Boko Haram na północy, partyzanci na południu. Armia "wojnie na kilka frontów nie podoła"

Świat

Aktualizacja:

Nie tylko dżihadyści z Boko Haram z pustynnej północy Nigerii wzniecają wojnę, zagrażającą bezpieczeństwu nigeryjskiego państwa. Wojną grożą też partyzanci z roponośnej delty Nigru oraz zwolennicy ponownej secesji Biafry.

Biafra - położona w południowo-wschodniej Nigerii ojczyzna ponad 30 mln Ibów, jednego z najliczniejszych nigeryjskich ludów - już raz próbowała oderwać się od reszty kraju, pisze znawca problematyki tego kraju Wojciech Jagielski. Uznając, że rządzący Nigerią muzułmanie z północy, a także Jorubowie z zachodu traktują ich jak obywateli drugiej kategorii i okradają z ropy naftowej z leżących na ich ziemiach złóż, Ibowie w 1967 roku ogłosili niepodległość ich własnego państwa, Biafry.

Krwawo stłumione powstanie

Bunt zakończył się trzyletnią wojną domową i spowodował ponad milion ofiar. Rebelia została stłumiona, a władze Nigerii, by nie dopuścić do jej powtórki, podzieliły Biafrę i cały kraj na trzy tuziny pomniejszych stanów. Z krainy Ibów odłączono przede wszystkim deltę Nigru. Za dzisiejszą Biafrę uważa się pięć zamieszkanych przez Ibów stanów na południowym wschodzie Nigerii, odciętych zarówno od Zatoki Gwinejskiej, jak i granicy z Kamerunem. Są to ziemie rolnicze, przeludnione i biedne, pozbawione złóż ropy naftowej. Rozbicie administracyjne Biafry dla części nacjonalistów Ibów było tylko kolejnym dowodem niesprawiedliwości, jakie spotykają ich w Nigerii.

Krwawa pacyfikacja Biafry zniechęciła Ibów do kolejnych buntów, ale poczucie krzywdy i żywa wciąż pamięć o biafrańskiej hekatombie nieufnie nastawiła ich do kolejnych rządów. Ibowie narzekali, że władze wydzielają im z budżetu za mało pieniędzy, że ich stany są celowo zaniedbywane, a oni sami pomijani przy podziale rządowych stanowisk. Narzekania płynęły głównie z diaspory Ibów (w obawie przed prześladowaniami za granicę uciekło wielu Ibów związanych z secesją Biafry), ale po 1999 roku, kiedy generałowie zostali odsunięci od władzy w Abudży, pierwsze polityczne ugrupowania odwołujące się do biafrańskiego nacjonalizmu pojawiły się także w samej Nigerii. Te lokalne wyrzekały się przemocy i domagały przyznania Ibom prawa do niepodległościowego plebiscytu. Ibowie z diaspory nierzadko nawoływali do nowej wojny secesyjnej.

Wezwanie do nowej wojny biafrańskiej

Do powstanie wzywał zwłaszcza Nnamdi Kanu, dyrektor nadającego z Londynu Radio Biafra i przywódca ruchu Rdzenna Ludność Biafry (IPOB). Radio Biafra nasiliło swoją działalność zwłaszcza wiosną, po wyborach prezydenckich, w wyniku których stracił władzę Goodluck Jonathan, pierwszy szef nigeryjskiego państwa wywodzący się z delty Nigru i szeroko rozumianej Biafry. Region dawnej Biafry był jedynym, w którym Jonathan wygrał w głosowaniu.

Zastąpił go kolejny muzułmanin z północy, a w dodatku były generał Muhammadu Buhari, który jako młody oficer walczył przeciwko Ibom w wojnie biafrańskiej, a w latach 1981-1983 rządził Nigerią jako wojskowy dyktator. Od lata br. Buhari bezskutecznie próbuje zagłuszać audycje Radia Biafra i oskarża dyrektora rozgłośni o podżeganie do wojny domowej, zwłaszcza od jesieni, gdy na Światowym Kongresie Ibów w Los Angeles Kanu wezwał przywódców diaspory w USA do zbierania pieniędzy na zakupy broni na nową wojnę biafrańską. Kiedy więc w październiku Kanu przyjechał do Nigerii, został aresztowany i oskarżony o działalność wywrotową.

Wieść o jego zatrzymaniu wywołała wciąż trwające wielotysięczne uliczne demonstracje Ibów i rozruchy. Demonstranci domagają się nie tylko uwolnienia Kanu, ale także zgody władz na plebiscyt niepodległościowy w Biafrze i wyznaczenie jego terminu. Na początku grudnia w Onitshy w ulicznych starciach zginęło dwóch policjantów i ośmiu demonstrantów.

Wojna na kilka frontów

Władze Nigerii zapowiedziały, że nikomu nie pozwolą rozbijać jedności państwa, ale jednocześnie przedstawiciele rządu przyznają, że Ibowie mają powody do narzekania. Sam Buhari milczy. Ma do wyboru wyłącznie trudne rozwiązania. Jeśli pośle wojsko przeciwko demonstrantom w Biafrze, może doprowadzić do zaognienia sytuacji. Jeśli wojska nie wyśle, inni mogą to uznać za przejaw słabości prezydenta. Buhari toczy już wojnę przeciwko dżihadystom z Boko Haram, a wojsko nie radzi sobie z partyzantami. Wojnie na kilka frontów nie podoła.

A wojna zagraża nie tyle Biafrze, co delcie Nigru. W grudniu wygasa rozejm, jaki władze Nigerii zawarły sześć lat temu z tamtejszymi rebeliantami, którzy zaczęli niszczyć rurociągi uważając, że Abudża okrada deltę z petrodolarów. W rezultacie działań rebeliantów wydobycie ropy naftowej, w zasadzie jedynego źródła dochodów Nigerii, spadło o ponad połowę. Pokój z rebeliantami zawarł ówczesny wiceprezydent Goodluck Jonathan, sam pochodzący z delty. W imieniu rządu obiecał, że za złożenie broni każdy partyzant będzie otrzymywał co miesiąc 500 dolarów, a partyzanckim komendantom władze zapewnią kontrakty z rządowymi firmami i naftowymi koncernami. Z hojnie opłacanej amnestii skorzystało ok. 30 tys. partyzantów, a utrzymanie pokoju kosztuje nigeryjskie państwo ok. 500 mln dolarów rocznie.

Lukratywna dla rebeliantów umowa rozejmowa (dzięki pracy dla zagranicznych nafciarzy, dawnych wrogów, wielu byłych komendantów partyzanckich dorobiło się majątków i domów z basenami) kończyła się już w zeszłym roku, ale Jonathan, już jako prezydent, przedłużył ją o kolejny rok.

Kupowanie rozejmu

Wiosną, gdy Jonathan ubiegał się o reelekcję, wdzięczni mu komendanci z delty straszyli nową wojną, jeśli ich rodak przegra wybory. Rzecznik Buhariego zapowiada, że prezydent chce przedłużyć rozejm z partyzantami z delty, ale nie mówi, czy rząd nie będzie chciał przy okazji wytargować niższej stawki za pokój.

Korupcja poprzednich władz i niskie ceny ropy naftowej na światowych rynkach sprawiły, że nigeryjski skarbiec jest pusty. Buhari wie jednak, że pieniędzy będzie miał jeszcze mniej, jeśli rebelianci z delty zamiast jak dotąd chronić rurociągi znów zaczną je dziurawić i kraść z nich ropę. Jedyną dla niego pociechą jest to, że rebelianci z delty nie chcą mieć nic wspólnego z buntownikami z sąsiedniej Biafry.

Biafra istniała do 1970 roku. Dzisiaj wchodzi w skład Nigerii i obejmuje znacznie mniejsze terytoriumDomena publiczna | Wikipedia (CC BY SA 3.0)

Autor: pk / Źródło: PAP

Raporty: