Świat

Król poparł wojskowych. Pucz to już tradycja w Tajlandii

Świat


Dowódca tajlandzkiej armii, generał Prayuth Chan-ocha, otrzymał formalne poparcie króla Bhumibola Adulyadeja jako przywódca rządzącej rady wojskowej. Oznacza to, że formalnie dokonał się wojskowy pucz, które Tajlandii przytrafiają się średnio raz na dekadę.

"W celu przywrócenia pokoju i porządku i dla zapewnienia jedności kraju" król powierzył generałowi misję "administrowania krajem, począwszy od teraz". 86-letni monarcha był nieobecny na uroczystości, podczas której ogłoszono jego dekret.

Wojsko zaprowadza porządki

W odczytanym w telewizji wystąpieniu gen. Prayuth oświadczył, że jeśli protesty w kraju wybuchną ponownie, będzie zmuszony do użycia siły. Zapewnił, że jego celem jest zorganizowanie jak najszybciej wyborów, ale nie przedstawił żadnego harmonogramu. Generał usprawiedliwił przeprowadzenie puczu, tłumacząc, że armia musiała zacząć działać po pół roku coraz bardziej brutalnej konfrontacji między obalonym obecnie rządem i jego przeciwnikami.

W niedzielę rzecznik armii Winthai Suvaree przestrzegł przed protestami przeciwko władzy wojskowych. Mimo to w Bangkoku coraz więcej ludzi protestuje przeciwko zamachowi stanu. Na razie nie dochodzi jednak do poważniejszych incydentów.

20 maja armia wprowadziła w Tajlandii stan wojenny. Dwa dni później generał Prayuth oświadczył, że wojsko odsunęło rząd od władzy i przejęło kontrolę nad krajem. Armia wprowadziła godzinę policyjną.

Politycy w areszcie

Armia zdecydowała się na wprowadzenie stanu wojennego po wielu miesiącach antyrządowych protestów, głównie w Bangkoku, w których zginęło 28 osób, a setki zostały ranne. Przejmując władzę, wojsko zawiesiło konstytucję i rozwiązało obie izby parlamentu. Zatrzymano wielu polityków, w tym byłą premier Yingluck Shinawatrę. Armia twierdzi, że chodzi o to, by osoby zaangażowane w konflikt polityczny w kraju "uspokoiły się i miały czas na przemyślenie".

Kryzys w Tajlandii pogłębił się, gdy na początku maja Trybunał Konstytucyjny usunął ze stanowiska oskarżaną o nepotyzm premier Yingluck oraz dziewięciu jej ministrów. Nie zadowoliło to demonstrantów, gdyż szefową rządu zastąpił inny polityk z rządzącej Partii dla Tajów (PdT), Niwattumrong Boonsongpaisan. Antyrządowi demonstranci zażądali dymisji reszty gabinetu.

Przewroty wojskowe są już tajską tradycją. Przytrafiają się w kraju średnio raz na dekadę. Poprzedni miał miejsce w 2006 roku.

Autor: mk//gak / Źródło: PAP, tvn24.pl