, do siatki, obok bezradnego bramkarza. Teraz miejsce jest już tylko na radość. I na przyjmowanie gratulacji.

Nikt nie ma pojęcia, jak szerokim echem odbije się ta akcja w świecie.

Po ponad dwóch miesiącach Marcin jest bardzo onieśmielony tymi reakcjami. Telefon dzwoni i dzwoni, a on nie wie, co dziennikarzom opowiadać. - Wziąłem kilka dni wolnego w pracy, bo zamieszanie nie maleje - wyjaśnia. - Problem w tym, że nie potrafię się odnaleźć w takiej sytuacji, zupełnie nie byłem przygotowany na takie zainteresowanie mediów.

Myśli tylko o jednym: "czy będę żył?"

Wracamy do tamtych strasznych wydarzeń z roku 2010. 19 listopada. Albo 21. Na pewno była to sobota. Potem to Marcin sprawdzi, teraz nie pamięta, z nerwów, z emocji.

Sprawdzam sam - sobota wypadła wtedy 20 listopada.

Czytaj dalej po zalogowaniu

premium

Uzyskaj dostęp do treści premium za darmo i bez reklam