Samochód jechał prosto na niego. Odbił, prawie rozjechał rowerzystów

Warszawa

Kontakt24Niebezpieczne wyprzedzanie

Kierowca fiata niebezpiecznym manewrem niemal doprowadził do wypadku. Jadący z naprzeciwka samochód zmusił do odbicia na pobocze, na którym akurat znajdowała się dwójka rowerzystów. Informację o zdarzeniu i nagranie dostaliśmy na Kontakt 24.

Na nagraniu widać jak kierowca fiata seicento doprowadza do niebezpiecznej sytuacji na drodze.

"Dość agresywnie"

Auto zaczyna wyprzedzanie za zakrętem, jeszcze na podwójnej linii ciągłej. Próbując wyprzedzić samochód dostawczy dojeżdża aż do kolejnego zakrętu. Za zakrętem jednak pojawia się inny samochód jadący w przeciwnym kierunku. Jego kierowca zjeżdża na pobocze, by uniknąć zderzenia czołowego z seicento.

Wówczas omal nie dochodzi do potrącenia dwóch rowerzystów, którzy tamtędy jadą.

Reporter 24 Grzegorz, autor nagrania, podczas rozmowy z Kontaktem 24 powiedział, że sytuacja miała miejsce w środę, tuż przed godziną 17 w miejscowości Bielawa na trasie z Warszawy do Konstancina-Jeziorny.

- Jechałem za nim i już wcześniej zachowywał się dość agresywnie. Z tego, co udało mi się zobaczyć, kierowcą był młody człowiek - opisywał.

- W pewnej chwili, jeszcze na podwójnej ciągłej, zaczął wyprzedzać jadący przed nim samochód dostawczy. Wydaje mi się też, że kierowca [dostawczego - red.] wtedy przyspieszył, jakby nie chciał dać się wyprzedzić - relacjonował.

To była głupota

Reporter24 wyjaśnił, że jeździ tą trasą często i od początku wiedział, że około 100 metrów dalej jest następny, ostry zakręt.

- Z naprzeciwka wyjechało inne auto, które musiało gwałtownie zjechać z jezdni, obok której jechali rowerzyści - wyjaśnił.

- Widziałem przerażenie na twarzy kierowcy. Może to kwestia prędkości lub umiejętności, ale mogło się skończyć tak, że zmiótłby tych rowerzystów próbując uniknąć zderzenia czołowego z seicento - ocenił.

Dodał, że sam często jeździ tą drogą na rowerze razem z żoną.

- To była głupota, niewyobrażalne zachowanie, dlatego postanowiłem udostępnić nagranie z kamerki samochodowej, żeby ostrzec innych – powiedział.

Przyznał, że nie zgłosił sprawy na policję, choć jest gotowy to zrobić.

mn/pm