"Nie założyłbym się o długofalowe przetrwanie Unii Europejskiej"

Świat

Aktualizacja:
Wegry odgradzają się od imigrantów. Płot na granicy pod napięciem? - Materiał "Faktów z Zagranicy" TVN24 BiS z 15 majaFakty z zagranicy
wideo 2/3

Szef węgierskiego parlamentu Laszlo Koever nazwał "brukselską biurokrację" i Komisję Europejską przeciwnikami Węgier. Stwierdzenie to padło w sobotnim wywiadzie dla dziennika "Magyar Idoek" z okazji przypadającego w niedzielę święta węgierskiej państwowości, Dnia Świętego Stefana.

Laszlo Koever nie wykluczył też, że Unia Europejska w długofalowej perspektywie nie przetrwa.

Zdaniem Koevera pierwszy król Węgier święty Stefan musiał odpowiedzieć na podobne wyzwania i rozwiązywać podobne dylematy co obecnie, gdyż "geostrategiczna sytuacja państwa węgierskiego nie zmieniła się zasadniczo od tysiąca lat". Mimo to – jak podkreślił – udało mu się stworzyć państwo, które przetrwało tysiąc lat.

"Niemcy określają kierunek"

- Święty Stefan także zagłosował na Zachód i genialną polityką zagraniczną – oraz oczywiście siłą, gdy było trzeba – udało mu się uniknąć tego, by kraj stał się dobrem lennym niemieckiego cesarza. (…) Dziś również nie ma wątpliwości, że nasze miejsce jest w zachodniej integracji, ale nie może to oznaczać podporządkowania naszych interesów obcym interesom, spychania kraju w sytuację zależności i rezygnowania z niepodległości – oświadczył Koever.

Według niego jest faktem, że "bezpośrednim przeciwnikiem Węgier jest brukselska biurokracja, Komisja Europejska, która bez upoważnienia chce odgrywać rolę polityczną". Jak ocenił Koever, Komisja Europejska "wykracza poza swe kompetencje, unijne normy ma za nic, a jednocześnie niektóre państwa, na przykład naszą ojczyznę i Polskę, oskarża o to, że nie przestrzegamy przepisów UE".

Zastrzegł przy tym, że Komisja Europejska nie działa sama z siebie i to przede wszystkim Niemcy określają kierunek działania systemu instytucji europejskich na podstawie swoich własnych interesów.

Jednocześnie, zdaniem Koevera, nie można czynić przeciwnikom zarzutu z tego, że działają zgodnie z własnymi interesami nawet na naszą szkodę, gdyż "my też to robimy, jeśli mamy możliwość".

Pytany o to, jaką przyszłość wróży UE w dalekiej perspektywie, szef parlamentu Węgier odparł: - Nie założyłbym się o długofalowe przetrwanie Unii Europejskiej. Nie wykluczam, że Unia Europejska jeszcze za mojego życia przestanie istnieć, ale nie leży to w naszym interesie, byłaby to nowa tragedia europejska. Powinniśmy starać się o to, by Unia nie zmierzała w obecnie widocznym kierunku, tylko by stała się wspólnotą bardziej nastawioną na swoje przetrwanie, wzmacniającą państwa narodowe i godniej wyważającą ich interesy.

Nie ma trzeciego wyjścia

Koever stwierdził, że niekorzystny dla Węgier i Słowacji wyrok po zaskarżeniu przez nie w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości decyzji KE dotyczącej obowiązkowego rozmieszczania uchodźców w państwach UE na podstawie kwot mógłby zapaść "wyłącznie przy lekceważeniu jednoznacznej sytuacji prawnej". - Jeśli (UE) nie jest zdolna poważnie brać własnych zasad, pryśnie nawet minimalne zaufanie - ostrzegł.

Nawiązując do współpracy Grupy Wyszehradzkiej, podkreślił, że choć kraje V4 łączą jednakowe uwarunkowania geostrategiczne, to pod wieloma względami są w różnej sytuacji – "dlatego nasze interesy nie zawsze są zgodne z interesami Polaków, Słowaków czy Czechów".

- Na przykład Polska – także z przyczyn historycznych – ma inne relacje z Rosją czy Rumunią niż my – wskazał.

Jednakże w celu utrzymania sojuszu wyszehradzkiego konieczne jest zestrajanie rozbieżnych poglądów, aby "mocarstwa nie zdołały nas podzielić" – ocenił.

- Doświadczenie historyczne uczy, że albo uda nam się łącząc siły, obronić nasze interesy, albo zdamy się na łaskę większej siły – nie ma trzeciego wyjścia – podkreślił szef węgierskiego parlamentu.

Autor: tas\mtom / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock