USA oficjalnie oskarżyły Rosję o ataki hakerskie na systemy wyborcze

Świat


Władze USA formalnie oskarżyły w piątek Rosję o ataki hakerskie na amerykańskie systemy wyborcze i organizacje polityczne, wskazując, że doszło do nich w kontekście kampanii przed listopadowymi wyborami do Białego Domu.

We wspólnym piątkowym komunikacie ministerstwa bezpieczeństwa wewnętrznego i kierownictwa agencji wywiadu, w którym sformułowano zarzuty wobec Rosji, podkreślono, że "te wszystkie kradzieże i akty piractwa mają na celu zakłócenie amerykańskiego procesu wyborczego. Tego rodzaju działalność to nic nowego w przypadku Moskwy".

"Uważamy, mając na uwadze skalę i wrażliwość tych inicjatyw, że tylko wysokie rosyjskie władze mogły wydać na nie zezwolenie" - dodano w komunikacie. Wskazano, że metody działania hakerów wskazują na to, że są to Rosjanie.

Kreml zaprzecza

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow uznał oskarżenia władz USA pod adresem Rosji za "niedorzeczność".

W wypowiedzi dla agencji Interfaks powiedział: "na stronę internetową Putina każdego dnia próbuje się włamać kilkadziesiąt tysięcy hakerów. Ślady wielu z tych ataków prowadzą do Stanów Zjednoczonych. A jednak my nie wysuwamy za każdym razem oskarżeń pod adresem Białego Domu czy Langley w stanie Wirginia (gdzie mieści się siedziba Centralnej Agencji Wywiadowczej – red.)".

Ustosunkowując się do oskarżeń o odpowiedzialność za zbrodnie wojenne w Syrii, Pieskow ocenił, że mają one celu odwrócenie uwagi od niepowodzeń własnych Stanów Zjednoczonych w realizacji porozumienia o przerwaniu działań wojennych.

"To jest bardzo poważna sprawa"

Biały Dom, zapytany wprost przez agencję Reutera, odmówił komentarza na temat ewentualnych sankcji wobec Rosji, jakie mogłyby pociągnąć za sobą oba poważne oskarżenia wysunięte w piątek przez amerykańskie czynniki oficjalne. Anonimowy przedstawiciele Białego Domu powiedział jedynie, że Stany Zjednoczone odpowiedzą na złowrogą działalność Kremla "w wybranym przez siebie miejscu i czasie". Dodał też, że opinia publiczna najprawdopodobniej nie będzie wiedzieć o wszystkich posunięciach USA wobec Rosji w cyberprzestrzeni.

- To jest bardzo poważna sprawa – ocenił Michael Morell b. wicedyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). - Nie jestem w stanie wskazać jakiegokolwiek momentu w naszej historii, aby władze USA musiały oskarżyć rząd innego państwa o próbę wpłynięcia na przebieg wyborów – zaznaczył.

Zaatakował Przytulny Miś

Do takich wniosków dot. ataków hakerskich doszli też eksperci firmy CrowdStrike zajmującej się m.in. cyberbezpieczeństwem, którzy przeprowadzili specjalne dochodzenie w tej sprawie. Ich zdaniem grupa "Przytulny Miś" (Cozy Bear), która zaatakowała w tym roku Krajowy Komitet Partii Demokratycznej (DNC), próbowała wcześniej włamać się również do zasobów internetowych Białego Domu, Departamentu Stanów i Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Inna grupa – określana jako "Luksusowy Miś" (Fancy Bear) próbowała przez wiele lat począwszy od 2005 r. uzyskać dostęp do kont prywatnych i biznesowych, a także zasobów organizacji życia publicznego w Stanach Zjednoczonych.

Adam Meyers – wiceszef CrowdStrike zajmujący się zagadnieniami cyberbezpieczeństwa - uważa, że na rosyjski ślad wskazują nie tylko kody użyte w złośliwym oprogramowaniu, ale również ogólny styl działania – zbieżny z podobnymi atakami, które miały na celu zdestabilizowanie sytuacji w niektórych krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

Władze USA podejrzewają rosyjskich hakerów o przeprowadzenie ujawnionego w lipcu ataku na Komitet ds. kampanii wyborczych Demokratów (DCCC). Wcześniej ujawniono ataki na a także sztab odpowiadający za kampanię demokratycznej kandydatki do Białego Domu Hillary Clinton. Kreml stanowczo odrzucił te oskarżenia.

Ataki na serwery

W sierpniu podano, że FBI ma dowody, że zagraniczni hakerzy dostali się do baz danych dwóch stanowych systemów wyborczych w USA: w Arizonie i Illinois. W stanie Illinois władze zmuszone były zamknąć system rejestracji wyborców na dziesięć dni pod koniec lipca, gdy wyszło na jaw, że hakerzy ukradli dane nawet 200 tys. osób.

W przypadku Arizony atak miał bardziej ograniczony zasięg - złośliwe oprogramowanie hakerów pokonało istniejące zabezpieczenia, ale nie udało im się załadować żadnych danych.

Autor: pk/tr,mtom / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Raporty: