Głosy wciąż niepoliczone. Wyszli na ulice, obawiają się fałszerstw

TVN24


Pełne wyniki wyborów prezydenckich wciąż nie zostały opublikowane, ale przeciwnicy prezydenta Boliwii Evo Moralesa wyszli na ulice La Paz sprzeciwiając się, jak uważają, ich fałszowaniu.

Według rezultatów po przeliczeniu 96 procent głosów Morales, polityk lewicowy, powiększył swoją przewagę nad kandydatem centroprawicy Carlosem Mesą do 9,36 pkt proc. By uniknąć ryzykownej dla obecnego szefa państwa drugiej rundy wyborów, musi on zdobyć o 10 pkt proc. więcej niż jego rywal (bądź ponad 50 proc. wszystkich głosów).

Jednak Mesa i jego zwolennicy wzywają, by nie uznawać wyników wyborów. Podejrzenia o manipulacje wokół wyników niedzielnego głosowania pojawiły się w niedzielę. Władze wyborcze (Najwyższy Sąd Wyborczy) nagle, bez podania przyczyny, wstrzymały publikację wstępnych wyników, w toku tzw. szybkiego przeliczenia (quick count), gdy wskazywały one na duże prawdopodobieństwo konieczności przeprowadzenia drugiej tury.

Gdy po przerwie, w poniedziałek, wyniki opublikowano, Morales już był blisko 10-punktowej przewagi.

Ewentualna druga tura wyborów byłaby dla 59-letniego Moralesa, lidera Ruchu na rzecz Socjalizmu (MAS), całkowicie nową sytuacją, ponieważ od 2006 roku, gdy sięgnął po najwyższy urząd w państwie, ten lewicowy polityk zwyciężał zawsze w pierwszej turze. Obecnie Morales walczy o czwartą kadencję.

Na słabszy niż zazwyczaj wynik Moralesa mogła wypłynąć pogarszająca się sytuacja gospodarcza 11-milionowej Boliwii oraz wysiłki szefa państwa na rzecz obejścia konstytucji i przedłużenia rządów. Przeciwnicy Moralesa wskazywali, że w 2014 r., gdy ubiegał się o trzecią kadencję, solennie obiecał, iż kadencja przypadająca na lata 2014-2019 będzie jego ostatnią.

Protesty na ulicach

Choć prezydent zaprzecza wszelkim zarzutom, w La Paz i innych boliwijskich miastach we wtorek, drugi dzień z rzędu, trwały protesty. Demonstranci wypełnili ulice La Paz. Według agencji Reutera wtorkowa demonstracja była jedną z największych od dekad w Boliwii. Reuters pisze, że mogło w niej wziąć udział co najmniej 100 tys. ludzi.

Do rozpędzenia demonstracji policja użyła gazu łzawiącego, protestujący odpowiedzieli, rzucając kamieniami.

Według agencji AP przeciwnicy Moralesa w kilku miastach podpalili biura komisji wyborczej oraz lokale. W La Paz, pod siedzibą Najwyższego Sądu Wyborczego, protestujący starli się z policją. Szef wpływowego Komitetu Pro-Santa Cruz, organizacji społeczeństwa obywatelskiego, Luis Fernando Camacho zaapelował, by w środę wzięto udział w strajku generalnym. Jednocześnie - podkreśla agencja AFP - wiceprzewodniczący Najwyższego Sądu Wyborczego Antonio Costas podał się we wtorek do dymisji, krytykując system liczenia głosów. W związku z przerwą w publikacji wyników zaniepokojenie wyrazili również zagraniczni obserwatorzy wyborów w Boliwii.

Autor: mtom / Źródło: PAP

Raporty: