Pokazują nową rakietę, a do tego morze zabytków

TVN24

Aktualizacja:

- Imperialiści nie mają już monopolu na wyższość technologii wojskowej - zapewnił Kim Dzong Un, nowy przywódca Korei Północnej, podczas swojego pierwszego publicznego wystąpienia. Na potwierdzenie jego słów przed trybuną honorową przedefilowało kilka dużych i dotychczas nieznanych rakiet. Jednak morze uzbrojenia pokazanego na wielkiej paradzie raczej nie wywołało błysku zazdrości w oczach wojskowych z Seulu czy USA, a raczej uśmiech politowania na widok tak starego sprzętu.

Wielki pokaz potęgi sił zbrojnych KRLD zorganizowany w niedzielę uświetniał równie wielkie ogólnokrajowe i trwające już od wielu dni uroczystości uświetniające setną rocznicę urodzin Kim Ir Sena, założyciela kraju, otoczonego dzisiaj nimbem boskości. Od wielu lat to właśnie z tej okazji w Phenianie wojsko organizuje pokazy swoich możliwości. Przed trybuną pełną oficjeli i wojskowych defilują tysiące żołnierzy i przejeżdżają setki pojazdów.

Niedzielna defilada była wyjątkowo duża, pokazano na niej praktycznie wszystkie typy uzbrojenia będące w szeregach wojska KRLD. Wyjątkowa była też z tego powodu, iż przed jej rozpoczęciem po raz pierwszy publicznie wystąpił Kim Dzong Un. Przywódca silnie podkreślił kontynuowanie polityki "Songun", co oznacza mniej więcej, że "wojsko jest najważniejsze". Zgodnie z tym przesłaniem zaapelował, by "pierwszym, drugim i trzecim" priorytetem była potęga wojskowa kraju.

Wojsko ponad wszystko

Dyktator oświadczył również, iż Korea Północna stworzyła silną armię, gotową do ofensywy, jak i obrony przy użyciu wszelkiego rodzaju nowoczesnej broni. - Imperialiści nie mają już monopolu na wyższość technologii wojskowej - zapewnił. Jednym z dowodów na to twierdzenie miało być zapewne zaprezentowanie nowej rakiety balistycznej, która została pokazana publicznie po raz pierwszy i była jedyną "premierą" tegorocznej parady.

Warto dodać, iż defilady w Phenianie nabrały podobnego znaczenia jak te urządzane podczas Zimnej Wojny na Placu Czerwonym. Ponieważ kraj jest niemal całkowicie zamknięty i otacza swoje siły zbrojne szczelną kurtyną tajemnicy, to właśnie parady są okazją dla Koreańczyków do pochwalenia się nowym uzbrojeniem, a dla ich przeciwników do przynajmniej pobieżnego zapoznania się z poziomem technologii wojska KRLD.

O możliwości zaprezentowania nowej rakiety informował już wywiad Korei Południowej na początku kwietnia. Duży pocisk, stojący na terenie specjalistycznej fabryki w Phenianie zaobserwowały satelity zwiadowcze. Jednak wówczas twierdzono, że rakieta ma około 40 metrów długości i jest znacząco większa od Taepodong-2 (32 metry), dotychczas największej znanej rakiety KRLD.

Nowa duma Phenianu

Pokazane na defiladzie nowe rakiety na pewno nie miały 40 metrów długości, a raczej około 20. Sądząc z ich zewnętrznego wyglądu, są rozwinięciem pocisków Musudan (określanych też Nodong lub Rodong-B). Ich konstrukcja wywodzi się z radzieckiej rakiety balistycznej R-27, montowanej na okrętach podwodnych. Opracowano je w drugiej połowie lat 60-tych i wycofano ze służby pod koniec Zimnej Wojny. Po upadku ZSRR Korea Północna zatrudniła grupę konstruktorów R-27, którzy pomogli ją skopiować.

Na defiladzie nowa rakieta była umieszczona na specjalistycznym ośmioosiowym pojeździe, podobnym do rosyjskich i białoruskich konstrukcji, które służą do przewożenia i odpalania międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Koreański pojazd z wyglądu przypomina jednak konstrukcje chińskie, na których są przewożone pociski rodziny Dong Feng. Podwozie wygląda na takie, które umożliwia odpalenie rakiety bez konieczności ustawiania jej na specjalnym stanowisku startowym.

Rozmiar nowego pocisku pozwala spekulować, iż nie można go nazwać międzykontynentalnym, ale raczej tak zwanym IRMB, czyli pociskiem "pośredniego zasięgu", mogącego dolecieć na około 5,5 tysiąca kilometrów. Najprawdopodobniej jest więc zagrożeniem dla Korei Południowej, Japonii i amerykańskich baz np. na Guam.

Nie można wykluczyć, iż pokazane rakiety są makietami. Są znane przypadki, gdy w ZSRR na defiladach pokazywano albo uzbrojenie prototypowe, które nigdy nie weszło do służby, albo wręcz atrapy. Przed trybuną w Phenianie przejechało jednak aż osiem nowych rakiet. Gdyby miałyby to być makiety, prawdopodobnie byłoby ich mniej. Tak duża liczba pozwala zakładać, że było to prawdziwe uzbrojenie.

Szara rzeczywistość

Prezentacja rakiet wywołała duże porusznie na trybunie honorowej, Kim Dzong Un i stojący obok generałowie widocznie się ożywili i byli zadowoleni z tego co widzą. Wcześniej, podczas prezentacji reszty sprzętu wojskowego uśmiechów było mniej. Prawda jest taka, że nie było z czego być zadowolonym, ponieważ zdecydowana większość toczącego się przed trybuną uzbrojenia, w krajach będącymi potencjalnymi przeciwnikami Korei Północnej, czyli USA, Korei Południowej i Japonii, dawno trafiłaby już do muzeum.

Z nowszego uzbrojenia pokazano kilkanaście wspominanych już rakiet BM25 Musudan, które od kilku lat stanowią stały element defilad w Phenianie. Poprzedzał je szereg rakiet balistycznych krótkiego zasięgu KN-2 Toksa, czyli kopii radzieckiego i rosyjskiego systemu OTR-21 Toczka. Pokazano też dziesiątki rakiet przeciwokrętowych KN-1, czyli kopii starych radzieckich P-15 Termit (do niedawna na stanie Polskiej Marynarki Wojennej).

Rodzinę koreańskich rakiet dopełniał szereg pocisków przeciwlotniczych dalekiego zasięgu starego radzieckiego systemu S-200 (takie same dalej posiada Polska), oraz jeszcze starsze radzieckie S-125 i S-75.

Przebłyski i muzeum

Poza rakietami pokazano też dwa typy czołgów. Jednym był najnowszy pojazd pancerny Phenianu Pokpung-ho, czyli lokalna konstrukcja opracowana na początku XXI wieku za pomocą szeregu technologii pozyskanych z radzieckich czołgów wywodzących się od T-72, T-64 oraz nowszych konstrukcji chińskich (też bazujących na technologiach radzieckich). Drugim typem pokazanego czołgu był stary radziecki T-62.

Poza tym przed trybuną przetoczyły się dziesiątki starych radzieckich transporterów opancerzonych, samobieżnych dział przeciwlotniczych, różnych dział holowanych i ciężarówek. Wszystkie wywodziły się konstrukcyjnie w najlepszym razie z lat 60-tych.

Jedynym elementem defilady, w którym wzięło udział lotnictwo, było kilka przelotów pięciu Migów-29, które leciały w formacji i rysowały na niebie kolorowym dymem symboliczną flagę Korei Północnej.

Słabe argumenty

Defilada była doskonałym obrazem stanu sił zbrojnych Korei Północnej. Phenian praktycznie nie ma żadnych argumentów w walce z "imperialistami". Wyposażenie sił zbrojnych jest niemal całkowicie stare i nieprzystające do nowoczesnego pola walki. Jedynymi konwencjonalnymi argumentami są masy żołnierzy (ponad milion wojskowych) oraz tysiące dział ustawionych na granicy i mających w swoim zasięgu aglomerację Seulu, które w wypadku wojny mogłyby wyrządzić znaczne szkody przed ich unieszkodliwieniem.

Przywódcy Korei Północnej prawdopodobnie zdają sobie z tego sprawę, dlatego stawiają na jedyną technologię, która może rzeczywiście być zagrożeniem dla "imperialistów", czyli rakiety balistyczne wyposażone w głowice jądrowe. Wielkie fundusze pompowane w program rakietowy i atomowy nie zwrócą się jednak szybko. Są to technologie bardzo trudne do opanowania i dopracowania, zwłaszcza w stanie izolacji Korei Północnej.

Ostatni nieudany test największej znanej rakiety Phenianu, czyli Taepodong-2 (nazwanej Unha-3), udowodnił, że przed naukowcami Phenianu jeszcze daleka droga do perfekcji. Na dodatek według ocen wywiadów zachodnich, kilka bomb plutonowych w posiadaniu Korei Północnych jest bardzo prymitywnych oraz ciężkich i - póki co - nie ma możliwości ich umieszczenia na szczycie rakiet.

Źródło: tvn24.pl