W nocy z soboty na niedzielę intensywny deszcz nawiedził obszar metropolitarny miasta Las Vegas w Nevadzie. Nad stanem przechodziły pozostałości huraganu Rachel, który w poprzednich dniach wędrował nad Pacyfikiem, niosąc ulewy w Meksyku i wysokie fale w Kalifornii. Chociaż burza osłabła, wciąż była w stanie zrzucać na ziemię sporo wody.
Suma opadów wyniosła około 30 litrów wody na metr kwadratowy, co wystarczyło, by zalać ulice i chodniki miasta. Konieczne było zamknięcie niektórych ciągów komunikacyjnych, w tym jednej z autostrad międzystanowych - z powodu zalania wszystkie pasy drogi I-15 blisko granicy z Kalifornią były nieprzejezdne.
>>>CZYTAJ TEŻ: Rzeka wylała, ponad 100 turystów utknęło na szlaku
Woda niedaleko kultowej promenady
Powódź błyskawiczna dała się we znaki także w centrum Las Vegas. Woda pojawiła się na ulicach sąsiadujących z promenadą The Strip, wzdłuż której leży wiele słynnych hoteli i kasyn. Policja tymczasowo zamknęła dla ruchu kilka dróg, zmuszając kierowców do wyboru innych tras. Mimo środków bezpieczeństwa pojazdy utykały w wodzie powodziowej.
Jeden z mieszkańców Las Vegas opowiadał w rozmowie z lokalną telewizją KSNV, że w okolicy dosłownie płynęła rzeka. Jak dodał, nie spodziewał się, że deszczu będzie aż tyle. - Obudziłem się i szykowałem się na spacer z psami, ale byłem w szoku, bo w nocy nie słyszałem opadów - powiedział.
>>>CZYTAJ TEŻ: Simon sunie wzdłuż wybrzeża. "Nie możemy tu zostać"
Nocne ulewy zaskoczyły także parę, która pobrała się w Las Vegas w sobotę wieczorem. W niedzielę rano świeżo upieczonych małżonków obudził telefoniczny alarm ostrzegający przed powodziami błyskawicznymi. W rozmowie z lokalnymi mediami para stwierdziła, że załamanie pogody nie wpłynęło na jej samopoczucie.
- Vegas jest świetne. Nie bójcie się deszczu, bo szybko mija. Pada mocno i gwałtownie, ale to się zaraz skończy, a gdy minie, po prostu bawcie się dobrze - podkreślił pan młody.