Przygotuj się na:

JAK DOJECHAĆ NA CMENTARZE?

Na cmentarze we Wszystkich Świętych w Warszawie najlepiej dojechać komunikacją miejską. Ratusz przedstawił, jak i kiedy będą kurować linie cmentarne. Równocześnie urzędnicy zachęcają, aby groby najbliższych odwiedzić wcześniej.

TVN Warszawa | Śródmieście

Perfekcja i gniew. "Program jest mocny"

TVN Warszawa | Śródmieście

Autor:
Piotr
Bakalarski
Źródło:
tvnwarszawa.pl
mat. prasoweJaimie Branch

Branford Marsalis, Jaimie Branch, Julian Lage, trio John Patitucci - Chris Potter - Brian Blade to największe gwiazdy tegorocznej edycji Warsaw Summer Jazz Days. Równie imponująca jest lista artystów, których po ogłoszeniu pierwotnej wersji programu trzeba było skreślić. Skutki pandemii, która na długi czas sparaliżowała branżę koncertową, cały czas dają się we znaki.

- To kolejny festiwal, który ulega demolce programowej przez covid. Musieliśmy odwołać angielskie zespoły, bo wprowadzono tam przymusową kwarantannę dla ludzi przylatujących z innych krajów, między innymi z Polski. Muzycy nie mogą sobie na to pozwolić. Mam nadzieję, że ci, którzy wypadli, przylecą na jesieni na Jazz Jamboree - mówi nam Mariusz Adamiak, dyrektor obu festiwali.

Z powodu nowych obostrzeń wprowadzonych przez rząd Wielkiej Brytanii z rozpiski wypadli: saksofonistka Camilla George, tubista Theon Cross i trębaczka Yazz Ahmed. Organizator dokonał szybkich korekt. - Jestem z nich zadowolony, program jest mocny. Dla mnie odwołać festiwal, to poddać się. Uważam, że to niehonorowe zachowanie. On musi trwać - dodaje.

Ten nagły covidowy brexit sprawił, że tegoroczna edycja Warsaw Summer Jazz Days będzie miała metkę "made in USA", choć nie zabraknie europejskich dodatków.

Szwajcarski Ronin

Największą atrakcją pierwszego dnia (czwartek) zasadniczej części festiwalu, która odbędzie się w klubie Stodoła, będzie Antonio Sanchez Special Quartet. Sanchez to nadworny bębniarz Pata Metheny’ego, ale redukowanie tylko go do tej roli byłoby niesprawiedliwe. Od lat pracuje na własne nazwisko, jako lider projektów, ale też kompozytor. Dość wspomnieć, że był autorem muzyki do oscarowego "Birdmana". W Warszawie zagra ze swoim najmocniejszym składem, który tworzą Miguel Zenon na saksofonie altowym, Donny McCaslin na saksofonie tenorowym i Scott Colley na kontrabasie.

Równie mocne nazwiska tworzą trio Thumbscrew: basista Michael Formanek, gitarzystka Mary Halvorson i perkusista Tomas Fujiwara. Po tej trójce można spodziewać się grania wymagającego nieco większej uwagi, dla osób otwartych na eksperyment. Ronin Nika Bärtscha będzie z kolei podróżą w świat muzyki wyrafinowanej, balansującej gdzieś między jazzem a muzyką współczesną, sam lider definiuje ją jako "ritual groove music". Co się za tym kryje? - Na pewno jeden najlepszych europejskich projektów ostatnich lat. To jeden z tych koncertów, na które czekam najbardziej - słyszymy od szefa WSJD.

"Hendrix gitary klasycznej"

Piątek to obowiązkowy dzień dla fanów gitary. Julian Lage, choć ma dopiero 33 lata, to w różnego rodzaju branżowych rankingach bywa stawiany na równi z dwukrotnie od siebie starszymi mistrzami: Billem Frisellem, Johnem Scofieldem czy Patem Methenym. Imponuje warsztatem, wyobraźnią i wszechstronnością stylistyk, w których się porusza. Tym razem zaprezentuje się w klasycznym trio.

Antonio Forcione to z kolei gitarzysta tworzący bardziej melodyjne, wpadające w ucho utwory. Ich korzeni trzeba szukać w jazzie, ale też muzyce hiszpańskiej, afrykańskiej czy brazylijskiej. - Nie bez powodu nazywany jest "Hendrixem gitary klasycznej", faktycznie wyczynia z nią cuda i myślę, że to będzie bardzo atrakcyjna propozycja dla publiczności - zachęca nasz rozmówca.

Tego wieczoru słuchacze będą mieli wielką okazję posłuchać także nadziei amerykańskiej pianistyki jazzowej - Christiana Sandsa.

Perfekcja i gniew

Branforda Marsalisa fanom muzyki improwizowanej przestawiać nie trzeba. To człowiek instytucja - saksofonista i kompozytor, ale też popularyzator i ambasador jazzu. Najpopularniejszy z muzycznego klanu Marsalisów, którego protoplastę - Ellisa - zabrał w ubiegłym roku COVID-19.

- Zawsze przemycam dużo rzeczy nowych, ale na festiwalu musi być też ktoś bardzo znany, wielka gwiazda. A Branford to klasa sama w sobie, najwyższy światowy poziom, perfekcjonista w każdym calu, co dla organizatora oznacza zawsze lekki stres, ale mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze - śmieje się Mariusz Adamiak.

Ale zastrzega, że wiele osób, szczególnie młodszych, przyciągnie w sobotę występ Jaimie Branch, trębaczki, która na warszawskim festiwalu grała dwa lata temu w kwintecie Jamesa Brandona Lewisa. Tym razem przylatuje z własnym zespołem i choć w jego składzie ma wiolonczelistę, to bardziej niż na wycieczkę w stronę filharmonii, trzeba nastawić się na punkową ekspresję. Jej próbkę artystka dała na koncertowej wersji albumu "FLY or DIE", gdzie chwyciła za mikrofon i wykrzyczała swój gniew wobec zjawisk, których nie akceptuje we współczesnej Ameryce.

Coltrane na harfę

Finałowa niedziela Warsaw Summer Jazz Days będzie różnorodna. Zaprezentują się laureaci organizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca konkursu "Jazzowy Debiut Fonograficzny". W tym roku są to Maciej Kitajewski Trio i Paweł Mańka Semiotic Quintet.

Tego wieczora na scenie pojawi się także instrument na jazzowych festiwalach niewidywany - harfa. A to za sprawą Aliny Bzhezhinskiej, która w świat wyruszyła z Ukrainy, by przez studia w Warszawie, Monachium i Arizonie, dotrzeć do Londynu. Tam nawiązała współpracę z saksofonistą Tonym Kofim, z którym oddają muzyczny hołd Alice Coltrane.

Nieprzekonanym do takiego instrumentarium pozostanie jazzowa klasyka - John Patitucci, Chris Potter, Brian Blade Trio. Trzy wielkie indywidualności. - Potter to numer jeden saksofonu tenorowego na świecie, Blade i Patitucci przez lata nieprzypadkowo tworzyli sekcję rytmiczną u znakomitego Wayne’a Shortera - przypomina Mariusz Adamiak.

Klubowy Łoskot

W tym roku festiwal będzie miał swój prolog w klubie Pardon, To Tu. W ramach pierwszego w historii spotkania tych ważnych dla muzyki improwizowanej instytucji, zagrają trzy polskie formacje. Na plakacie każdego z tych koncertów można by dopisać "REAKTYWACJA".

W poniedziałek na scenie klubu zagości wznawiające na tę okazję działalność Horny Trees, czyli Paweł Szamburski, Maciej Trifonidis i Hubert Zemler. Dzień później zagra fundamentalny dla sceny yassowej Łoskot (Mikołaj Trzaska, Piotr Pawlak, Olo Walicki i Macio Moretti), ostatnio widziany bodaj na katowickim Off Festivalu w 2017 roku. W środę przypomną o sobie założyciele Contemporary Noise Quintet, czyli bracia Bartek i Kuba Kapsa (jako Contemporary Noise Duo). - Cieszę się z tej współpracy. Program ułożył Daniel Radtke z Pardonu, jest zgodny z jego koncepcją klubu, którą szanuję. Wstęp na te trzy koncerty jest bezpłatny - podsumowuje Adamiak.

WARSAW SUMMER JAZZ DAYS 2021 - PROGRAM:

5 lipca, 20.30 Horny Trees - Pardon, To Tu 6 lipca, 20.30 Łoskot - Pardon, To Tu 7 lipca, 20.30 Contemporary Noise Duo - Pardon, To Tu 8 lipca, 19.00 Antonio Sanchez Special Quartet; Nik Bärtsch’s Ronin; Thumbscrew - Stodoła 9 lipca, 19.00 Antonio Forcione; Christian Sands Trio; Julian Lage Trio - Stodoła 10 lipca, 19.00 Jaimie Branch; Branford Marsalis Quartet - Stodoła 11 lipca, 19.00 Semiotic Quintet; Maciej Kitajewski Trio; Alina Bzhezhinska Quartet feat. Tony Kofi; John Patitucci- Chris Potter-Brian Blade Trio - Stodoła

Autor:Piotr Bakalarski

Źródło: tvnwarszawa.pl

Źródło zdjęcia głównego: mat. prasowe

Pozostałe wiadomości