"Motorniczy kazał przenieść bójkę na zewnątrz. Nie zareagował"

Warszawa

Lech Marcinczak, tvnwarszawa.plPobity profesor Jerzy Kochanowski

Pobity w tramwaju profesor ma pretensje do motorniczego. - Po prostu chciał mieć tę sprawę jak najszybciej z głowy. Dla niego to było obciążenie biurokratyczne - twierdzi zaatakowany. Tramwaje Warszawskie przyglądają się sprawie.

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego - Jerzy Kochanowski został pobity w jednym z tramwajów w czwartek wieczorem. Jak tłumaczył, powodem było to, że mówił po niemiecku. Historyk ma pretensje do motorniczego, który nie zainterweniował i - według relacji Kochanowskiego - powiedział, że bójkę należy przenieść na zewnątrz.

"Obciążenie biurokratyczne"

- Są procedury, nie wypuszcza się w takim momencie człowieka z tramwaju. Zwłaszcza, że byłem cały we krwi. Cały wagon był we krwi. To naprawdę wyglądało poważnie. To jest haniebny brak reakcji. Nie chce tego inaczej nazywać, ja wiem, że ten pan nie chciał się angażować - zauważa profesor Kochanowski.

I dodaje, że motorniczy po całej sytuacji po prostu odjechał. - Zobaczyłem oddalający się tramwaj. Myślę, że nic nie zrobił. Odetchnął, że wyszedłem z tramwaju i wreszcie zakończył się kłopot - komentuje.

Zaznacza również, że złoży skargę na motorniczego, bo cała sytuacja powinna wyglądać zupełnie inaczej.

- Wydaje mi się, że motorniczy doskonale wie, że sto metrów dalej znajduje się komenda policji. Powinien podjechać dalej, zamknąć drzwi i czekać na przybycie funkcjonariuszy. Widział, że ja nie wyglądam na agresora. Z moim wzrostem, z moim ubraniem, podobnie mój kolega Niemiec. Różnice pomiędzy mną, a panami z którymi się mocowałem, powinna mu coś powiedzieć, a nie powiedziała. Po prostu chciał mieć tę sprawę jak najszybciej z głowy. Dla niego to było obciążenie biurokratyczne - zaznacza.

Tramwaje sprawdzają

O odniesienie się do sprawy poprosiliśmy Tramwaje Warszawskie. - Weryfikujemy informacje, jak tylko będziemy wiedzieć więcej, podamy szczegóły. Oczywiście motorniczy powinien odpowiednio zareagować, zawiadomić centralę - mówi Michał Powałka, rzecznik prasowy Tramwajów Warszawskich.

Dodaje, że jeżeli rzeczywiście motorniczy postąpił w sposób opisany przez profesora - może ponieść konsekwencje.

kz/mś