Świat

Samochód taranował ludzi na Manhattanie. "Wyjątkowo tchórzliwy akt terroru"

Świat


Co najmniej osiem osób zginęło po tym, jak pojazd wjechał we wtorek na ścieżkę rowerową na Manhattanie w Nowym Jorku. Kilkanaście osób zostało rannych. - To wyjątkowo tchórzliwy akt terroru - powiedział na konferencji prasowej burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio.

Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że tuż po godzinie 15 czasu lokalnego biały pickup wjechał na chodnik i ścieżkę rowerową przy West Street w Nowym Jorku.

Następnie jechał dalej, według świadków z dużą prędkością, i taranował ludzi na swojej drodze.

Na skrzyżowaniu West Street z Chambers Street samochód zderzył się z autobusem szkolnym.

Kierowca wysiadł z pojazdu, trzymając - jak początkowo podawano - "imitację broni palnej". Komisarz nowojorskiej policji James P. O'Neill sprecyzował na późniejszej konferencji prasowej, że 29-letni napastnik miał ze sobą pistolet paintballowy i pistolet na kulki.

Mężczyzna został postrzelony przez funkcjonariusza policji w brzuch. Przebywa w szpitalu. Komisarz dodał, że władze nie będą na razie ujawniać jego tożsamości.

W mediach długo pojawiały się różne doniesienia na temat liczby ofiar. Na konferencji prasowej burmistrz Bill de Blasio poinformował, że zginęło co najmniej osiem osób. Jedenaście osób zostało rannych, jednak według policji ich obrażenia nie zagrażają życiu.

Sprawca imigrantem z Uzbekistanu?

Zdarzenie jest traktowane jako atak terrorystyczny. Śledztwo prowadzi nowojorska policja i FBI. Jak informuje Associated Press, dwóch anonimowych funkcjonariuszy organów ścigania zidentyfikowało napastnika jako 29-letniego Sajfullo Saipowa. Według źródeł w mediach amerykańskich pochodzi on z Uzbekistanu. Miał przybyć do USA w 2010 roku i osiedlić się na Florydzie.

Prezydent Donald Trump napisał na Twitterze, że wtorkowy incydent w Nowym Jorku był "atakiem bardzo chorej i obłąkanej osoby". Dodał, że organy wymiaru sprawiedliwości szczegółowo ustalają okoliczności ataku. Wiceprezydent Mike Pence oświadczył, że osoby odpowiedzialne za atak "muszą być pociągnięte do odpowiedzialności".

W kolejnym wpisie na Twitterze, Trump poinformował, że polecił Departamentowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaostrzenie "i tak już ekstremalnego" programu kontroli. "Bycie politycznie poprawnym jest w porządku, ale nie w tym przypadku" - napisał prezydent.

Do zdarzenia doszło na Manhattanie Google Maps

Ciała na ziemi i strzały

Tuż po zdarzeniu jeden ze świadków relacjonował, że przed okoliczną szkołą widział leżące nieruchomo na ziemi ciała. Opowiadał także, że słyszał około 9-10 strzałów, nie potrafił jednak stwierdzić, skąd pochodziły.

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie mające pochodzić z miejsca zdarzenia. Widać na nim porozrzucane rowery i dwie leżące na ziemi osoby.

"Strzały, strzały!"

Portal telewizji BBC cytuje relację kobiety o imieniu Carina, która w momencie zdarzenia odbierała syna z pobliskiej szkoły.

- Widziałam dużo dymu i gdy doszłam do rogu (ulicy - red.) zobaczyłam ludzi upadających na ziemię. Później zobaczyłam tego człowieka - relacjonowała.

Jak opowiadała, napastnik miał w ręku przedmiot przypominający broń. - Nie wiem, co to było, ale bez wątpienia celował z tego i działo się to dokładnie tam, tuż obok szkoły - wskazywała. Wtedy - mówiła - wszyscy wokół zaczęli krzyczeć "strzały, strzały!" i uciekać. Kobieta wraz z dzieckiem również uciekła i schroniła się w pobliskiej kawiarni.

Autor: mm/mnd//kg / Źródło: PAP, BBC, Reuters, New York Times

Raporty: