Polska i Świat

Polska i Świat

- Jeśli nie teraz, to kiedy? - grzmi opozycja, która domaga się dymisji Joanny Muchy. Pani minister od początku nie miała dobrych notowań ani też osiągnięć na tym urzędzie, ale wpadka z dachem na Narodowym i odwołanie meczu mogą okazać się tym, co ją ostatecznie pogrąży. Mucha jest na muszce premiera, podobnie jak władze Narodowego Centrum Sportu. W obu instytucjach zaczęły się kontrole.

Trawa droga, droższa, najdroższa. Ta ostatnia jest oczywiście najlepsza i na takiej grali piłkarze w czasie Euro 2012. Teraz na Narodowym jest ta tańsza i cieńsza, która - jak już wiemy - nadmiaru wody nie przyjmuje. Czy ta oszczędność się opłaciła? Odpowiedź nie jest oczywista, bo ciężko skalkulować wstyd, który poszedł w świat.

Po co nam dach nad stadionem, którego w czasie ulewnego deszczu zasunąć się nie da? Pytanie proste, zasadne i logiczne, a mimo to jasnej odpowiedzi brak. Architekt Stadionu Narodowego mówi, że dachu można używać w każdych warunkach, Narodowe Centrum Sportu pokazuje wytyczne, a w nich zakaz ruszania dachu w czasie deszczu, a PZPN, czyli organizator meczu o żadnych problemach z dachem nie wiedział.

Przy okazji zamieszania dowiedzieliśmy, że jest i że za wszystko odpowiada komisarz FIFA. To on miał zdecydować, że mecz ma się odbyć przy otwartym dachu i to on ostatecznie zdecydował, że dach trzeba zamknąć. Ale na to było już za późno. On też w końcu przeniósł mecz na dziś. Ważne decyzje jak na jedną osobę, niestety wciąż tajemniczą, bo słynnego już komisarza nikt do teraz nie widział ani nie słyszał.

Gdyby chociaż ten mecz był krajowy a nie międzynarodowy. Albo gdyby chociaż rywal nie był tak ważny w piłkarskim świecie. Albo gdyby chociaż angielski humor nie był tak dotkliwy, wczorajsza porażka na Narodowym bolałaby mniej. To właśnie angielskie media korzystając z bogatej twórczości grupy Monty Pythona rozprawiły się z polską organizacją meczu jako pierwsze. Dobre wrażenie po Euro 2012 niestety prysło, a w relacjach zagranicznych dominuje uczucie zażenowania.

Winnych brak, ale ktoś musi za to odpowiedzieć - tu kibice i politycy opozycji są zgodni. Gorzej z wytypowaniem tego jedynego, a może to kilka głów powinno polecieć? Minister sportu, szef Narodowego Centrum Sportu, a może prezes Lato? Z tym ostatnim nie powinno być problemu, bo za chwilę sam żegna się z urzędem. Reszta okaże się po kontroli, którą i w NCS i w Ministerstwie Sportu zapowiedział premier.

Na koniec - na otarcie łez, wczorajsza wpadka widziana oczami jakże twórczych internautów. I jeśli jakieś jeszcze łzy się pojawią, to gwarantuje, że będą to łzy ze śmiechu.

Wzajemne spychanie na siebie odpowiedzialności za meczową wpadkę byłoby może i zabawne, gdyby nie pytania o powagę instytucji państwa, międzynarodowy skandal i kibiców, pozostawionych samych sobie.

Pecha mają nasi piłkarze. Gdy grają słabo, wszyscy na nich patrzą, a potem wieszają psy. Gdy dla odmiany staną na wysokości zadania i na boisku wstydu nie ma, ten pojawia się gdzie indziej i o piłkarzach cisza. A zatem - na początek, żeby potem nie umknęło. Nie przegraliśmy z Anglikami, ani też nie wygraliśmy. Był remis 1-1.

Pierwszy stały amerykański oddział stacjonuje już w Polsce. Na razie tworzy go jedna osoba, ale jeszcze w tym miesiącu do Matthew Spearsa, dowódcy pododdziału Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych w Łasku pod Łodzią, dołączą kolejni żołnierze - piloci, mechanicy, logistycy. W sumie 200 osób. Od nowego roku będą ćwiczyć razem z polskimi żołnierzami.

Nie była to robota ani łatwa ani wdzięczna. Tym bardziej, że na pieniądze z zewnątrz nie ma co specjalnie liczyć, a wtedy trzeba liczyć na siebie. Warto było, bo efekt już jest oszałamiający, a to jeszcze nie koniec. Powstaje film 3D o Warszawie z 1935 roku. Młodym ludziom, których poznają państwo za chwilę chciało się włożyć i serce i niezliczone godziny w to, by odtworzyć ulicę po ulicy i budynek po budynku.

Młoda kobieta uderza autem w dwoje dzieci na przejściu dla pieszych. Jeden chłopiec ginie na miejscu, drugi umiera parę godzin później w szpitalu. To, co pogrążyło sprawczynię wypadku, to wyniki badań jej krwi. Alkoholu nie było, była za to amfetamina, środek mocno pobudzający. Policja, coraz lepiej uzbrojona w sprzęt, próbuje walczyć także z tymi, którzy wspomagają się za kierownicą narkotykami.

Wstrząs, czyli spadek w sondażach, był i obudził Platformę. Premier rusza w Polskę rozmawiać z ludźmi, a partia ma go wspierać. Czyli między innymi nie robić dodatkowych kłopotów. Stąd konserwatyści milkną, a nawet liberalizują swoje stanowisko. Jeden z nich, John Godson, składa w tej sprawie publiczne oświadczenie.

Był jednak moment, w którym wszyscy zamarli - i centrum dowodzenia misją Baumgartnera, i jego bliscy, i miliony ludzi przed telewizorami. Skoczek przestał się odzywać, zamilkł na moment także jego oddech, a na ekranach widać było, jak z ogromną prędkością spada i kręci się w kółko. To tak zwana rotacja, popularnie nazywana korkociągiem. Mogła być dla skoczka śmiertelną pułapką, szczęśliwie była jedynie chwilowym problemem.

Felix po łacinie znaczy szczęśliwy. Może dlatego misja, której się podjął, a która mogła skończyć się tragicznie, poszła jak z płatka. Austriak Felix Baumgartner wzniósł się balonem nie na 36., a na 39. kilometr nad ziemią, skoczył w otchłań, rozpędził się do prędkości dźwięku, a 4 minuty i 20 sekund później, jak gdyby nigdy nic, stanął na ziemi. Ale radość, która temu towarzyszyła, zwłaszcza wśród tych, którzy od lat ze skoczkiem na ten sukces pracowali, była nie do opisania. Nowe granice zostały przekroczone, nowe rekordy osiągnięte.

Rząd Donalda Tuska rządzi dalej. Wieczorem w głosowaniu Sejm udzielił mu wotum zaufania i choć zaważyć miały dwa głosy, przewaga była większa. Premier odzyskuje siły, Platforma jedność. Dzisiejsza nadzwyczajna dyscyplina była tego najlepszym dowodem. W tak zwanym drugim expose premier zapowiedział ofensywę w walce z kryzysem i większą opiekę nad rodzinami. To wystarczyło, by wygrał batalię w Sejmie. Ale przed nim ta ważniejsza - o zaufanie Polaków, które wyniesie Platformę znowu na pierwszą pozycję w sondażach.

Tyle socjalnych zapowiedzi rządu Donalda Tuska, pod którymi chętnie podpisały się partie opozycyjne. Równie ważne są konkretne, zdaniem wielu, aż nadto konkretne zapowiedzi inwestycji, które mają uchronić nas przed kryzysem i ochronić miejsca pracy.

Kilka dzisiejszych zdań premiera w teorii powinno wytrącić broń lewicy. Płatny urlop macierzyński wydłużony do roku, zmiany w finansowaniu budowy żłobków i przedszkoli, tak by powstawało ich więcej, to przecież socjalne obietnice, a w tych celuje lewica. Ale myli się ten kto sądzi, że SLD czy Ruch Palikota ze słów premier były zadowolone. Wręcz przeciwnie. Krytyka zaczęła się jeszcze zanim premier zaczął mówić.

Politycy w zależności od tego, czy są z premierem, czy przeciwko niemu mówią, że expose było albo znakomite, albo do niczego. Zdaniem politologów i publicystów słowa premiera były techniczne, konkretne, ale czuć było, że stara się ugasić pożar, który wznieciła opozycja.

PiS mimo, że rządu Donalda Tuska dziś nie obalił, triumfuje. Bo to dzięki niemu, jak słychać w partii Jarosława Kaczyńskiego, rząd wziął się do roboty. Samo expose PiS ocenia jako słabe i beznadziejne, dlatego swojej misji, rządu technicznego Piotra Glińskiego, nie kończy. Zresztą kandydat na premiera tego rządu, jakby nie było osoba prywatna, był dziś w Sejmie, a nawet, jak państwo widzą, przemawiał z miejsca przeznaczonego dla marszałka izby.