Wiersz rozpętał dyplomatyczną burzę. Niemcy podtrzymali zakaz

Świat


Sąd w Hamburgu utrzymał w mocy tymczasowe rozporządzenie z maja 2016 r. zakazujące niemieckiemu satyrykowi Janowi Boehmermannowi publikowania części satyrycznego wiersza o prezydencie Turcji Recepie Tayyipie Erdoganie. Wyrok nie jest prawomocny.

Proces w Hamburgu toczył się z prywatnego powództwa Erdogana. Sędzia Simone Kaefer podkreśliła, że sąd musiał wziąć pod uwagę zarówno wolność słowa i swobodę wyrazu artystycznego, jak i prawo Erdogana do ochrony własnej osobowości. Wskazała, że jako głowa państwa turecki prezydent musi się liczyć także ze szczególnie ostrą krytyką. Nie musi natomiast tolerować obrażania go - podkreśliła, wskazując m.in. na "komponent seksualny" wiersza.

Zdaniem sądu wiersz pozostaje zrozumiały także bez fragmentów, których rozpowszechniania zakazano.

Dyplomatyczna burza

31 marca zeszłego roku Boehmermann wyrecytował w niemieckiej telewizji publicznej ZDF wiersz o Erdoganie, zawierający niewybredne aluzje seksualne i oskarżenia, że turecki prezydent prześladuje mniejszości, źle traktuje Kurdów i chrześcijan. Przed odczytaniem wiersza Boehmermann nawiązał do nadanej w połowie marca w niemieckiej telewizji satyrycznej piosenki kpiącej z Erdogana za represjonowanie dziennikarzy. Ankara wezwała wtedy ambasadora Niemiec, żądając wyjaśnień. Władze Turcji ostro zaprotestowały przeciwko kpinom z głowy państwa. Do MSZ w Ankarze wzywany był kilkakrotnie ambasador Niemiec. Berlin odrzucił początkowo protesty, a rzeczniczka MSZ mówiła, że wolność słowa nie podlega negocjacjom. Tureckie protesty zachęciły niemieckich satyryków do kolejnych szyderstw. Boehmermann podkreślał, że satyryczna piosenka nadana w telewizji mieściła się w kategorii swobody wyrazu artystycznego, wolności prasy i swobody wyrażania opinii.

Na tym etapie w spór o granice wolności słowa włączyła się kanclerz Angela Merkel. Szefowa rządu w rozmowie telefonicznej z ówczesnym premierem Turcji Ahmetem Davutoglu oceniła wiersz Boehmermanna jako "świadomie obraźliwy". Merkel podkreśliła znaczenie wolności słowa, zastrzegła jednak, że wolność ta "nie jest nieograniczona". Rząd Merkel zaaprobował ściganie satyryka przez wymiar sprawiedliwości w związku z podejrzeniem dopuszczenia się obrazy przedstawiciela obcego państwa.

Sądowa walka

W październiku ub.r. prokuratura w Moguncji poinformowała o umorzeniu śledztwa przeciwko Boehmermannowi w związku z wierszem o Erdoganie. W uzasadnieniu wskazano, że "nie można z wymaganą pewnością udowodnić (Boehmermannowi) działania podlegającego karze".

Niemcy uważają Turcję za kluczowy kraj w walce z kryzysem imigranckim. Publicyści zarzucali Merkel, że właśnie z tego powodu skrytykowała Boehmermanna, nie chcąc narazić się władzom w Ankarze. Boehmermann tłumaczył, że świadomie prowokacyjny tekst miał za zadanie "pomóc ustalić granicę" między tym, co jest w satyrze dozwolone, a tym, co jest zabronione. Po ogłoszeniu wyroku przez sąd w Hamburgu satyryk natychmiast zapowiedział apelację. Natomiast adwokat Erdogana dał wyraz satysfakcji z wyroku, a zwłaszcza z jego uzasadnienia. Oświadczył, że Boehmermann "pod płaszczykiem swobody wyrazu artystycznego próbował urazić godność ludzką" tureckiego prezydenta. Kwestię apelacji w celu uzyskania sądowego zakazu publikacji całego wiersza pozostawił Erdoganowi.

Autor: mtom / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: