Ziszczenie marzeń inżyniera Hitlera, które zabrało Amerykanów na Księżyc

Świat

NASAApollo 14 rusza w drogę na szczycie Saturn V

45 lat temu Apollo 11 bezpiecznie powrócił na Ziemię. USA jednoznacznie zwyciężyły w kosmicznym wyścigu z ZSRR. Kluczem do sukcesu była wielka rakieta Saturn V, która do dzisiaj dzierży szereg rekordów. Zaprojektował ją dla Amerykanów zespół sprowadzonych z Niemiec naukowców, którzy wcześniej dali Adolfowi Hitlerowi "cudowną broń".

Szefem niemieckich inżynierów był Werner von Braun. Jeszcze służąc III Rzeszy lubił mawiać, że „mierzy w gwiazdy”. Jego wielką ambicją było skonstruować rakietę, która dostarczy ludzi w kosmos. Po wojnie ironiczni Brytyjczycy zmodyfikowali jego sentencję. W ich wydaniu brzmiała: „Mierzę w gwiazdy, ale czasem trafiam w Londyn”.

Początki w służbie III Rzeszy

Von Braun był czołową postacią w nazistowskim programie budowy broni rakietowej. Hitler i jego otoczenie upatrywali w niej sposobu na rzucenie aliantów na kolana. W schyłkowej fazie wojny miała to być cudowna „broń odwetowa”, która odmieni coraz gorszą sytuację III Rzeszy. Wobec tego wraz z upływem czasu w program rakietowy lokowano coraz większe fundusze, które pozwoliły dokonać rewolucji w technologicznej. Stworzono pierwszą pełnoprawną rakietę balistyczną V-2.

Z punktu widzenia inżynierów było to olbrzymie osiągnięcie. Jednak ocena militarna była diametralnie odmienna. W program rakietowy zainwestowano wielkie środki, które przyniosły mizerny efekt. Rozpoczęte pod koniec 1944 roku bombardowanie Londynu przy pomocy V-2 nie wpłynęło na bieg wojny. Chylenie się III Rzeszy ku upadkowi nie przeszkadzało jednak von Braunowi i jego ludziom snuć szerokich wizji. Projektowali już rakiety zdolne dolecieć do Nowego Jorku. Jak twierdził później von Braun, już wówczas pracował z dalekosiężnym planem wysłania ludzi w Kosmos. Pod koniec wojny zespół twórców V-2 zaczął działać na rzecz dostania się do niewoli amerykańskiej. Udało im się wyjechać z głównego centrum badań rakietowych w Peenemunde, gdzie jako pierwsi mogli dotrzeć Rosjanie. Ostatecznie trafili do Bawarii. Tam oddali się w ręce Amerykanów. W grupie około 1,5 tysiąca najważniejszych naukowców III Rzeszy wywiad USA przetransportował ich do Ameryki, gdzie szybko skierowano ich do pracy na rzecz wojska. Związki z NSDAP i SS im zapomniano.

Von Braun (w garniturze) z delegacją oficerów wizytującą Peenemuende. Naukowiec należał do NSDAP i SS. Twierdził, że wstąpił do nich jedynie formalnie, aby móc spokojnie pracować nad rakietamiBundesarchiv

Trudny start w obcej służbie

Warunki w USA odbiegały jednak od wyobrażeń Niemców. Amerykańskie wojsko nie było specjalnie zainteresowane rakietami, stawiając przede wszystkim na wielkie bombowce strategiczne. W połączeniu z powojennym rozbrojeniem oznaczało to dla von Brauna i jego zespołu, że znaleźli się na bocznym torze. Tworzyli rakiety balistyczne dla wojska, ale ich praca miała niski priorytet. Nie porzucali jednak swoich ambicji i marzeń. Cały czas tworzyli szkice potężnych rakiet kosmicznych i propagowali wizje podboju Księżyca oraz Marsa. Wybawieniem dla niemieckich inżynierów okazali się Rosjanie, których wcześniej tak bardzo się bali. ZSRR w 1957 roku wysłało na orbitę pierwszego satelitę - Sputnika. Wywołało to potężny szok w USA, gdzie panowało przekonanie o zdecydowanej przewadze technologicznej nad przeciwnikiem ze wschodu. Szybko zapadła decyzja o gwałtownym zwiększeniu wydatków na podbój kosmosu. Zespół von Brauna pracował wówczas na rzecz US Army nad rakietami balistycznymi Redstone, które były rozwinięciem ich projektów z okresu II wojny światowej. Po pewnych modyfikacjach rakieta Redstone nazwana Jupiter C wyniosła na orbitę pierwszego amerykańskiego satelitę, a rakiety Redstone-Mercury wysłały pierwszych Amerykanów w kosmos. Grupa rozmawiających po niemiecku inżynierów była stałym elementem centrów kontroli lotów na początku historii NASA. W czasie kiedy ich pierwszy projekt sprawdzał się w praktyce, Niemcy pracowali już nad znacznie większymi rakietami. Projektowali je od końca lat 50 na zamówienie wojska, które chciało mieć coś zdolnego umieścić na orbicie duże satelity. Kiedy prezydent John F. Kennedy ogłosił gwałtowne zwiększenie tempa kosmicznego wyścigu i wysłanie ludzi na Księżyc do końca lat 60., tylko zespół von Brauna miał gotowy wstępny projekt. Jego nową rakietę nazwano Saturn.

Współojciec programu Apollo. Były członek NSDAP i SS Werner von Braun w towarzystwie prezydenta Johna F. Kennedy'egoNASA

Bardzo ambitne plany

W ten sposób von Braun stał się jedną z najważniejszych postaci programu Apollo. Wraz z całym zespołem i ich dotychczasowym miejscem pracy, Arsenałem Redstone, przeniesiono go do NASA. W 1960 roku formalnie został dyrektorem nowo powstałego Centrum Lotów Kosmicznych im. Marshalla, które zaczęto w gwałtownym tempie rozbudowywać. Pieniądze zaczęły płynąć szerokim strumieniem i von Braun oraz jego zespół znów znaleźli się na fali.

"Mózg" rakiet Saturn V. Wszystkie urządzenia kierujące montowano w elemencie łączącym trzeci stopień z ładunkiem na szczycie rakietyNASA

Lata 60. były ukoronowaniem kariery niemieckiego inżyniera. Praca jego i jego zespołu była kluczowa dla sukcesu programu Apollo. Bez odpowiedniej rakiety dotarcie na Księżyc nie było możliwe. W 1962 roku NASA formalnie zdecydowała, jak będzie wyglądać kształt misji Apollo. Równolegle ostatecznie uznano, że jedynie proponowana przez von Brauna rakieta C-5 ma odpowiedni potencjał i zakontraktowano jej rozwój oraz budowę. Nadano jej nazwę Saturn V. Wyzwanie, jakiego podejmowali się Amerykanie było olbrzymie. Postęp technologiczny był wyjątkowo szybki. Odpalona po raz pierwszy w 1953 roku rakieta Redstone była w stanie wynieść na orbitę niecałe dwie tony ładunku. Pierwsza z rodziny rakiet Saturn, oznaczona Saturn I, miała już potencjał do wyniesienia dziewięciu ton, a po raz pierwszy poleciała w 1961 roku. Zmodyfikowana i rozbudowana rakieta Saturn I B mogła już unieść niemal 20 ton, a poleciała w 1965 roku. Gigantyczny Saturn V, zdolny dostarczyć na orbitę 120 ton, poleciał już w 1967 roku. O tym, że taki postęp nie był sprawą prostą, przekonali się sami Rosjanie, którzy dopiero co upokorzyli Amerykanów swoimi osiągnięciami w technologii rakietowej. Ich "rakieta księżycowa" N-1 rozwijana w tym samym okresie co Saturn V, okazała się kompletną klapą. Każdy z czterech lotów próbnych zakończył się katastrofą, grzebiąc szanse ZSRR w wyścigu na Księżyc.

Testy silników pierwszego stopniaNASA

Lot w wykonaniu trzech tysięcy ton

Saturn V był niezwykłym osiągnięciem techniki. W jego budowę był zaangażowany praktycznie cały przemysł lotniczy USA, który na potrzeby programu Apollo stworzył szereg "kosmicznych" technologii, gwałtownie przyśpieszając rozwój amerykańskiej nauki i techniki. Głównymi podwykonawcami był Boeing (budujący pierwszy stopień rakiety), North American Aviation (drugi stopień rakiety), Douglas Aircraft (trzeci stopień) oraz North American Rocketdyne (większość silników). Ogólną kontrolę nad całym przedsięwzięciem sprawowało centrum im. Marshalla z von Braunem na czele. Tam zaprojektowano całą rakietę i systemy odpowiedzialne za sterowanie. Program wiązał się z wielkimi kosztami. Na Saturn V wydano ogólnie 6,5 ówczesnych miliardów dolarów, czyli około 50 współczesnych miliardów (uwzględnienie inflacji i spadku wartości waluty). Pojedynczy start wiązał się z kosztem nieco ponad miliarda współczesnych dolarów. Obecnie cały roczny budżet NASA to niecałe 20 miliardów, czyli około pół procenta budżetu federalnego. Podczas prac nad Saturn V i programem Apollo wartość ta wynosiła średnio około trzech procent. Za wielkie pieniądze otrzymano wielką rakietę. Saturn V mierzył 110 metrów, czyli ponad połowę Pałacu Kultury i Nauki. Gotowy do startu ważył trzy tysiące ton. To około sześciu standardowych pociągów pasażerskich złożonych z lokomotywy i ośmiu wagonów. Jednocześnie był w stanie dostarczyć na orbitę okołoziemską 118 ton ładunku. To więcej niż waży przeciętna lokomotywa PKP.

Saturn V odrywa się od stanowiska startowegofilm bez dźwięku | NASA

10 tys. km/h w trzy minuty

Rakieta składała się z trzech głównych elementów, nazywanych stopniami (ang. - stage). Uruchamiano je po kolei zaczynając od dolnego. Po wyczerpaniu paliwa był odrzucany jako zbędny ciężar i uruchamiano silniki następnego stopnia. Każdy stopień jest właściwie zestawem silników ze zbiornikami paliwa do nich, schowanych w aerodynamicznej osłonie. Pierwszy stopień Saturn-V nazywano S-1C. Był największy i najpotężniejszy. Ważył 2,3 tysiąca ton, z czego niemal 2,2 tysiąca ton stanowiło paliwo. Pięć potężnych silników F-1 spalało to morze nafty i ciekłego tlenu w ciągu niecałych pierwszych trzech minut lotu. W tym czasie rakieta wznosiła się na 68 kilometrów i gwałtownie przyśpieszała, rozpędzając się do 9,9 tysiąca kilometrów na godzinę.

Huk podczas startu było słychać w promieniu 80 kilometrów. Żeby uchronić wyrzutnię przed spaleniem przez rakietę pompowano miliony litrów wody, które błyskawicznie zmieniały się parę. Widać ją wyraźnie na wszystkich nagraniach i zdjęciach.

Kiedy wyczerpało się paliwo w pierwszym stopniu do działania budził się mniejszy drugi stopień S-II. Ten ważył 480 ton, z czego 444 stanowiło paliwo w postaci ciekłego tlenu i ciekłego wodoru. Pięć silników J-2 spalało je w ciągu sześciu minut pracy, wznosząc rakietę na 175 kilometrów i rozpędzając do 25 tysięcy kilometrów na godzinę. Pierwszy stopień opadał tymczasem do Atlantyku.

Odłączenie zużytego pierwszego stopnia na wysokości 68 kilometrówNASA

Jako ostatni pałeczkę przejmował trzeci stopień S-IVB, ważący "zaledwie" 120 ton, z czego paliwo stanowiło 110 ton. Na jego szczycie był zamontowany ładunek, czyli ważący nieco ponad sto ton statek Apollo. Trzeci stopień uruchamiał swój pojedynczy silnik J-2 dwukrotnie. Najpierw przez niecałe trzy minuty umieszczał resztkę rakiety na stałej orbicie "parkingowej". Tam przez niemal trzy godziny trwało sprawdzenie wszystkich systemów statku Apollo, po czym Saturn V po raz ostatni ożywał. Trzeci stopień pracował przez około sześciu minut i kierował swój ładunek na kurs w kierunku Księżyca. Około 50 minut później statek odczepiał się od rakiety i kontynuował lot samodzielnie.

68-70 kilometrów nad Ziemią. Odrzucenie pierwszego stopniaNASA

Zużyty trzeci stopień wykorzystywał resztkę paliwa, aby zmienić swój kurs, tak aby nie stanowił zagrożenia dla Apollo. Początkowo starano się kierować je tak, aby na zawsze krążyły wokół Słońca. Później "ciskano" nimi w Księżyc. Ich upadek był rejestrowany przez sejsmografy pozostawione przez astronautów.

Trzeci stopień rakiety po odłączeniu się od niego statku Apollo. W widocznej białej przestrzeni spoczywał lądownik księżycowyNASA

Wielki zawód na koniec

Kariera rakiet Saturn V przebiegła bez żadnej poważnej awarii. Na 13 startów wszystkie zakończyły się powodzeniem, choć dwa razy dochodziło do problemów z silnikami, ale systemy pokładowe były w stanie opanować sytuację i misje przebiegły planowo. To bardzo dobry wynik, mówiący wiele o zdolnościach von Brauna, jego zespołu i rzeszy amerykańskich inżynierów pracujących pod ich kierownictwem. Ludzie z centrum Marshalla mieli nadzieję, że program Apollo to dopiero początek historii rakiet Saturn. Projektowali już coraz większe wersje, które umożliwiłyby lot na Marsa, stworzenie stałych stacji kosmicznych czy bazy na Księżycu. Rzeczywistość okazała się znacznie mniej interesująca. Po wygraniu wyścigu na Księżyc entuzjazm społeczeństwa i polityków osłabł. Kraj zmagał się ze skutkami wojny w Wietnamie i poważnego kryzysu gospodarczego wywołanego kryzysem naftowym. Budżet NASA znacząco ograniczono. Skasowano między innymi dwa ostatnie planowane loty programu Apollo.

Dla von Brauna była to katastrofa. Od lat kreślił śmiałe wizje podboju kosmosu i nie mógł się pogodzić z tym, że po tym jak w ciągu zaledwie dekady lotów kosmicznych ludzkość dotarła na Księżyc, teraz sama rezygnuje z dalszego rozwoju w tej dziedzinie. W 1972 roku odszedł z NASA. Pięć lat później zmarł w wieku 65 lat z powodu raka. Oficjalna biografia NASA nazywa go "bez wątpienia największym naukowcem rakietowym w historii". Kiedy były von Braun umierał jako jeden z najbardziej utytułowanych twórców programu kosmicznego USA, na orbicie znajdował się ostatni symbol jego umiejętności - stacja kosmiczna Skylab. Wystrzelono ją w 1972 roku na szczycie zmodyfikowanej rakiety Saturn V. Po spędzeniu na orbicie siedmiu lat w 1979 roku Skylab spadł na Ziemię. Różne niewykorzystane części rakiet Saturn V, które są efektem nagłego zakończenia programu Apollo, stoją jako pomniki w USA.

Schyłkowy okres kariery von Brauna w NASA. W gabinecie zawsze trzymał modele "swoich" rakietNASA
Łabędzi śpiew rakiet Saturn. Start z stacją kosmiczną SkylabNASA

Autor: Maciej Kucharczyk//kdj / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: NASA