Premium

Czekał na nią cały kraj. Po dwóch dniach miłość minęła

W Afryce więziono ją ponad 500 dni. O uwolnienie od 1,5 roku zabiegał włoski rząd. Kiedy w końcu udało się ściągnąć 24-letnią wolontariuszkę z powrotem do kraju, w domu zastało ją piekło. "Powiesić ją" - napisał radny jednego z miast. "Neoterrorystka" - nazwał kobietę poseł prawicowej Ligi Północnej.

24-latkę porwano w Kenii w listopadzie 2018 roku. W sobotę władze Włoch ogłosiły, że wolontariuszkę udało się uwolnić podczas operacji sił specjalnych w okolicach Mogadiszu, stolicy Somalii. "Czuję się dobrze i nie mogę się doczekać powrotu do Włoch" - cytowały ją w ten dzień włoskie media.

Wiele wskazywało na to, że podobnie czują jej rodacy. Szczęśliwy koniec półtorarocznej walki o uwolnienie i jej powrót ogłosił premier Giuseppe Conte, a zaraz po nim organizacje i stowarzyszenia walczące o prawa człowieka, w tym Amnesty International.

"Dziękuję kobietom i mężczyznom ze służb wywiadu. Silvia, czekamy na Ciebie we Włoszech!"

W pierwszych przekazach o jej planowanym powrocie pojawiały się fotografie z byłych misji w Kenii, gdzie opiekowała się i bawiła z małymi dziećmi. Opalona, uśmiechnięta, często uwieczniała swoją pracę na zdjęciach, które dodawała na profil w mediach społecznościowych. Teraz jest widoczny tylko dla jej znajomych. Bo od momentu przylotu Silvii do Włoch zaczęły pojawiać się tam tysiące rasistowskich i seksistowskich komentarzy.

"Traktowano mnie dobrze"

Samolot z wolontariuszką wylądował na rzymskim lotnisku Ciampino. Na Silvię czekali tam rodzice, siostra, premier Conte, minister spraw zewnętrznych Luigi Di Maio i tłum fotografów, którzy skierowali w nią obiektywy aparatów od razu po otwarciu drzwi samolotu. Na płytę lotniska zeszła ubrana w maseczkę, ale też zielony strój muzułmański.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo