Greta Thunberg opóźniła wyjazd na szczyt klimatyczny. "Z powodu zmęczenia"

TVN24

Aktualizacja:

Aktywistka Greta Thunberg, która po 21 dniach rejsu katamaranem przez Atlantyk dotarła we wtorek do Lizbony, nie pojechała na szczyt klimatyczny ONZ do Madrytu. Miała tam dotrzeć w środę. Organizatorzy COP25 deklarują jednak, że nastolatka ze Szwecji pojawi się tam jeszcze w tym tygodniu.

Początkowo konferencja klimatyczna miała odbyć się w Chile. Państwo to jednak zrezygnowało z jej organizacji z powodu protestów antyrządowych.

Thunberg w Lizbonie

"Lizbona!!" - zameldowała we wtorek po południu na Twitterze Greta Thunberg, fotografując się na tle portugalskiej stolicy.

Wcześniej, w nocy z poniedziałku na wtorek, gdy zbliżała się do europejskiego wybrzeża, napisała: "ziemia na horyzoncie". Aktywistka zdecydowała się na podróż przez Atlantyk katamaranem zamiast samolotem, który uważany jest za mniej ekologiczny środek transportu.

Jacht, którym płynęła Szwedka, zostawia niewielki ślad węglowy - wykorzystuje energię słoneczną i hydrogeneratory.

Na pokładzie katamaranu oprócz Thunberg znajdowali się właściciele jednostki, Australijczycy Riley Whitelum i Elayna Carausu z 11-miesięcznym synem, oraz żeglarka Nikki Henderson z Wielkiej Brytanii.

"Będę dalej podróżować po świecie"

Podczas powitania w lizbońskim porcie Greta zadeklarowała, że dalej będzie podróżowała po świecie, aby uświadamiać ludzi o istniejącym zagrożeniu dla klimatu.

Aktywistka podkreśliła, że chce mobilizować młodzież do protestów przeciwko wykorzystaniu paliw kopalnych. - Jesteśmy młodymi buntownikami, którzy chcą wpłynąć na to, aby przyszłe pokolenia mogły korzystać z dobrodziejstw naszej planety, która ginie - powiedziała szwedzka ekolożka.

- Apele Grety to głos wielu osób, które walczą ze zmianami klimatycznymi na świecie. Mobilizowana przez nią młodzież już niebawem wejdzie w dorosłe życie i będzie podejmować decyzje ważne dla ochrony naszej planety - powiedział działacz społeczny z Lizbony Antonio Pinto.

Wśród kilkuset osób, które powitały Szwedkę w lizbońskim porcie, było kilku portugalskich parlamentarzystów oraz burmistrz Lizbony Fernando Medina. Zabrakło prezydenta Marcelo Rebelo de Sousy, który swoją nieobecność wytłumaczył niechęcią do "odcinania kuponów" od popularności Thunberg.

Burmistrz Lizbony Fernando Medina był wśród witających Gretę Thunberg
MANUEL DE ALMEIDA | PAP/EPA

Thunberg nie pojechała na COP25. W Madrycie będzie w piątek

Krótko po przybyciu do lizbońskiego portu Thunberg zapowiedziała, że z powodu zmęczenia rejsem zamierza pozostać kilka dni w Lizbonie, ale część portugalskich komentatorów uznało wypowiedź 16-letniej ekolożki za przejęzyczenie.

Media wskazywały, że zgodnie z planem podróży Greta Thunberg miała udać się nocnym pociągiem z Lizbony do Madrytu, gdzie odbywa się od poniedziałku szczyt klimatyczny COP25.

Lizboński dziennik "Diario de Noticias" wskazywał za niemal pewną nocną podróż Grety do stolicy Hiszpanii, a jednym z argumentów miał być fakt, że Thunberg odrzuciła zaproszenie portugalskich parlamentarzystów do siedziby Zgromadzenia Republiki.

Tymczasem we wtorek po południu w internecie pojawiły się zdjęcia młodej Szwedki, spacerującej w towarzystwie ojca ulicami lizbońskiej starówki.

Hiszpańskie dzienniki "La Razon" i "La Vanguardia" zapewniają, że Greta Thunberg na pewno pojawi się do piątku w Madrycie, aby poprowadzić protest organizacji ekologicznych, towarzyszący konferencji COP25. Media powołują się na źródła u organizatorów imprezy.

Drugi taki rejs

13 listopada katamaran o nazwie La Vagabonde wypłynął z Hampton w stanie Wirginia na wschodnim wybrzeżu USA.

To nie pierwsza taka podróż Szwedki przez Ocean Atlantycki. Z Wielkiej Brytanii do Nowego Jorku, gdzie we wrześniu wzięła udział w szczycie klimatycznym ONZ, Thunberg również podróżowała jachtem.

"Wyczekiwany Mesjasz do nas płynie w papierowej łódeczce"

Część hiszpańskich mediów z dystansem odniosła się do podróży Thunberg, jej zapowiadanej obecności na madryckim szczycie, a także całej jej działalności.

Dziennikarz radia Cope Carlos Herrera, mówił o "histerii" i "infantylności" aktywistów. - Dużo jest głosicieli apokalipsy, inkwizytorów takich jak Greta. Wielu z nich nawet nie wie, o czym mówi (…). Ta dziewczynka, wyczekiwany Mesjasz, już do nas płynie w papierowej łódeczce. Zobaczycie, że przybędzie tu i powie, że jej skradziono dzieciństwo (…), a większość przedstawicieli ONZ niczym głupcy będzie ją oklaskiwało - oświadczył.

Dziennikarz telewizyjny i obrońca praw zwierząt Frank Cuesta wskazał na hipokryzję osób, które zorganizowały podróż katamaranem przez Atlantyk. - Ona zawsze jest w łodzi, która nie używa paliwa. Ma jednak dla bezpieczeństwa ze swojej jednej i drugiej strony dwie inne łodzie, a także helikopter - zauważył Cuesta.

Autor: pp//rzw / Źródło: tvn24.pl,PAP