"Nie zdradzimy wyniku referendum, nie dopuścimy do rozerwania naszego kraju"

TVN24

Shutterstock"Nie zdradzimy wyniku referendum, nie dopuścimy do rozerwania naszego kraju"

Brytyjska premier Theresa May zapowiedziała w środę, że jej rząd "nie zdradzi wyniku referendum". Taką zdradą byłoby - uznała - zaakceptowanie porozumienia z Unią Europejską, które nie spełniałoby wymogu odzyskania kontroli nad wydatkami, prawem i granicami.

W wystąpieniu kończącym konwencję programową Partii Konserwatywnej w Birmingham Theresa May mówiła o rządowej strategii negocjacji z UE.

Brexitowe negocjacje

- Nikt nie chce dobrego porozumienia z Unią Europejską bardziej niż ja, ale to nigdy nie oznaczało gotowości do wypracowania umowy za wszelką cenę - mówiła szefowa brytyjskiego rządu. Dodała, że "traktowała Unię Europejską wyłącznie z szacunkiem i Wielka Brytania oczekuje tego samego".

May broniła swojej wizji wyjścia z UE, tzw. planu z Chequers. Przestrzegła posłów i aktywistów podzielonej w tej sprawie Partii Konserwatywnej, aby nie dali się wciągnąć w "gonitwę za własnymi wizjami perfekcyjnego Brexitu", a zamiast tego dbali o jedność ugrupowania w kluczowych miesiącach negocjacji z UE.

- Ludzi nie interesują teoretyczne debaty, bo ich życie zależy od tego, abyśmy wypracowali korzystne rozwiązanie w praktyce. Brexit, który sprawi, że Wielka Brytania będzie silniejsza za 50 lat, na nic się nie przyda, jeśli utrudni nasze życie teraz - przestrzegła. Krytykowała w ten sposób eurosceptyczne skrzydło swej partii, które domaga się zerwania negocjacji ze Wspólnotą i zastąpienia ich w przyszłości porozumieniami handlowymi z krajami trzecimi.

"Nie zdradzimy wyniku referendum"

Premier ostrzegła, że brytyjski rząd nie wyklucza zakończenia negocjacji bez porozumienia z Unią Europejską w sprawie przyszłych relacji. Jak tłumaczyła, w szczególności taki scenariusz byłby możliwy, gdyby proponowane modele przyszłych stosunków zagrażały jedności Zjednoczonego Królestwa przez nadanie specjalnego statusu prawnego Irlandii Północnej lub sprowadzały się do "wyjścia z UE jedynie z nazwy", zmuszając rząd w Londynie do utrzymania członkostwa we wspólnym rynku i unii celnej, a także jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE.

- Nie zdradzimy wyniku referendum, nie dopuścimy do rozerwania naszego kraju - zapowiedziała. Zastrzegła jednak, że "wyjście bez umowy, przywrócenie ceł i kosztownych kontroli granicznych byłoby złym wynikiem (rozmów) zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i Unii Europejskiej".

Szefowa rządu wykluczyła organizację drugiego referendum w sprawie opuszczenia Wspólnoty. Wyjaśniła, że taki ruch podkopałaby zaufanie wyborców do brytyjskiej demokracji i byłby odebrany jako próba pouczania wyborców przez polityków, którzy byli niezadowoleni z pierwszej decyzji.

- Posłowie zwrócili się do Brytyjczyków z prośbą o podjęcie decyzji, ufając ich ocenie sytuacji. Oni z kolei zaufali nam, że zrealizujemy ich wybór, i ja ich nie zawiodę - zapewniła.

Koniec zaciskania pasa

W wystąpieniu kończącym konwencję programową Partii Konserwatywnej w Birmingham szefowa rządu zadeklarowała zakończenie wieloletniej polityki zaciskania pasa oraz nowe inwestycje w służbę zdrowia (w tym program wczesnego wykrywania raka, który opowiedziała przedstawiając historię swojej zmarłej córki chrzestnej i ministra Jamesa Brokenshire'a, który odszedł z rządu na kilka miesięcy walcząc z chorobą) oraz mieszkalnictwo.

- Dekadę po kryzysie finansowym ludzie powinni wiedzieć, że nadszedł koniec polityki oszczędności (...), a ich ciężka praca się opłaciła - tłumaczyła May, podkreślając, że Partia Konserwatywna "wierzy w siłę dobrze uregulowanego wolnego rynku - największego w historii narzędzia rozwoju ludzkości".

Odwołała się do historycznych przykładów, które jej zdaniem potwierdzały instynktowne dążenie ludzi do wolności. Przypomniała, że zamknięte gospodarki były "obalane nie przez wpływowe elity, lecz zwykłych ludzi", wspominając m.in. Solidarność w Stoczni Gdańskiej, aksamitną rewolucję w Czechosłowacji i upadek muru berlińskiego.

May: brać przyszłość w swoje ręce

Odnosząc się do czołowych polityków torysów, wywodzących się z różnych środowisk społecznych, w tym mniejszości etnicznych i seksualnych, premier tłumaczyła, że kluczowa jest "możliwość brania przyszłości w swoje ręce".

- To świadomość, że jeśli twój ojciec przyleciał z Pakistanu, ty możesz zostać ministrem spraw wewnętrznych (tak jak obecny szef tego resortu Sajid Javid - red.). Jeśli spędziłeś czas w domu dziecka, możesz być w rządzie. Jeśli twoi dziadkowie przyjechali w ramach pokolenia Windrush (z Karaibów - red.), możesz być następnym burmistrzem Londynu (jak kandydat torysów na to stanowisko Shaun Bailey - red.). A jeśli jesteś w ciąży, oczekując pierwszego dziecka, i zaręczona ze swoją dziewczyną, możesz być przyszłą pierwszą minister Szkocji (jak Ruth Davidson - red.) - wyliczała.

Liderka Partii Konserwatywnej wykorzystała ponadto swoje przemówienie do skrytykowania lidera opozycyjnej Partii Pracy Jeremy'ego Corbyna, którego oskarżyła o próbę wykorzystania negocjacji w sprawie Brexitu do "realizowania interesów partyjnych, a nie interesu narodowego". Zarzuciła mu też brak zbilansowanych planów budżetowych, przychylność wobec Rosji i tolerowanie antysemityzmu w swoim ugrupowaniu.

Autor: mm//rzw / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: