Świat

Mull po spotkaniu w MSZ: jeszcze dzisiaj skontaktuję się z Waszyngtonem i biurem FBI

Świat

Mull został wezwany do MSZ w niedzielętvn24
wideo 2/20

Będę działał na rzecz naprawienia tego nieporozumienia i jeszcze dzisiaj skontaktuję się z Waszyngtonem i biurem FBI - oświadczył ambasador USA w Polsce Stephen Mull po wyjściu z MSZ, gdzie został wezwany w zawiązku z kontrowersyjną wypowiedzią dyrektora FBI, który obarczył Polaków współodpowiedzialnością za Holokaust. - Teraz przede mną praca, żeby naprawić stosunki pomiędzy Polską a USA - dodał.

- Wiceminister (Leszek - red.) Soczewica zaprosił mnie na rozmowę. Chciał, i to jest bardzo zrozumiałe, wyrazić niepokój rządu polskiego i protestował w sprawie tej wypowiedzi dyrektora FBI - powiedział Mull po spotkaniu z wiceszefem resortu spraw zagranicznych ds. bezpieczeństwa i polityki amerykańskiej.

Dodał, że zapewnił wiceministra, iż słowa Jamesa Comeya nie są stanowiskiem Stanów Zjednoczonych. - Oczywiście rozumiemy, jak te wypowiedzi zostały zrozumiane w Polsce, żałuję, że jest taka sugestia - mówił.

Mull oświadczył, że będzie działał na rzecz "naprawienia tej sytuacji". - Jeszcze dzisiaj będę w kontakcie z Waszyngtonem i biurem FBI - wyjaśnił i dodał, że będzie domagał się jak najszybszej odpowiedzi.

Ambasador podkreślił, że rozmowa z Soczewicą przebiegała w "atmosferze żalu", ale nie należy przy tym zapominać o "bardzo ciepłych i dobrych stosunkach" pomiędzy USA a Polską. Wyjaśnił, że czasem pojawiają się nieporozumienia, ale zadaniem ambasadorów jest to naprawić.

MSZ wzywa ambasadora

Wcześniej rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski napisał na Twitterze, że amerykański ambasador "otrzyma notę z protestem i wezwaniem do przeprosin".

Ambasador Mull we wcześniejszej wypowiedzi podkreślił, że sugestie o współudziale Polaków w Holokauście są "obraźliwe i błędne". - Słowa szefa FBI to nie jest stanowisko Stanów Zjednoczonych - oświadczył.



Wizja historii szefa FBI

Chodzi o przemówienie szefa FBI Jamesa Comeya wygłoszone 15 kwietnia w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, a następnie przedrukowane w dzienniku "Washington Post" z okazji Dnia Pamięci o Holokauście. Amerykański urzędnik nazwał w nim Polaków "wspólnikami" III Rzeszy, zrównując ich z Niemcami czy Węgrami.

Comey mówił, że Holokaust był "najbardziej znaczącym wydarzeniem w historii ludzkości" i zapowiedział, że każdy nowy funkcjonariusz FBI będzie miał obowiązek odwiedzić Muzeum, by zobaczyć, że "dobrzy ludzie pomagali mordować miliony", podporządkowując się ideologii nazistów.

Tłumaczył, że najbardziej przerażającą lekcją Holokaustu jest to, iż pokazał on, że ludzie są w stanie zrezygnować z indywidualnej moralności i przekonać się do prawie wszystkiego, poddając się władzy grupy. - W ich mniemaniu mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili czegoś złego. Przekonali siebie do tego, że uczynili to, co było słuszne, to, co musieli zrobić - dodał Comey.

Polska reakcja na słowa Amerykanina

Na wypowiedź szefa FBI zareagował najpierw ambasador RP w USA Ryszard Schnepf, który wystosował list do niego z protestem. - Jestem głęboko wstrząśnięty niestosownością wypowiedzi dyrektora Comeya. Ta wypowiedź jest obraźliwa dla Polaków, dla pamięci o ofiarach, o hitlerowskiej okupacji w Polsce i wskazuje na głęboką niewiedzę o historii tego okresu. To wywołuje u mnie ogromny smutek, że tak wysoki urzędnik publiczny i to z okazji dnia Pamięci o Holokauście mówi rzeczy tak dalece zniekształcające historię i zamazujące granicę pomiędzy sprawcami a ofiarami - mówił w sobotę Schnepf.

W ocenie ambasadora Schnepfa słowa Comeya, "to jest de facto zrównanie pomiędzy sprawcami a ofiarami". - To rzecz niesłychana i niedopuszczalna. Tam nie ma nic o okupacji hitlerowskiej, o bezprzykładnych mordach i obozach koncentracyjnych, które stworzyli nazistowscy Niemcy, o masowej zagładzie. Jest natomiast o tym, że Polacy i Węgrzy patrzyli na zło, nie dostrzegając go w tym, co się działo. To jest gigantycznym kłamstwem i ni

Ambasador Mull we wcześniejszej wypowiedzi podkreślił, że sugestie o współudziale Polaków w Holokauście są "obraźliwe i błędne". - Słowa szefa FBI to nie jest stanowisko Stanów Zjednoczonych - oświadczył.

Cała konferencja Stephena Mullatvn24

Wizja historii szefa FBI

Chodzi o przemówienie szefa FBI Jamesa Comeya wygłoszone 15 kwietnia w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, a następnie przedrukowane w dzienniku "Washington Post" z okazji Dnia Pamięci o Holokauście. Amerykański urzędnik nazwał w nim Polaków "wspólnikami" III Rzeszy, zrównując ich z Niemcami czy Węgrami.

Comey mówił, że Holokaust był "najbardziej znaczącym wydarzeniem w historii ludzkości" i zapowiedział, że każdy nowy funkcjonariusz FBI będzie miał obowiązek odwiedzić Muzeum, by zobaczyć, że "dobrzy ludzie pomagali mordować miliony", podporządkowując się ideologii nazistów. Tłumaczył, że najbardziej przerażającą lekcją Holokaustu jest to, iż pokazał on, że ludzie są w stanie zrezygnować z indywidualnej moralności i przekonać się do prawie wszystkiego, poddając się władzy grupy. - W ich mniemaniu mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili czegoś złego. Przekonali siebie do tego, że uczynili to, co było słuszne, to, co musieli zrobić - dodał Comey.

Polska reakcja na słowa Amerykanina

Na wypowiedź szefa FBI zareagował najpierw ambasador RP w USA Ryszard Schnepf, który wystosował list do niego z protestem. - Jestem głęboko wstrząśnięty niestosownością wypowiedzi dyrektora Comeya. Ta wypowiedź jest obraźliwa dla Polaków, dla pamięci o ofiarach, o hitlerowskiej okupacji w Polsce i wskazuje na głęboką niewiedzę o historii tego okresu. To wywołuje u mnie ogromny smutek, że tak wysoki urzędnik publiczny i to z okazji dnia Pamięci o Holokauście mówi rzeczy tak dalece zniekształcające historię i zamazujące granicę pomiędzy sprawcami a ofiarami - mówił w sobotę Schnepf. W ocenie ambasadora Schnepfa słowa Comeya, "to jest de facto zrównanie pomiędzy sprawcami a ofiarami". - To rzecz niesłychana i niedopuszczalna. Tam nie ma nic o okupacji hitlerowskiej, o bezprzykładnych mordach i obozach koncentracyjnych, które stworzyli nazistowscy Niemcy, o masowej zagładzie. Jest natomiast o tym, że Polacy i Węgrzy patrzyli na zło, nie dostrzegając go w tym, co się działo. To jest gigantycznym kłamstwem i niewiedzą - powiedział dyplomata.

Dzisiejsza decyzja o wezwaniu ambasadora Steve Mulla "na dywanik", jest krokiem dalej idącym niż wystosowanie listu protestacyjnego. Rzadko się go stosuje, zwłaszcza w odniesieniu do przedstawiciela Stanów Zjednoczonych. W języku dyplomacji to sposób na wyrażenie znaczącego niezadowolenia na poziomie władz państwa.

Autor: mk,pk/tr,tka / Źródło: tvn24.pl, PAP