Przygotuj się na:

ZIMA NA DROGACH

To właśnie teraz, gdy temperatura rano spada poniżej 7 stopni Celsjusza, a kolejki do warsztatów są krótkie, powinniśmy umówić się na sezonową zmianę opon.

Trzaskowski po spotkaniu w MEN: nie ma odpowiedzi na podstawowe pytania

Warszawa

"Cieszę się, że pan minister widzi jasno koszty tej reformy"TVN24
wideo 2/4

- Usłyszałem gotowość pana ministra, żeby przeanalizować [sytuację uczniów - red.]. Natomiast konkretów żadnych nie ma i my na te konkrety czekamy - powiedział prezydent Warszawy po spotkaniu z ministrem edukacji Dariuszem Piontkowskim. Trzaskowski podkreślił kilkukrotnie, że odpowiedzialność za reformę próbuje się przerzucać na samorząd, jednak wina leży wyłącznie po rządowej stronie.

- Z dwóch rzeczy się cieszę: że do tego spotkania doszło, bo niestety z poprzedniczką pana ministra nie byliśmy się w stanie porozumieć, a pani minister szła w zaparte i mówiła, że nie będzie żadnych problemów i kosztów związanych z reformą. Ważne, że się zmienił styl i mogliśmy porozmawiać. Cieszę się też z tego, że minister jasno widzi koszty tej reformy, to jest ważne. Bo przecież do tej pory tych kosztów miało nie być - mówił po piątkowym spotkaniu prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.Wyjaśnił, że rozmowa odbyła się w "tonie merytorycznym".

- Niestety nie uzyskaliśmy odpowiedzi na podstawowe pytana i podstawowe dylematy. Bo sytuacja teraz wygląda tak, że rząd zafundował nam nieprzemyślaną reformę i odpowiedzialność jest w 100 procentach po stronie rządu. Nikt z nas, żaden samorząd, tego nie proponował, w związku z czym należało się do tej reformy lepiej przygotować - zwrócił uwagę.

Koszty po stronie samorządów

Prezydent zaznaczył też, że finansowe skutki reformy przerzucane są na barki samorządów. - Widzimy, jaki mamy chaos w szkole, widzimy, że kumulacja roczników nie została w 100 procentach przemyślana. Widzimy przerzucenie większości kosztów za ponoszone reformy, nie tylko zresztą w edukacji, na barki samorządów. Te wydatki na edukację rosną w astronomicznym tempie. One w tej chwili dochodzą do 4,5 miliarda w Warszawie - stwierdził.Dodał, że subwencja oświatowa też rośnie, ale nie w tym samym tempie, co wydatki. Powołał się na przykład z roku 2017 na 2018, kiedy subwencja wzrosła o 177 milionów, jednak równocześnie bieżące wydatki wzrosły do 530 milionów złotych. - Jeśli chodzi o zmiany tylko i wyłącznie dotyczące dostosowania infrastrukturalnego przy likwidacji gimnazjów w 2017 roku, w przypadku Warszawy (koszty - red.) wynoszą 60 milionów złotych, natomiast dostaliśmy 3,5 miliona złotych - przekazał.Odniósł się również do podwyżek pensji nauczycieli: - Jeśli rząd obiecuje podwyżki, to zakładamy, że te podwyżki będą realizowane z rządowych pieniędzy. W tym roku uzyskaliśmy tylko 30 procent z tych podwyżek, które są konieczne. Teraz czekamy, co się stanie we wrześniu. Jeśli rząd chce się wywiązać ze swoich obietnic, to powinien przeznaczyć dodatkowe 130 milionów tylko jeśli chodzi o Warszawę i pensję na nauczycieli.

"Odpowiedzialność ponosi rząd"

- Za ten chaos, za to, za to, co we wrześniu będzie działo się w polskich szkołach, że będziemy mieli dużo większe klasy, trzeba będzie pracować na dwie czy trzy zmiany, że dzieciaki będą przepracowane i szkoły będą pękały w szwach przy kumulacji roczników, za to wszystko w 100 procentach odpowiedzialność ponosi rząd PiS-u - mówił Trzaskowski.Dodał, że od ministra nie usłyszał żadnych konkretów: - Usłyszałem gotowość pana ministra, żeby przeanalizować to, co się dzieje. To już olbrzymi postęp, że ktoś z nami rozmawia, natomiast konkretów żadnych nie ma i my na te konkrety czekamy.Zdaniem prezydenta problem polega na tym, że minister Piontkowski nie rozmawiał o kumulacji roczników. - Zawsze można sobie poradzić, to znaczy można dosadzić jeszcze kilka tysięcy osób w tych liceach, które dzisiaj funkcjonują. Tylko pytanie, jak to się odbije na jakości kształcenia i funkcjonowaniu tych szkół - podkreślił Trzaskowski.

- Mieliśmy 18 tysięcy uczniów, ta liczba miała się podwoić, mówiliśmy, że trzeba będzie przygotować więcej miejsc, więc przygotowaliśmy ich 42 tysiące. I mówiliśmy, że niektórzy uczniowie się nie zdecydują na szkoły branżowe i dokładnie tak się stało, więc tych miejsc musimy przygotować znacznie więcej - zaznaczył.

"Żeby przyznali się do odpowiedzialności"

Trzaskowski chce, żeby rząd jasno przyznał się do odpowiedzialności. - Wszystko to, co przewidzieliśmy, się ziściło, natomiast rząd przez te trzy lata nie wykonał żadnej pracy, żeby nam pomóc stawić czoła temu, co jest ich odpowiedzialnością. Myśmy przez cały czas mówili: nie wprowadzajcie tego chaosu, z tego będzie problem. My stanęliśmy na głowie, żeby zrealizować sytuację jak najlepiej.

Wyraził też nadzieję, że rząd wyrazi jasne stanowisko w kwestii finansowania oświaty. - Mamy nadzieję, że będziemy mogli mówić o faktach, a nie o wymysłach. Jeśli rząd obiecuje podwyżki na 100 milionów złotych, to subwencja wzrośnie o 100 milionów złotych albo niech rząd jasno powie, że będą podwyżki, ale zapłaci za to samorząd.

Brakuje trzech tysięcy miejsc

- Dzisiaj generalnie skupiliśmy się przede wszystkim na kwestii finansowania i podziału obowiązków między samorząd a rząd. I tutaj też nie było konkretnych recept. Słyszeliśmy zapowiedzi, że rząd uszczelni podatki, w związku z tym my mamy więcej pieniędzy. My nie czerpiemy pieniędzy z VAT-u, tylko z PIT-u i to jest ciężka praca warszawiaków, że tych pieniędzy jest więcej. I rozumiem, że to ma wyglądać w ten sposób, że im szybciej Warszawa i inne miasta się będą rozwijać, tym bardziej będą karane przez rząd zwiększaniem obciążeń za nieprzemyślane reformy. Prezydent przyznał też, że w tej chwili w warszawskich szkołach brakuje około trzech tysięcy miejsc.

Jak samorząd poradzi sobie z tym problemem? - Od miesięcy pracuje sztab kryzysowy, który przygotował nas do pierwszych zmian i przez cały czas w takim trybie awaryjnym pracujemy. Będziemy informować w przyszłym tygodniu, jak sobie z tym problemem poradzimy i te dodatkowe miejsca się będziemy starali znaleźć. Ale to nie zmienia faktu, że te warunki, w których będą się uczyć licealiści, będą dużo, dużo gorsze - poinformował Trzaskowski.

"Bez zacietrzewienia politycznego"

Z kolei minister Piontkowski określił, że spotkanie odbyło się "w dobrzej atmosferze". - Wymieniliśmy się uwagami, jak funkcjonuje system edukacji w Polsce, jak jest finansowany. Padły pierwsze propozycje, w jakim kierunku mogłyby pójść zmiany. Nie wszystkie sprawy zostały rozwiązane, należy o nich rozmawiać dalej. Jesteśmy otwarci na rozmowę z panem prezydentem, chcemy rozmawiać też z innymi samorządami - mówił tuż po spotkaniu,

- W rozmowie nie było zacietrzewienia politycznego, tylko spokojnie wymieniliśmy się argumentami - dodał.

Minister odniósł się do sposobu finansowania edukacji. - Wszystkie samorządy w Polsce korzystają z trzech źródeł finansowania. Jest subwencja, która co roku wzrasta, ale są też udziały w podatkach i dochody własne samorządu. W ciągu czterech lat, kiedy rządzi PiS, ta subwencja wzrosła o prawie 34 procent i państwo, wbrew sugestiom samorządu, wyraźnie widzi wzrost finansowania edukacji - podkreślił.Dodał, że Warszawa korzysta też z dodatkowych źródeł wsparcia, jak na przykład programy rządowe i zdaniem ministra w ciągu trzech ostatnich lata otrzymała z tego tytułu dodatkowo prawie 130 milionów.

- Wraz ze wzrostem gospodarczymi i uszczelnieniem systemu podatkowego dochody samorządu też wzrastają - wyjaśnił.

Ostateczne wyniki pod koniec lipca

Piontkowski podkreślił też, że nie można jeszcze określić, ilu konkretnie uczniów nie dostało się do szkół. - W tym roku rekrutacja wygląda nieco inaczej, bo uczniowie mogli złożyć podanie do tylu szkół, ile chcieli, bez limitu. W efekcie niektórzy zaaplikowali nawet do kilkudziesięciu szkół. 16 lipca będziemy wiedzieli dokładnie, ilu uczniów nie znalazło się na listach w szkołach. A od 16 do 24 uczniowie będą mieli czas, żeby wyrazić wolę nauki w danej szkole. I z tych kilku szkół szkół wybiorą jedną. Dopiero 25 lipca pojawi się ostateczna lista uczniów przyjętych do danych szkół - tłumaczył.Dodał też, że to samorządy są zobowiązane zapewnić odpowiednią ilość miejsc dla wszystkich kandydatów. - Za organizację rekrutacji odpowiada samorząd, my ze swojej strony staraliśmy się pomóc samorządowi, tak żeby można było podjąć wszystkich uczniów gimnazjów i szkół podstawowych. Na razie jest bardzo dużo emocji, również podgrzewanych przez państwo [media - red.], a jeszcze nie jesteśmy w stanie wskazać, kto i do jakiej szkoły się nie dostanie - powiedział.

mp/r