Protesty w Hongkongu

12 czerwca 2019

Gdyby nie ja, tysiące ludzie byłoby zabitych w Hongkongu i nie byłoby żadnych zamieszek, byłoby państwo policyjne - oświadczył Donald Trump w wywiadzie dla kanału Fox News. Zdaniem prezydenta USA chińskie wojska nie wkraczają, ponieważ poprosił o to prezydenta Chin Xi Jinpinga. Jak dodał, "Hongkong byłby zmiażdżony w 14 minut" przez chińskie wojska.

Świeżo mianowany przez Pekin szef policji w Hongkongu zażądał w piątek, by ostatni protestujący bezzwłocznie opuścili kampus Uniwersytetu Politechnicznego i oddali się w ręce policji. Podkreślił, że "ma to nastąpić natychmiast", bo policja "przystąpi do ostatecznego oczyszczania kampusu".

Ustawy wspierające prodemokratycznych demonstrantów w Hongkongu zostały w środę niemal jednogłośnie przyjęte przez Izbę Reprezentantów USA. Wejdą one w życie po podpisaniu przez prezydenta Donalda Trumpa. MSZ w Pekinie zażądało jednak, by Trump nie składał pod dokumentem swojego podpisu i ponownie zagroziło "silnymi środkami odwetowymi", jeśli nowe prawa zostaną przyjęte.

Senat USA jednomyślnie przyjął we wtorek Ustawę o Prawach Człowieka i Demokracji w Hongkongu, popierając żądania prodemokratycznych hongkońskich demonstrantów. Dokument nakłada na sekretarza stanu obowiązek corocznego audytu w kwestii specjalnego traktowania Hongkongu przez Waszyngton w relacjach handlowych i stwarza podstawę do nałożenia sankcji na urzędników chińskich, którzy godziliby w autonomię miasta. Zakłada także kary na przedstawicieli lokalnych władz za łamanie praw człowieka. Pekin potępił decyzję amerykańskich senatorów.

Niespokojny poniedziałek w Hongkongu. Od rana w okolicach politechniki dochodzi do starć demonstrantów z policją. Na zdjęciach widać protestujących z zasłoniętymi twarzami i blokujących im wyjście policjantów. Tego samego dnia hongkoński sąd najwyższy uznał wprowadzony przez władze zakaz zakrywania twarzy maskami podczas protestów za niekonstytucyjny.

Gaz łzawiący i armatki wodne kontra koktajle Mołotowa wystrzeliwane z procy - tak wyglądały w niedzielę ulice Hongkongu w kolejnym dniu antyrządowych protestów. - Ulice zamieniły się w jakieś piekło - powiedziała w programie "Dzień po dniu" w TVN24 Dorota Nowakowska, Polka przebywająca w Hongkongu. - Mam wrażenie, że nikt nie panuje nad sytuacją - dodała.

Hongkońska policja poinformowała o zatrzymaniu dwóch młodych obcokrajowców podejrzanych o udział w nielegalnym zgromadzeniu. W piątek agencja Reutera dodała, powołując się na źródło w niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, że zatrzymani mężczyźni są obywatelami Niemiec.

W Hongkongu znów niespokojnie. W piątek w wielu dzielnicach miasta na ulice wyszli demonstranci. Dzień wcześniej zmarł 70-letni mężczyzna, uderzony cegłą w głowę podczas starć między uczestnikami antyrządowych protestów a ich przeciwnikami. Jak przekazała policja, nie brał on udziału w bójkach, a jedynie nagrywał je telefonem.

Rząd Chin potępił w piątek atak "brutalnego tłumu" na sekretarz sprawiedliwości Hongkongu w Londynie. Urzędniczka autonomicznego chińskiego regionu przebywająca w Wielkiej Brytanii zetknęła się tam z grupą osób popierających demonstrujących mieszkańców Hongkongu. Brytyjska policja potwierdziła, że kobieta trafiła do szpitala "po odniesieniu obrażeń ręki".

W dzielnicy finansowej Hongkongu - Central - trzeci dzień z rzędu w środę demonstranci zablokowali w porze lunchu ruch pojazdów. Prodemokratyczni manifestanci starli się ze służbami. Władze ogłosiły, że w czwartek ze względów bezpieczeństwa zamknięte będą wszystkie szkoły w regionie. Brytyjski "Financial Times" ocenił, że narastająca przemoc grozi tragedią.

Prezydent Chin Xi Jinping wezwał w poniedziałek do zerwania z przemocą i chaosem na ulicach Hongkongu oraz zaapelował o przywrócenie porządku w mieście. Wcześniej państwowe chińskie media wezwały władze do zajęcia twardszego stanowiska wobec uczestników prodemokratycznych demonstracji.

W Hongkongu doszło do najpoważniejszych od miesięcy aktów przemocy - ocenia agencja Reutera. W sobotę protestujący sobotę zaatakowali między innymi oddział chińskiej państwowej agencji prasowej Xinhua. Wybito okna i zniszczono drzwi. Media relacjonują, że w lobby agencji wybuchł pożar. Ściany zostały pokryte graffiti.