Polska i Świat

Polska i Świat

Dyskusja o marihuanie powróciła, ale tym razem w tle jest śmierć nastolatka. Popełnił samobójstwo w wigilię. Jego rodzina twierdzi, że to przez marihuanę, którą palił regularnie od kilku miesięcy. Brał też leki antydepresyjne. Dla przeciwników marihuany to młyn na wodę i dlatego niemal natychmiast posypały się oskarżenia i pretensje pod adresem Ruchu Palikota i innych środowisk walczących o legalizację tego środka.

Ta historia zadaje kłam tezie, jakoby Niemcy byli mało fantazyjnym narodem. Być może fantazja nachodzi ich rzadko, ale jak już najdzie, to się dzieje. Berlińska policja jest pod wielkim wrażeniem złodziei, którzy wykopali 45-metrowy tunel. Zaczynał się w garażu, kończył w skarbcu banku. Ze skarbca oczywiście to i owo zniknęło, ale nie to w tej historii jest najważniejsze.

Policyjna pałka czasem to za mało, a pistolet - za dużo. Dlatego policjanci kupują sobie paralizatory. Na dobry początek 700 sztuk, które trafią do rąk policjantów pracujących na ulicach większych miast. Bo chętnych na takie zakupy jest zdecydowanie więcej. W kolejce po paralizatory ustawiają się ABW, BOR ale też straż rybacka czy leśna. Czekają na sprzęt, ale najpierw na przepisy, które pozwolą im paralizatorów używać.

Podobieństwa są zaskakujące. To, że w porę nikt nie wyciągnął wniosków i nie naprawił tego, co szwankowało niepokoi. Po katastrofie samolotu CASA w Mirosławcu, w której zginęło 20 osób, śledczy wyliczyli błędy - źle dobrano załogę, źle układała się współpraca tej załogi w kabinie, źle odczytywała ona wskazania wysokościomierzy i nie patrzyła na to, co pokazuje radiowysokościomierz. Do tego była zła pogoda. Samolot najpierw zahaczył o drzewa a potem runął na ziemię. Jak tupolew w Smoleńsku. Jutro równo piąta rocznica katastrofy samolotu CASA w Mirosławcu.

Utknąć na wyciągu przy tęgim mrozie - to zdecydowanie może popsuć frajdę z jeżdżenia na nartach. A tak się zdarzyło w niedzielę w Krynicy-Zdroju. Ponad stu narciarzy zawisło, niektórzy kilkanaście a niektórzy kilkadziesiąt metrów nad ziemią i cierpliwe czekało aż ktoś ich uwolni. Akcja przebiegła szybko i sprawnie, bo po godzinie wszyscy stąpali już po ziemi. U nas garść porad - co robić i czego nie robić w podobnej sytuacji od Anny Wilczyńskiej.

W ośrodkach ruchu drogowego zmiany, w których - jak sprawdziliśmy - niełatwo się połapać nawet ośrodkom ruchu drogowego. A co dopiero mają powiedzieć kandydaci na kierowców. Ale po kolei. Zmiany weszły dziś i ich zamysł jest jak najbardziej słuszny: by kierowcy, zwłaszcza ci początkujący nie jeździli na pamięć, tylko myśleli i potrafili działać. Gorzej - jak to zwykle u nas bywa - idzie wdrożenie tych zmian. Brakuje czasu, sprzętu i wiedzy.

Maskę włóż - wzywa Janusz Palikot. Do wyboru jest twarz Donalda Tuska, Sławomira Nowaka albo Jacka Rostowskiego. Politycy Platformy pomysł Palikota wrzucili do worka z napisem: kolejny barwny happening. On sam jednak mówi, że to rodzaj obywatelskiego nieposłuszeństwa w słusznej sprawie i dlatego w pobliżu fotoradarów nie ściągał nogi z gazu, tylko zakładał maskę. Tę z twarzą premiera. Inni wybrali inne, bo Janusz Palikot znalazł naśladowców.

Na koniec matka neandertalczyka pilnie poszukiwana. Amerykański naukowiec z Harvardu chce odtworzyć wymarłego dziesiątki tysięcy lat temu naszego przodka. Ma 60 procent jego DNA, resztę dostarczy surogatka, o ile oczywiście się zgłosi. Po co te eksperymenty - zapytają państwo. Dla nauki. O naszych dawnych krewnych wiemy coraz więcej, ale odtworzenie go to zupełnie nowa wartość. Być może da odpowiedź na pytania, na które jeszcze nie wpadliśmy.

To się nazywa reforma. Po 300 latach z rosyjskiej armii znikają onuce. Od tego roku wojacy mają nosić zwykłe, żeby nie powiedzieć banalne, skarpety. Bo jak się okazuje - onuce są może trochę dziwne i śmieszne, ale jakie praktyczne. Grubiej owinięte lepiej chronią przed zimnem, przed obtarciami, a i do przeczyszczenia broni się nadają. I jak tu za nimi nie tęsknić - mówią żołnierze.

Powiedz nam, gdzie mieszkasz, a powiemy ci kiedy dotrze do ciebie pługopiaskarka. W języku drogowców nazywa się to kolejnością utrzymania dróg, bo są drogi ważne i ważniejsze. I niestety im więcej mamy tych ważniejszych, czyli autostrad albo dróg ekspresowych, tym mniej czasu i pieniędzy zostaje na odśnieżanie tych mniej ważnych. Zima w natarciu, zanim więc zaplanują państwo podróż - krótszą lub dalszą, warto posłuchać Łukasza Wieczorka.

To już w poniedziałek. Barack Obama złoży przysięgę i zacznie oficjalnie drugą kadencję na urzędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych. Będą celebryci, na przykład Beyonce, która zaśpiewa hymn, będą też symbole podkreślające amerykańską historię i tradycję - jak choćby dwie Biblie - jedna Abrahama Lincolna, druga Martina Luthera Kinga. Będą też wielkie oczekiwania, bo zwykle druga kadencja jest bardziej przełomowa od pierwszej.

Niewiele wiadomo o sytuacji porwanych przez islamskich bojowników w Algierii. Nie wiadomo, ilu jest zakładników, z jakich krajów pochodzą i w jakiej kondycji fizycznej oraz psychicznej są. Agencje podają różne informacje, co więcej, nie można polegać też na komunikatach władz, bo te w Algierii nad sytuacją raczej nie panują, a rządy w Europie przyznają, że o wielu faktach dowiadują się po czasie, jak na przykład o akcji algierskiego wojska, która zakończyła się fiaskiem. Śmiercią wielu zakładników.

Przychodzi do pracy jak zawsze, siada za stołem sędziowskim i orzeka jak zwykle. Ale zamieszanie wokół niego jest niezwykłe. Nie ma dnia, by o Igorze Tulei nie mówiono albo nie pisano. "Gazeta Wyborcza" podała, że ktoś sędziemu grozi. On sam zbytnio się tym nie przejmuje i odmówił ochrony. Jego środowisko przeżywa to bardziej.

Pogoda mocno doświadcza kierowców. Drogi na przemian zaśnieżone albo oblodzone. Na Śląsku doszło dziś do karambolu. Zderzyło się około 30-stu aut. Dochodzenie kto zawinił i przez kogo ta wielka kraksa jest z reguły bardzo trudne i zwykle kończy się tak, że każdy kierowca płaci za siebie. Zdecydowanie lepiej takich sytuacji unikać. U nas podpowiedź - jak to zrobić i jak się zachować - gdyby jednak szczęście i umiejętności zawiodły.

Jak się nie narobić, a mimo to wykazać się wynikami w pracy. Pewien Amerykanin skorzystał z wszędobylskiego dziś outsourcingu i za jedną piątą swej pokaźnej pensji zatrudnił firmę z Chin, która odwalała za niego całą robotę. Był programistą komputerowym. Był, bo wpadł, gdy przekazał Chińczykom klucz dostępu do wewnętrznej sieci firmy.

Jest pomysł, ale nie ma pieniędzy na jego realizację. Sytuacja jak najbardziej typowa, nie tylko u początkujących biznesmenów. Kiedyś byłaby też sytuacją patową, ale nie dziś, gdy jest internet i łatwe dojście do miliardów ludzi. Dzięki nim dobre pomysły finansują się same. Świat nazywa to crowdfundingiem.

Sen o Dreamlinerze na razie odleciał. Maszyny stoją i do odwołania nie będą mogły wzbić się w powietrze. Dla LOT-u, w którego kasie i tak pustki, to dodatkowe wielkie koszty. Supernowoczesne maszyny miały zarabiać, a przynoszą straty. Do tego jedna maszyna jest w Polsce, druga zdążyła dolecieć do Stanów i pauzuje tam. Co dalej - tego nie wie nikt.

Spełniły się zapowiedzi sędziego Igora Tulei i do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez tak zwanego dużego agenta Tomka. Nomen omen - Tomaszowi N. grozi nawet 10 lat więzienia za to, że w akcji CBA przeciwko lekarzowi Mirosławowi G. uwiódł pielęgniarkę, nakłonił ją do wynoszenia dokumentacji szpitalnej i że dzięki temu mógł coś zyskać. Agent liczył na awans.

Ilu zakładników jest jeszcze w rękach islamskich terrorystów? Ilu żyje, ilu zginęło, a może uciekło? Po akcji algierkiego wojska więcej jest pytań niż odpowiedzi, a światowe agencje przekazują sprzeczne informacje. Według jednych w nalocie zginęło 35 zakładników, według innych 25 zdołało uciec, a 6 zginęło. Porywacze, którzy sami siebie nazywają Zamaskowaną Brygadą zapowiadają, że zabiją pozostałych zakładników, jeśli Francja nie przerwie operacji w Mali. Niepokojąco w tym wszystkim brzmią słowa brytyjskiego premiera, że "powinniśmy się przygotować na złe wiadomości" z Algierii. Te aktualne zebrał Piotr Świerczek.

Nie znoszą ich kierowcy, ale niestety - pokochał rząd. Kilka słów o fotoradarach widzianych od środka. Co ma we wnętrzu taka maszyna, że potrafi zrobić zdjęcie samochodowi pędzącemu z prędkością 250 kilometrów na godzinę? Albo jak jest skonstruowana, że nie straszny jej ani wielki upał, ani trzaskający mróz? Fotoradary na części pierwsze rozłożył Łukasz Wieczorek.