Świat

"Nie ma prądu. Ludzie się bili, żeby wsiąść do samolotu"

Świat

Aktualizacja:

- Nie ma prądu, nie możemy ładować komórek, nie ma internetu. Kontakt z rodzinami jest bardzo ograniczony - relacjonowała w rozmowie z tvn24.pl polska turystka Joanna Kica. Jest ona jedną z blisko dwóch tysięcy podróżnych, którzy z powodu ulewnego deszczu w niedzielę utknęli pod Machu Picchu w Peru. Walka o wydostanie się z pułapki jest ostra. - Ludzie bili się, żeby wsiąść do samolotów - mówiła.

Pani Joanna napisała do nas we wtorek na Platformę Kontakt TVN24.

Wczoraj na tym lądowisku panował chaos. Ludzie się bili, żeby wsiąść do samolotów (...) Joanna Kica, turystka z Polski

Z panią Joanną rozmawialiśmy ponownie w środę. Jak powiedziała, "sytuacja wygląda mało ciekawie". Na miejscu nie ma prądu. - Nie ma możliwości (zrobienia) ciepłych posiłków, herbaty, kawy - relacjonowała pani Joanna.

- Rzeka jest bardzo rwąca. Wiem, że porwało część drogi i podmyło część hoteli - opowiadała Polka. Jak mówiła, hotele, które znajdują się nad samą wodą zostały ewakuowane.

"Czekamy na pomoc"

Przy założeniu, że nie mamy prądu, nie mamy możliwości podłączenia komórek, nie mamy internetu, za chwilę będziemy odcięci od świata. Joanna Kica, turystka z Polski

We wtorek po turystów uwięzionych pod Machu Picchu przylatywały helikoptery. Zabierały one głównie bogatych Amerykanów, jednak była jakaś nadzieja na ratunek.

W środę sytuacja się zmieniła. - Dzisiaj jest taka pogoda, że niestety nie lata żaden helikopter - mówiła polska turystka. I dodała, że nie wiadomo, kiedy ona i inni Polacy mogliby wylecieć z Peru. - Z tego co wiemy jakiekolwiek dzisiejsze loty są odwołane - opowiadała.

Czy Polacy mogą liczyć na jakąś pomoc? Na przykład z biura podróży? Jak relacjonowała pani Joanna, w środę doszło do spotkania z jego przedstawicielami. - Oni sami też nic nie zrobią, ponieważ wczoraj na lądowisku panował chaos. Ludzie się bili, żeby wsiąść do samolotów - relacjonowała.

Ambasada nie pomaga

Ale przede wszystkim, Polacy w trudnej sytuacji nie mogą liczyć na pomoc ambasady w Peru. - Ambasada polska ze swojej strony nie robi nic, aby zabrać stąd turystów - stwierdziła pani Joanna. Jak powiedziała turystka, "konsul, póki co ograniczył się do tego, aby wziąć od nas numery paszportów, imiona i nazwiska".

- Oczekujemy jakiejkolwiek interwencji, ponieważ póki co nic się nie dzieje, a na wylot czekamy od niedzieli - mówiła.

Polka podkreślała, że w pierwszej kolejności mają być zabierane osoby starsze i z dziećmi. - My, jako zwykli turyści, jesteśmy na końcowej liście, co oznacza, że nie wiadomo, kiedy stąd wyjedziemy - żaliła się. I dodała: - Przy założeniu, że nie mamy prądu, nie mamy możliwości podłączenia komórek, nie mamy internetu, za chwilę będziemy odcięci od świata.

Uwięzieni w Peru

We wtorek władze Peru poinformowały, że w wyniku gwałtownych ulew i lawin błotnych w rejonie słynnych ruin inkaskiego Machu Picchu zginęły cztery osoby, a około dwóch tysięcy turystów jest uwięzionych.

Źródło: Kontakt TVN24

Pozostałe wiadomości