Premium

"Zełenski? To nie był prezydent z mojej bajki. Do wybuchu wojny"

Zdjęcie: Ukrainian Presidency / Handout/Anadolu Agency/Getty Images

Moim zdaniem miałby ciężko, żeby wygrać. Jego notowania konsekwentnie spadały - mówi o Wołodymyrze Zełenskim Ołeh Biłecki, dziennikarz telewizji Ukraina24 w "Rozmowach polsko-niepolskich". - Ale rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę. Ona wszystko zmieniła - dodaje.

Widzowie w Polsce mogli poznać Ołeha Biłeckiego z relacji w TVN24. Na antenie dziennikarz analizuje postępy wojsk ukraińskich, opowiada o swoim kraju i decyzjach jego liderów.

Co będzie robił po wojnie? - To, co potrafię najlepiej - dalej będę "robić w newsach" - uśmiecha się pojednawczo.

Jacek Tacik: Nie chciałeś złapać za broń?

Ołeh Biłecki: Nie, bo nic by to nie dało. Nigdy nie miałem nic wspólnego z wojskiem. Byłby ze mnie marny żołnierz. Znam się za to na informacji. Jestem dziennikarzem i odkłamuję rosyjską propagandę.

Nie upominali się o ciebie?

Armia?

Tak.

Nie, bo poza ukraińskim paszportem, mam jeszcze niemiecki dokument. Ale nawet nie o to chodzi. Ja nie zdezerterowałem.

Od wybuchu wojny największe telewizje w Ukrainie połączyły siły i nadają wspólny program - częściowo ze Lwowa.

Ukraińskie telewizje połączyły siły i nadają wspólny program1+1

Jest jeszcze państwowa telewizja UATV, dla której także pracuję, która nadaje tylko w języku rosyjskim. Nie dla Ukraińców, a dla tych, którzy znają rosyjski: nie-Rosjan, na przykład Bułgarów, którzy może nie używają rosyjskiego na co dzień, ale go rozumieją, albo dla diaspory w USA, Niemczech i innych krajach Zachodu.

I żeby UATV mogła działać i produkować treści w czasie wojny, ukraińskie ministerstwo kultury oraz prezydent zdecydowali o przeniesieniu jej do Warszawy.

I dlatego tu jesteś?

Tak.

W TVN24 opowiadasz o kolejnych zniszczonych ukraińskich miastach. Dla nas to jednak informacja. Dla ciebie chyba coś więcej?

Ja opowiadam o moim domu, do którego wtargnęli agresorzy i grabią dobytek, zabijają domowników.

Zwyczajnie po ludzku odczuwam gniew. Żyliśmy spokojnie, mieliśmy swoje marzenia i plany, a teraz nie wiemy, czy przeżyjemy, czy rakieta nie wpadnie do naszego salonu, czy będziemy mieli gdzie mieszkać.

Stojąc w TVN24 przed ekranem z mapą Ukrainy mówię o miastach, które dla mnie są wspomnieniami z moich podróży. Tam mam przyjaciół. Dnipro, Zaporoże, Charków czy Doneck, a nie - jak mówią niektórzy - Donieck.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo