"Całkowicie nieakceptowalne" słowa Trumpa

TVN24

Aktualizacja:

Prezydent USA Donald Trump skrytykował ostro na Twitterze grupę kongresmenek z Partii Demokratycznej za ich odmienne niż jego zdanie na temat masowych akcji przeciw imigrantom. Słowa Trumpa spotkały się z ostrą krytyką, zarówno w kraju, jak i za granicą. Padają oskarżenia o rasizm.

Kongresmenki Partii Demokratycznej krytykowały politykę migracyjną prezydenta Trumpa, a zwłaszcza organizowane na jego zlecenie naloty służb migracyjnych, mające za zadanie zatrzymanie nielegalnych imigrantów i deportowanie ich.

"Jakie to interesujące, widzieć 'Progresywne' Demokratyczne kongresmenki pochodzące z krajów, których rządy są kompletną i totalną katastrofą, najgorsze, najbardziej skorumpowane i niewydolne na całym świecie (o ile w ogóle mają funkcjonujące rządy), jak teraz głośno i złośliwie mówią ludziom w Stanach Zjednoczonych, największemu i najpotężniejszemu państwu na świecie, jak powinien działać rząd" - napisał w niedzielę na Twitterze Trump. "Czemu nie wrócą i nie pomogą naprawić tych całkowicie zepsutych, dotkniętych przestępczą zarazą miejsc, z których pochodzą. A potem wrócą i pokażą nam, jak się to robi" - brzmiał kolejny tweet prezydenta. Chociaż Trump nie wymienił nazwisk, powszechnie interpretuje się, że jego uwagi były skierowane do kongresmenek: Alexandrii Ocasio-Cortez, Ilhany Omar, Ayanny Pressley i Rashidy Tlaib. Tylko Omar, która pochodzi z Somalii, nie urodziła się w USA.

"Tak właśnie wygląda rasizm"

Ocasio-Cortez zareagowała na Twitterze: "Panie prezydencie, kraj, z którego pochodzę (...) to Stany Zjednoczone". Jak zauważa BBC, kongresmenka urodziła się na nowojorskim Bronksie, niespełna 20 kilometrów od szpitala w Queens, gdzie na świat przyszedł Donald Trump. "Jesteś zły, ponieważ nie możesz wyobrazić sobie Ameryki, której jesteśmy częścią" - dodała Ocasio-Cortez.

"Podsycasz biały nacjonalizm, bo jesteście wściekły, że tacy ludzie jak my służą w Kongresie i walczą przeciwko waszej pełnej nienawiści polityce" - napisała z kolei na Twitterze Ilhan Omar. "Tak właśnie wygląda rasizm. My jesteśmy obrazem demokracji" - stwierdziła Pressley, a Tlaib wezwała do impeachmentu Trumpa.

"Ksenofobiczne komentarze prezydenta Trumpa"

W obronie kongresmenek stanęli inni członkowie Partii Demokratycznej.

"Nie zgadzam się na ksenofobiczne komentarze prezydenta Trumpa, mające na celu dzielenie naszego narodu. Zamiast atakować członków Kongresu, powinien pracować razem z nami nad ludzką polityką imigracyjną, która odzwierciedlałaby amerykańskie wartości" - napisała na Twitterze spikerka Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.

"Kiedy nazywam prezydenta (Trumpa) rasistą, o tym właśnie mówię" - napisał w tweecie Bernie Sanders, jeden z kandydatów Partii Demokratycznej do wyścigu o urząd prezydenta. "Musimy razem bronić sprawiedliwości i godności wszystkich ludzi" - apelował. Niezależny kongresmen Justin Amash, który niedawno opuścił Partię Republikańską w proteście przeciwko polityce Donalda Trumpa, nazwał komentarze prezydenta "rasistowskimi" i "obrzydliwymi". Kongresmen z Partii Demokratycznej Don Beyer, który urodził się we Włoszech, ale ma jasną karnację, zwrócił uwagę, że mimo swojego pochodzenia nigdy nie stał się celem podobnych uwag ze strony Trumpa. Polityk zamieścił na swoim Twitterze zdjęcia kongresmenek Ocasio-Cortez, Tlaib i Pressley oraz swoje własne i opatrzył je podpisem: "Tylko jeden z tych kongresmenów nie urodził się w Stanach Zjednoczonych. To ja". "Jestem także jedynym (na zdjęciu - red.), który nie padł ofiarą rasistowskich tweetów prezydenta. My wszyscy - także tacy jak Ilhan (Omar) i ja, urodzeni gdzie indziej - jesteśmy dumnymi Amerykanami" - dodał Beyer.

"Całkowicie nieakceptowalne" słowa

Krytycznie do wpisów amerykańskiego prezydenta odniesiono się także na Wyspach. W poniedziałek rzeczniczka Theresy May przekazała, że brytyjska premier uważa słowa Trumpa za "całkowicie nieakceptowalne".

W podobnym tonie wypowiedziała się także szefowa Partii Konserwatywnej w Szkocji Ruth Davidson, która napisała na Twitterze, że May "ma rację", sprzeciwiając się wypowiedzi Trumpa. Dodała, że obaj kandydaci ubiegający się o zastąpienie jej na Downing Street w trwającym wyborze nowego lidera ugrupowania powinni zająć takie samo stanowisko. Kwestia napiętych relacji z administracją Trumpa niemal na pewno pojawi się podczas wieczornej debaty między będącym faworytem bukmacherów byłym ministrem spraw zagranicznych Borisem Johnsonem a obecnym szefem dyplomacji Jeremy'm Huntem, która jest organizowana przez radio talkRadio i tabloid "The Sun". W ubiegłym tygodniu doszło do zaognienia sporu Londynu z Waszyngtonem po opublikowaniu przez media poufnej korespondencji dyplomatycznej, w której brytyjski ambasador w USA Kim Darroch krytycznie oceniał administrację Trumpa.

Protesty przeciwko masowym deportacjom

W USA w piątek rozpoczęły się już protesty przeciwko zaplanowanym od niedzieli masowym deportacjom. Władze niektórych stanów i miast zapowiedziały, że nie będą udzielać pomocy służbom migracyjnym.

Amerykański Związek Wolności Obywatelskich (ACLU) wystąpił z pozwem przeciw najnowszej akcji Trumpa, uzasadniając, że przed deportacją nielegalni powinni mieć prawo przedstawienia swojej sprawy sędziemu migracyjnemu. Agencja ds. Imigracji i Ceł (ICE) zamierza rozpocząć w niedzielę akcję w 10 dużych miastach, w tym w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles, Houston, ale się do tego nie ograniczy. Media podkreślają, że celem staną się także rodziny, włączając w to mieszkające w USA od dziesięcioleci z dziećmi, które są obywatelami amerykańskimi.

Autor: momo\mtom\kwoj / Źródło: BBC, PAP