"Mieli przy sobie broń długą i krótką". Nie żyje co najmniej 14 osób

TVN24

Aktualizacja:

Podczas obławy na sprawców strzelaniny w San Bernardino w Kalifornii policja zastrzeliła dwoje napastników: mężczyznę i kobietę. Już ich zidentyfikowano. Nie potwierdziły się przypuszczenia, że w ataku, w którym zginęło 14 osób, brały udział trzy osoby.

Szef policji w San Bernardino Jarrod Burguan poinformował, że podejrzanych o wywołanie masakry zastrzelono podczas wymiany ognia po zatrzymaniu czarnego samochodu sportowo-terenowego (SUV), podobnego do widzianego na miejscu ataku.

Zidentyfikowano ich jako 28-letniego Syeda Rizwana Farooka oraz 27-letnią Tashfeen Malik. Jak powiedział Burguan, najprawdopodobniej byli oni jedynymi sprawcami strzelaniny. Wcześniej informowano, że napastników mogło być troje.

"Doskonale przygotowani do ataku"

Jak powiedział, napastnicy byli doskonale przygotowani do ataku. Ok. godz. 11 czasu lokalnego otworzyli ogień do kilkuset ludzi zgromadzonych w Inland Regional Center, stanowym ośrodku pomocy niepełnosprawnym. Po dokonaniu masakry sprawcy uciekli czarnym samochodem.

W ośrodku, będącym częścią całego kompleksu, odbywała się impreza świąteczna dla personelu okręgowego wydziału zdrowia. Farook według policji brał wcześniej udział w tej imprezie. Miał ją opuścić po kłótni, a następnie wrócić z uzbrojoną towarzyszką.

- Mieli przy sobie broń długą i krótką, a także inne podejrzane przedmioty - powiedział Burguan.

Byli ubrani w odzież typu wojskowego. Podczas strzelaniny jeden policjant został ranny.

Zatrzymano też osobę uciekającą od samochodu, ale nie wiadomo, czy jest powiązana z masakrą.

"Czemu miałby to zrobić?"

Motywy sprawców nie są znane. - Przybyli przygotowani na to, co mieli zrobić, tak jakby wykonywali zadanie - powiedział Burguan. Zastrzegł, że bilans ofiar jest prowizoryczny, wielu rannych jest w stanie krytycznym.

Mężczyzna, który twierdzi, że jeden z napastników był jego szwagrem, powiedział, że również nie ma pojęcia, jakie były motywy ataku. - Czemu on miałby zrobić coś takiego? Nie mam pojęcia, sam jestem w szoku - stwierdził.

Burguan poinformował, że władze San Bernardino zarządziły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Zamknięto wszystkie szkoły oraz budynki władz miejskich i okręgowych. W szpitalach zarządzono stan pogotowia.

- Na razie nie mamy informacji wskazujących, że był to atak terrorystyczny w tradycyjnym sensie. Bez wątpienia mamy do czynienia z czymś, co można nazwać terroryzmem wewnętrznym - powiedział szef policji.

San Bernardino, to miasto liczące ok. 200 tys. mieszkańców, odległe o ok. 100 km na wschód od Los Angeles.

Kondolencje od Obamy

Był to najtragiczniejszy akt przemocy w USA dokonany przy użyciu broni palnej od czasu masakry w szkole Sandy Hook, w Newtown, w stanie Connecticut w grudniu 2012 r., w której zginęło 27 osób (w tym sprawca).

Prezydent Barack Obama wystosował kondolencje dla rodzin ofiar masakry i potępił jej sprawców wskazując, że do tego rodzaju tragicznych wydarzeń dochodzi w Stanach Zjednoczonych coraz częściej. W krótkiej wypowiedzi dla telewizji CBS Obama wskazał, że w żadnym innym kraju, poza USA, nie dochodzi tak często do masakr dokonywanych przy użyciu broni palnej.

- Nie powinniśmy akceptować tego stanu rzeczy i uważać go za normalny. Nie znamy motywów sprawców, ale możemy podjąć, wszyscy, na każdym szczeblu władzy, działania, aby do takich tragedii nie dochodziło tak często - powiedział Obama.

San Bernardino leży ok. 100 km od Los Angeles Shutterstock

Autor: asz, dln, mm\mtom / Źródło: "Huffington Post", "The Washington Post", Reuters, PAP

Tagi:
Raporty: