Znów bitwa o wolność w sieci

3 grudnia 2012
itu.intITU chce wprowadzenia nowych regulacji. Kto je zablokuje?

Rozpoczyna się kolejna bitwa o wolność internetu - alarmują internauci na całym świecie. Chodzi o zmiany w traktacie Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU), jednej z agend ONZ. Część nowych propozycji dotyczy kontroli sieci, co może doprowadzić do faktycznej cenzury internetu. Konferencja, na której 193 kraje mają przyjąć dokument, rusza za zamkniętymi drzwiami w Dubaju. Polska zapowiedziała, że nie zgodzi się na przyjęcie kontrowersyjnych zapisów umowy.

Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (International Telecommunication Union, w skrócie ITU) to najstarsza na świecie organizacja międzynarodowa, jedna z agend ONZ, założona w celu uregulowania rynku telekomunikacyjnego. Do ITU należą 193 państwa, w tym Polska. Na konferencji ITU w Dubaju, która odbywa się w dniach 3-14 grudnia, państwa członkowskie zatwierdzić mają nowelizację dokumentu, nazwanego Międzynarodowymi Regulacjami Telekomunikacyjnymi (ITR).

Do tej pory ITR regulowało temat komunikacji telefonicznej, teraz ma zostać poszerzone o regulacje internetowe. To umowa międzynarodowa obowiązująca wszystkie państwa członkowskie ITU, które ratyfikują traktat.

Zbyt duża kontrola

Szum w sieci dotyczący niektórych nowych regulacji ITU zaczął się kilka miesięcy temu. Na sprawę jako pierwsi uwagę zwrócili naukowcy z George Mason University, którzy na założonej przez siebie stronie zamieścili projekt dokumentu, przygotowywanego na grudniową konferencję - roboczą kompilację propozycji członków ITU wraz z opiniami.

Niektóre propozycje umowy wzbudziły sprzeciw środowisk internetowych, które obawiają się, że nowe przepisy ograniczą wolność słowa w internecie.

Do takich propozycji należy m.in zapis o przydzieleniu ITU głównej roli w zarządzaniu internetem. ITU mogłaby kontrolować system przynawania nazw domen, przydzielanie numerów i adresów IP, ustalać opłaty za przesyłanie treści w internecie czy wpływać na blokowanie niektórych treści.

Restrykcyjne regulacje

Jak mówi tvn24.pl Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon, wprowadzenie takich kompetencji dla ITU to niebezpieczny ruch, który sprawi, że internet będzie regulowany przez rządy państw członkowskich organizacji. Jej zdaniem, ITU nie powinno mieć takich globalnych kompetencji.

Niektóre państwa jak Rosja, Chiny czy kraje arabskie, chcą wykorzystać ITR do przeforsowania restrykcyjnych rozwiązań ograniczających wolność w internecie. Rosja chce przykładowo kontrolować prywatne wiadomości użytkowników, a także nakładać na nich opłaty za korzystanie z zagranicznych stron.

Ciche negocjacje. Powtórka z ACTA?

Protest jest tym większy, że spotkanie w Dubaju odbywać się będzie za zamkniętymi drzwiami, a większość krajów należących do tej organizacji nie udostępniło publicznie projektu regulacji. Dokumenty wyciekły jednak do sieci, powodując jeszcze głośniejszy sprzeciw. W sprawę zaangażowali się giganci internetu, m.in. Mozilla, Wordpress i Google, a także wiele tytułów prasowych, w tym "The New York Times" i "The Wall Street Journal".

Te gazety wytknęły amerykańskiej administracji, że zgłosiła tylko niewielkie poprawki do propozycji Chin, nazywając je "niepotrzebnymi i wykraczającymi poza ramy", ale sprzeciw był słabszy niż można się było spodziewać. Google z kolei uruchomił witrynę "Take Action", na której można było podpisać się pod apelem przeciwko nowym przepisom.

"Zaprosiliśmy Google"

ITU nie pozostało głuche na te apele i pod koniec listopada odpowiedziało Google na zarzuty. W notce na swojej stronie internetowej argumentuje, że konferencja w Dubaju "nie będzie służyć zwiększeniu cenzury internetu".

- Wolność słowa i prawo do komunikowania się jest zawarte w wielu międzynarodowych traktatach i konwencjach ONZ - można przeczytać w komentarzu. ITU przywołuje wszystkie akty prawne, które gwarantują te wolności, odpiera też zarzut o działaniu za zamkniętymi drzwiami.

- Spotkanie odbywa się w gronie delegacji 193 państw członkowskich, do udziału w nim zgłosiły się także liczne firmy prywatne. Same Stany Zjednoczone zapowiedziały ponad 125-osobową delegację, która obejmuje też osoby prywatne, a także członków Google - argumentuje ITU.

Związek przekonuje także, że ITU działa w sposób transparentny, a wprowadzenie nowych regulacji zapewni zwiększenie bezpieczeństwa w sieci.

Polska mądrzejsza po szkodzie?

Jak wygląda w tej sytuacji działanie Polski? Wydaje się, że rząd odrobił lekcję po ACTA, bo 2 sierpnia poinformował o planowanej konferencji w Dubaju i zaprosił do społecznych konsultacji. Zamieścił też projekt dokumentu na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.

7 listopada minister Michał Boni ogłosił, że "Polska nie zgadza się na przepisy rozszerzające mandat ITU o kwestie związane z zarządzaniem internetem m.in.: zarządzanie systemem nazw domen, przydzielaniem numerów i adresów IP. Rząd RP nie popiera wprowadzenia w ramach ITR zapisów umożliwiających niektórym państwom ograniczanie swobód, praw podstawowych i wolności". Tak, według zapewnień resortu, będzie brzmiało polskie stanowisko podczas spotkania. Początkowo polskie stanowisko zakładało, że rząd "jest otwarty na dyskusję na temat przepisów rozszerzających mandat ITU o kwestie związane z Internetem dotyczące zarządzania nazwami domen, przydzielaniem numerów i adresów", ale zmieniło je pod wpływem wspomnianych konsultacji i apelu środowisk internetowych, m.in. fundacji Panoptykon.

14 listopada minister Michał Boni poleciał z tym stanowiskiem do Brukseli. Spotkał się z komisarz ds. agendy cyfrowej Neelie Kroes i poinformował ją, że Polska nie popiera wprowadzenia "zapisów umożliwiających niektórym państwom ograniczanie swobód, praw podstawowych i wolności".

Jedno państwo, jeden głos

20 listopada swoje stanowisko ogłosił także Parlament Europejski. Wspólna opinia wszystkich 27 państw UE głosi, że nowe regulacje muszą być zgodne z prawem europejskim.

"Internet powinien być prawdziwie publicznym miejscem, gdzie respektowane są prawa człowieka i podstawowe wolności, przede wszystkim wolność słowa i zgromadzeń" - można przeczytać w oświadczeniu. PE wyraża też ubolewanie z powodu "braku transparentności procesu negocjacji ITR" i niepokoi się, iż nowe ustalenia ITU mogą zagrozić otwartej naturze internetu, spowodować wzrost cen czy ograniczyć dostęp do sieci. Wzywa też wszystkie kraje członkowskie do nie zgadzania się na żadne zmiany, które będą szkodzić otwartości internetu.

ITU odpiera zarzuty ITU odniosło się do tych zarzutów w oświadczeniu opublikowanym na swojej stronie internetowej. - Rezolucja PE jest oparta na opacznym rozumieniu ITU i Światowej Konferencji o Międzynarodowej Komunikacji (WCIT) - napisał w imieniu organizacji Richard Hill, przygotowujący konferencję w Dubaju.

- W konferencji uczestniczy 193 narodowych delegacji, a także prywatne firmy i organizacje społeczne. Każdy, kto weźmie udział w rozmowach, może lobbować na rzecz swojego stanowiska. Proces przygotowywania umowy był całkowicie transparentny, każdy z członków PE mógł dostać dokumenty od rządu swojego kraju lub z Komisji Europejskiej - czytamy. ITU zaznacza też, że nie ma obecnie żadnych kompetencji w zakresie regulacji internetu, a bieżące propozycje nie zakładają ich zwiększenia. - Sieci internetowe regulowane są przez rządy, a nie ITU - podkreśla Hill. - Prawo do komunikowania się zawarte jest w Konstytucji ITU, która jest aktem nadrzędnym w stosunku do ITR. Ewentualne zmiany w ITR nie mogą zatem zmniejszyć wymiaru prawa do komunikowania się - zaznacza ITU.

Czy 193 państwa przyjmą kontrowersyjne regulacje? Okaże się to w grudniu. Dokument będzie przyjęty na zasadzie konsensusu wszystkich 193 państw. Jeśli zgody nie będzie, może dojść do głosowania zgodnie z zasadą "jedno państwo, jeden głos".

Źródło zdjęcia głównego: itu.int

W Warszawie odbędzie się dziś drugi Kongres Wolności w Internecie, organizowany przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Uczestnicy kongresu - przedstawiciele władz, organizacji pozarządowych i biznesu - będą rozmawiać o możliwych zmianach w prawie unijnym i polskim, zwiększających swobodę i bezpieczeństwo użytkowników w internecie.

- Polska musi wyrazić bardzo mocne i stanowcze stanowisko - musimy powiedzieć: "nie, ani kroku do przodu". W ogóle nie powinniśmy rozmawiać o jakichkolwiek zmianach dotyczących zarządzania internetem w kontekście regulacji ITR - mówi w wywiadzie dla PAP były podsekretarz stanu w MAC Igor Ostrowski. Konferencja ws. zmian w umowie regulującej telekomunikację rozpoczęła się w poniedziałek w Dubaju.

Konferencja w Dubaju, na której 193 państwa podpisać mają umowę ws. regulacji sieci, to polityczna rozgrywka między USA i jego internetowym lobby a reżimami autorytarnymi - pisze kilka dni przed szczytem ITU agencja Reutera. ITU twierdzi, że to wielcy giganci internetowi chcą przeforsować swoje stanowisko, a przyjęte zapisy będą miały "charakter ogólny". - Nie ograniczą praw i wolności w sieci - zapewnia.

Szykuje się kolejna bitwa o wolność internetu - alarmują internauci na całym świecie. Chodzi o zmiany w traktacie Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU), jednej z agend ONZ. Część nowych propozycji dotyczy kontroli sieci, co może doprowadzić do faktycznej cenzury internetu. Konferencja, na której 193 kraje mają przyjąć dokument, odbędzie się za zamkniętymi drzwiami w grudniu w Dubaju. Polska zapowiedziała, że nie zgodzi się na przyjęcie kontrowersyjnych zapisów umowy.

Duma Państwowa, niższa izba rosyjskiego parlamentu, przyjęła w środę kontrowersyjną nowelizację ustawy o internecie. Poprawki dotyczą szkodliwych treści w sieci. Zdaniem obrońców wolności słowa mogą doprowadzić do powstania cenzury w całym internecie w Rosji.

Odrzucenie ACTA przez Parlament Europejski będzie miało szkodliwe skutki dla własności intelektualnej, zatrudnienia i gospodarki Europy - oświadczyli europejscy wydawcy i producenci. Ich zdaniem, UE straciła szansę na ochronę innowacyjności na światowym rynku.

- Do tej pory największy wpływ w Brukseli mieli lobbyści i ACTA była tego symbolem - stwierdziła Katarzyna Szymielewicz, prezes fundacji Panoptykon. Jak podkreśliła, społeczeństwo nagle "pokazało, jak bardzo jest wściekłe, jak bardzo mu zależy". - Głos został usłyszany w Brukseli i zmienił kierunek tej polityki - zaznaczyła.

Parlament Europejski odrzucił międzynarodową umowę o zwalczaniu handlu artykułami podrabianymi (ACTA). Zdecydowana większość eurodeputowanych głosowała przeciwko kontrowersyjnej umowie, która - zdaniem krytyków - ogranicza korzystanie z internetu.