"Ludzie traktowani jak zwierzęta". Zamkną okryte niesławą więzienie w Nowym Jorku

Świat

Wikimedia (CC BY SA 2.0)/CdogsimmonsOwiane złą sławą więzienie Rikers Island zniknie z mapy Nowego Jorku

Rada Miejska Nowego Jorku opowiedziała się większością głosów za zamknięciem do 2026 roku cieszącego się złą sławą więzienia Rikers Island. Zastąpią je cztery mniejsze obiekty usytuowane w dzielnicach Bronx, Brooklyn, Manhattan i Queens.

"Jest to ostatni krok w ogólnokrajowych dążeniach do ulepszenia systemów penitencjarnych i, jak twierdzą ich zwolennicy, położenia kresu polityce masowych uwięzień, co przez całe lata nieproporcjonalnie dotykało zwłaszcza czarnoskórych i Latynosów" – napisał w piątkowym wydaniu dziennik "New York Times".

Według władz nowe obiekty będą bezpieczniejsze, mniejsze, z bardziej humanitarnymi warunkami, w tym opieką w zakresie zdrowia psychicznego. Stworzą one więźniom możliwość edukacji i szkolenia zawodowego.

Jak twierdzą nowojorskie władze, nowa sieć ośrodków detencyjnych sprawi, że miasto stanie się liderem reformy więziennictwa.

"Era masowych uwięzień dobiegła końca"

Decyzja radnych kończy blisko dwuletnią debatę, którą zainicjował burmistrz Bill de Blasio, zapowiadając zmiany w systemie więziennictwa w mieście. Ma temu służyć m.in. znaczne obniżenie liczby więźniów.

De Blasio przewiduje, że liczba więźniów spadnie w Nowym Jorku z ok. 7 tys. obecnie do 3 300 do roku 2026, kiedy ma zostać ostatecznie zamknięte Rikers. W szczytowym okresie w latach 90. w miejskich zakładach karnych Nowego Jorku przebywało łącznie prawie 23 tys. więźniów.

Burmistrz opiera swe prognozy na wprowadzonych w kwietniu reformach, w tym programach zwalniania za kaucją i zwolnień nadzorowanych. Nazwał projekt "historyczną okazją do zmiany kursu oraz uznania godności jednostek i społeczności, o co ludzkość zbyt długo nie dbała".

- Dziś stworzyliśmy historię! Era masowych uwięzień dobiegła końca – mówił de Blasio na konferencji prasowej po czwartkowym głosowaniu.

Więźniowie "traktowani jak zwierzęta"

Przewodniczący Rady Miejskiej Corey Johnson wyraził poparcie dla projektu, który ma być zrealizowany kosztem 8,7 mld dolarów. Jak uzasadniał, od dziesięcioleci Rikers jest "plamą na Nowym Jorku". Oskarżał, że odpowiedzią kraju na każdy problem społeczny było wtrącanie ludzi do więzienia. Uważa, że nic nie symbolizuje chybionej polityki w mieście bardziej niż wyspa Rikers.

- Zamykamy kolonię karną na East River, która symbolizuje nieludzkość i brutalność - powiedział. - Nie jesteśmy w stanie rozwiązać wszystkich problemów świata w dzisiejszym głosowaniu, ale robimy dzisiaj coś bardzo, bardzo znaczącego – przekonywał Johnson.

Radni byli podzieleni w ocenie przedsięwzięcia. Jedni argumentowali, że więźniowie w Rikers są "traktowani jak zwierzęta i to musi się skończyć".

Inni z kolei wystąpili z krytyką uznając projekt za zbyt kosztowny. Wyrażali obawy, że zmniejszenie populacji więźniów "będzie wymagało wypuszczenia na ulicę potencjalnie niebezpiecznych przestępców, zagrażających bezpieczeństwu publicznemu".

Także wielu nowojorczyków sprzeciwia się planom budowy nowych obiektów więziennych. Ich zdaniem nowe więzienia będą zbyt duże i zrujnują jakość życia okolicznych mieszkańców. Z kolei zorganizowane grupy obywatelskie chciałyby zamknięcia Rikers, ale bez powstania nowych zakładów karnych.

Więzienie Rikers Island zniknie z mapy Nowego JorkuGoogle Maps

Autor: asty/tr / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Wikimedia (CC BY SA 2.0)/Cdogsimmons