Świat

Oskarżył prezydent i zginął. Nie wszyscy wierzą w samobójstwo

Świat


Prokurator Alberto Nisman, który został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Buenos Aires, zajmował się sprawą zamachu na budynek stowarzyszenia argentyńsko-izraelskiego AMIA od 2004 r. Wyjaśnianie okoliczności ataku zlecił mu nieżyjący już Nestor Kirchner. Rządził on Argentyną w latach 2003-2007 i był mężem obecnej prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner. Co się stało, że Nisman w ostatnim czasie poróżnił się z rządem i chciał doprowadzić do postawienia Fernandez przed sądem?

W nocy z niedzieli na poniedziałek 51-letni prokurator Alberto Nisman został znaleziony martwy w łazience swojego domu w luksusowej dzielnicy Buenos Aires Puerto Madero. Obok jego ciała znaleziono broń. Zgodnie ze wstępnymi wynikami badań mężczyzna popełnił samobójstwo.

Śmierć Nismana wstrząsnęła Argentyńczykami - w poniedziałek na ulice Buenos Aires i kilku innych miast wyszli mieszkańcy, domagający się rzetelnego zbadania przyczyn jego śmierci. Nisman jako prokurator był odpowiedzialny za wyjaśnianie okoliczności najbardziej krwawego ataku terrorystycznego w historii Argentyny.

Szok po jego śmierci był tym większy, że zaledwie kilka dni przed śmiercią wysunął poważne oskarżenia w stronę prezydent Argentyny Cristiny Fernandez de Kirchner i jej bliskich współpracowników. Zarzucił im, że z uwagi na interesy gospodarcze i geopolityczne zgodzili się nie ścigać osób podejrzanych o udział w ataku. W poniedziałek Nisman miał wystąpić przed parlamentem i przedstawić deputowanym dowody świadczące o winie prezydent. Prokurator domagał się, by przesłuchanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Nie chciała się na to zgodzić opozycja, która postulowała, by wystąpienie Nismana transmitowane było przez telewizję.

Co badał prokurator?

18 lipca 1994 r. w zamachu bombowym na budynek stowarzyszenia argentyńsko-izraelskiego AMIA (Asociación Mutual Israelita Argentina) zginęło 85 osób, a 300 zostało rannych. Społeczność żydowska w Argentynie jest najliczniejszą w Ameryce Łacińskiej i jedną z największych na świecie. Zamach na AMIA wydarzył się zaledwie dwa lata po innym ataku - w 1992 r. w wyniku wybuchu bomby przed ambasadą Izraela w Buenos Aires zginęło 29 osób.

Po zamachu na AMIA argentyński wymiar sprawiedliwości natychmiast wszczął śledztwo. Początkowo zajmował się nim sędzia Juan José Galeano. W 1997 r. dołączył do niego prokurator Alberto Nisman. Pierwsze tropy wskazywały na to, że w zamachu brali udział pracownicy ambasady Iranu w Buenos Aires. W tym czasie oskarżono również kilku Argentyńczyków, wśród nich przedstawicieli lokalnej policji, którzy mieli zapewnić wsparcie logistyczne i operacyjne.

Obywatele argentyńscy mieli być "lokalnymi łącznikami" przygotowującymi atak. Wśród nich znajdował się m.in. Carlos Telleldín, którego oskarżono o sprzedaż samochodu użytego w ataku. Z uwagi na liczne nieprawidłowości w czasie śledztwa osoby początkowo oskarżane o współudział w zamachu zostały w 2004 r. uniewinnione.

Sędzia Galeano miał m.in. fabrykować dowody oraz przekupić Telleldina, by ten zeznawał na niekorzyść oficerów policji (w 1997 r. upublicznione zostało nagranie z propozycją korupcyjną sędziego). Miało to - jak się uważa - pomóc rządzącemu w tamtym czasie prezydentowi Carlosowi Menemowi, na którego popularność negatywnie wpływało ślimaczące się śledztwo i brak znalezienia winnych najbardziej krwawego zamachu w historii Argentyny. Menemowi miało również zależeć także na ukryciu przewijającego się w śledztwie tzw. wątku syryjskiego.

"Specjalny prokurator od sprawy AMIA"

Władze Iranu od samego początku zaprzeczały jakiemukolwiek związkowi z zamachem. W 2003 r. w Londynie aresztowany został były ambasador Iranu w Buenos Aires Hade Soleimanpour. Wielka Brytania odmówiła jednak jego ekstradycji. W tym samym roku od sprawy odsunięty został skompromitowany sędzia Galeano.

10 lat po zamachu argentyński wymiar sprawiedliwości wciąż nie był bliżej wskazania, a już tym bardziej osądzenia winnych. W 2004 r. rządzący wtedy krajem Nestor Kirchner - mąż obecnej prezydent Argentyny - powierzył śledztwo Alberto Nismanowi. Stał się on znany w Argentynie jako "specjalny prokurator od sprawy AMIA". Nisman z większą niż do tej pory determinacją zajął się wątkiem irańskim, co zaowocowało oskarżeniem Iranu o pomysłodawstwo, a libańskiego Hezbollahu o wykonanie zamachu.

Nisman domagał się ścigania pięciu Irańczyków i jednego obywatela Libanu - wśród nich znaleźli się m.in. ówczesny szef irańskiego wywiadu czy Gwardii Rewolucyjnej. W 2007 r. Interpol wydał nakazy ich aresztowania, Iran konsekwentnie odmawiał natomiast ich wydania.

We wrześniu 2007 r. prezydent Nestor Kirchner oskarżył Teheran o brak współpracy, a Nisman stawał się w tym czasie coraz bardziej szanowaną postacią i cieszył się coraz większym zaufaniem. Depesze amerykańskiej ambasady w Buenos Aires, ujawnione w 2010 r. przez Wikileaks, wskazywały również na bliską relację Nismana z Waszyngtonem.

Atak na AMIA był najbardziej krwawym zamachem terrorystycznym w historii Argentyny Wikipedia

Koniec dobrej współpracy z rządem

W 2009 r. rządząca już wtedy Argentyną Cristina Fernandez de Kirchner po raz kolejny zwróciła się do Iranu o wydanie wskazanych przez Nismana osób. Wydawało się, że podobne bezskuteczne apele będą pojawiać się w nieskończoność, jednak wtedy właśnie pojawiła się niespodziewana deklaracja Teheranu, który wyraził gotowość do utworzenia wspólnego komitetu, który zająłby się wyjaśnieniem okoliczności zamachu.

W 2013 r. po wielu tygodniach plotek i spekulacji Cristina Fernandez de Kirchner poinformowała o podpisaniu z ówczesnym prezydentem Iranu Mahmudem Ahmadineżadem memorandum o porozumieniu. Jednym z jego najważniejszych postanowień było powołanie tzw. komisji prawdy, w ramach której miało być możliwe przesłuchanie wskazanych przez Nismana irańskich funkcjonariuszy publicznych. Śledczy argentyńscy i irańscy mieli ramię w ramię współpracować przy wyjaśnianiu okoliczności zamachu.

Porozumienie wywołało burzę w Argentynie, zwłaszcza wśród środowisk żydowskich. Oburzony był również Alberto Nisman, bo memorandum podpisano za jego plecami. Z ambitnych planów nic nigdy nie wyszło - porozumienia nigdy nie ratyfikował irański parlament, w Argentynie uznano natomiast, że było ono niezgodne z konstytucją.

Mimo niezadowolenia z postępowania władz Nisman wciąż prowadził śledztwo i wtedy nastąpił krytyczny zwrot. 14 stycznia Nisman oskarżył prezydent Argentyny, szefa MSZ Hectora Timermana oraz innych funkcjonariuszy związanych z partią rządzącą o wynegocjowanie porozumienia z Iranem, w ramach którego Argentyna zrezygnowałaby ze ścigania irańskich obywateli. Jak przekonywał Nisman, władze chciały "wymazać Iran ze sprawy AMIA", aby poprawić swoją sytuację gospodarczą i pozycję geopolityczną. Dodawał, że porozumienie z Teheranem było skutkiem potajemnych negocjacji, których prowadzenie zarządziła Cristina Fernandez de Kirchner.

Prokurator mówił, że jest w posiadaniu 300-stronicowego raportu przygotowanego na bazie podsłuchanych rozmów telefonicznych (w żadnej z nich nie biorą udziału ani prezydent Argentyny, ani szef MSZ Hector Timerman). Mediom przedstawił jednak jedynie jego streszczenie. Resztę miał zaprezentować w poniedziałek przed parlamentem.

Nisman domagał się, by jego wystąpienie odbyło się za zamkniętymi drzwiami, gdyż przygotowany raport zawiera dane wywiadowcze, które powinny pozostać niejawne. W nocy z niedzieli na poniedziałek został jednak znaleziony martwy.

Deputowana opozycyjnej partii Unión por Todos Patricia Bullrich zdradziła argentyńskim dziennikarzom, że rozmawiała z Nismanem kilkakrotnie w ciągu ostatnich dni. Miał powiedzieć jej, iż zdaje sobie sprawę z powagi wysuwanych przez niego oskarżeń i oznajmić, że grożono mu śmiercią.

Według wstępnych ustaleń Nisman popełnił samobójstwo. Prokuratura będzie teraz badać, czy krok ten nie został na nim wymuszony.

- Uważam, że to nie było samobójstwo - powiedziała była żona Nismana

Autor: Katarzyna Guzik\mtom / Źródło: tvn24.pl

Raporty: