Boris Johnson broni doradcy, który złamał rządowy zakaz. "Podążał za instynktami każdego rodzica"

TVN24 | Świat

Autor:
mp, momo/dap,kab
Źródło:
PAP

Brytyjski premier Boris Johnson broni swojego głównego doradcy Dominica Cummingsa, który jest oskarżany o nieprzestrzeganie rządowych restrykcji, wprowadzonych w związku z epidemią. Jak donoszą media na Wyspach, Cummings parokrotnie złamał zakaz przemieszczania się. - Myślę, że podążał za instynktami każdego ojca i każdego rodzica i nie potępiam go za to - oświadczył Johnson podczas niedzielnej konferencji prasowej na Downing Street.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO

Boris Johnson poinformował, że odbył "długą rozmowę twarzą w twarz z Dominikiem Cummingsem", ponieważ - jak zapewnił - traktuje tę sprawę poważnie.

- Doszedłem do wniosku, że podróżując, aby znaleźć odpowiedni rodzaj opieki nad dzieckiem, w chwili, gdy on i jego żona mieli zostać unieruchomieni przez koronawirusa i gdy nie miał alternatywy, myślę, że podążał za instynktami każdego ojca i każdego rodzica i nie potępiam go za to - tłumaczył swojego doradcę brytyjski premier.

Media: Cummings złamał zakaz przemieszczania się

W piątek wieczorem "Daily Mirror" i "The Guardian" - programowo nieprzychylne Partii Konserwatywnej - ujawniły, że Cummings kilka dni po wprowadzeniu przez rząd ograniczeń mających na celu zatrzymanie epidemii koronawirusa, gdy sam miał się izolować, przejechał ponad 400 km do domu swoich rodziców w Durham w północno-wschodniej Anglii i że 31 marca został tam pouczony przez policję.

W sobotę wieczorem te same gazety podały, że 12 kwietnia Cummings był widziany wraz z rodziną w leżącej niespełna 50 km od Durham miejscowości Barnard Castle, zaś w kolejną niedzielę, 19 kwietnia, Cummings był ponownie widziany wraz z żoną w Durham. Było to pięć dni po jego powrocie do pracy w Londynie, co oznaczałoby, że jeszcze raz pokonał trasę między stolicą a Durham w czasie, gdy obowiązywał zakaz wychodzenia z domów i przemieszczania się bez uzasadnionej konieczności.

Pomiędzy jedną a drugą publikacją biuro premiera tłumaczyło, że Cummings odbył podróż, aby zapewnić swojemu małemu synowi odpowiednią opiekę, ponieważ jego żona była chora na COVID-19 i istniało "duże prawdopodobieństwo", że on sam zachoruje. Sam Cummings przekonywał, że zachował się "racjonalnie i zgodnie z prawem", i oświadczył, że nie ma zamiaru rezygnować ze stanowiska. Doradcy premiera broniło także kilku członków rządu, w tym także na codziennej konferencji prasowej na Downing Street minister transportu Grant Shapps, który jasno mówił, że Cummings ma poparcie premiera.

Downing Street odpowiada

Na zarzuty pod adresem Cummingsa Downing Street odpowiedziało już w sobotę. "Wczoraj 'Daily Mirror' i 'The Guardian' napisały niedokładne historie na temat pana Cummingsa. Dziś piszą więcej niedokładnych historii, w których m.in. twierdzą, że pan Cummings wrócił do Durham po powrocie do pracy na Downing Street 14 kwietnia. Nie będziemy tracić czasu na odpowiadanie na strumień fałszywych oskarżeń na temat pana Cummingsa ze strony agitujących gazet" - napisano w oświadczeniu biura premiera.

Już piątkowe informacje obu gazet postawiły Borisa Johnsona w bardzo trudnej sytuacji, szczególnie że w ostatnich tygodniach były dwa głośne przypadki złamania obowiązujących restrykcji i w obu przypadkach zakończyły się rezygnacjami. Chodziło o naczelną lekarz Szkocji Catherine Calderwood, która została przyłapana na dwóch wyjazdach do drugiego domu na wsi, oraz doradzającego rządowi epidemiologa Neila Fergusona, którego w domu odwiedzała przyjaciółka.

Autor:mp, momo/dap,kab

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/ANDY RAIN