Szefowa władz Hongkongu nie traci poparcia Pekinu

TVN24

Aktualizacja:

Chiny będą w dalszym ciągu popierać szefową administracji Hongkongu Carrie Lam – zapewnił w Pekinie rzecznik chińskiego MSZ Lu Kang. W niedzielę prawie dwa miliony Hongkończyków wyszły na ulice, domagając się dymisji Lam.

Szefowa hongkońskich władz ogłosiła w sobotę decyzję o odłożeniu na czas nieokreślony prac nad popieraną przez Pekin nowelizacją prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. przekazywanie podejrzanych do Chin kontynentalnych.

Projekt wywołał największe protesty polityczne w Hongkongu od przyłączenia tej byłej brytyjskiej kolonii do Chin w 1997 roku. Uczestnicy niedzielnego marszu domagali się całkowitego wycofania ustawy, dymisji Lam oraz przeprosin za brutalność policji wobec protestujących przeciwko nowelizacji.

Lam przeprosiła w niedzielę mieszkańców za "niedoskonałość pracy rządu" w związku z projektem nowelizacji prawa ekstradycyjnego - podano w komunikacie władz Hongkongu. Wcześniej Lam sygnalizowała, że nie zamierza podać się do dymisji.

Na sobotniej konferencji prasowej szefowa hongkońskich władz odmówiła odpowiedzi na pytanie o doniesienie dziennika "Sing Tao", że poprzedniego wieczora - przed ogłoszeniem decyzji o zawieszeniu prac nad ustawą - spotkała się w mieście Shenzhen po drugiej stronie granicy administracyjnej z wicepremierem ChRL Han Zhengiem.

W Chinach kontynentalnych cenzorzy internetu blokowali relacje i zdjęcia z protestów w Hongkongu, zezwalając tylko na materiały z oficjalnych mediów. Państwowa prasa oskarżała "obce siły” o próby wywołania chaosu w Hongkongu, i twierdziła, że nowelizacja prawa ekstradycyjnego cieszy się dużym poparciem hongkońskiej opinii publicznej.

Kontrowersyjne przepisy ekstradycyjne

Dziennik "China Daily" napisał w poniedziałek, że zagranicznym ingerencjom w sprawy Hongkongu "towarzyszy smród hipokryzji". Według gazety, takie kraje jak USA i Wielka Brytania, "podsycają nastroje antyrządowe i nawołują do łamania prawa" w Hongkongu, podczas gdy kwestia prawa ekstradycyjnego to wewnętrzna sprawa Chin.

"China Daily" nie zamieszcza przy tym informacji o marszu, w którym według organizatorów uczestniczyły prawie dwa miliony osób. W innym materiale gazeta napisała natomiast, że "rodzice w specjalnym regionie administracyjnym Hongkong wyszli w niedzielę na ulice, by zaapelować do amerykańskich polityków, aby nie wtrącali się w nowelizację przepisów ekstradycyjnych".

Zawieszony projekt zakłada umożliwienie ekstradycji osób podejrzanych o przestępstwa do krajów i regionów, z którymi Hongkong nie ma obecnie podpisanych umów ekstradycyjnych, w tym do Chin kontynentalnych. Przewiduje też możliwość zamrażania i konfiskaty aktywów na wniosek organów ścigania ChRL. Dotyczyłoby to zarówno mieszkańców Hongkongu, jak i przebywających w tym specjalnym regionie administracyjnym obywateli Chin i obcokrajowców.

Rząd Hongkongu utrzymuje, że zmiana jest konieczna, by załatać luki prawne, umożliwiające zbiegłym kryminalistom ukrywanie się w regionie. Wielu sądzi jednak, że zagraża ona praworządności, na której opiera się pozycja Hongkongu jako międzynarodowego centrum finansowego.

Protesty w Hongkongu
PAP/DPA

Autor: tmw\mtom / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: