Świat

Awaria reaktorów atomowych i śmierć pracowników. Tydzień po ataku hakerskim

Świat


Trzech pracowników elektrowni atomowej w Ulsan w Korei Południowej zmarło po tym jak w czasie testów dwóch reaktorów przeprowadzanych w piątkowe popołudnie z niewyjaśnionych przyczyn z instalacji zaczął się wydobywać śmiercionośny gaz. Tydzień temu doszło do ataku hakerskiego na firmę obsługującą wszystkie 23 reaktory atomowe Korei Południowej. Seul podejrzewa o atak Koreę Północną.

Do wypadku doszło, gdy w elektrowni atomowej Ulsan posiadającej dwa potężne reaktory przeprowadzano jedne z ostatnich testów przed oddaniem ich do użytku.

O wypadku poinformował w sobotę południowokoreański minister pracy podczas konferencji prasowej w stolicy kraju.

Dwa nowe reaktory. Wypadek, atak, sabotaż?

Reaktor New Gori nr 3 jest gotowy - jak podają źródła w Seulu - w 99 proc., a reaktor New Gori 4 - w 98 proc. Dlatego nie powinno być już z nimi żadnych problemów. Pierwszy ma zacząć działać i zostać podłączony do sieci energetycznej kraju już w połowie 2015 r., a drugi na początku 2016 r. Mimo to z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn doszło do "błędu", w wyniku którego uwolniony został trujący gaz. Spowodował on natychmiastową śmierć trzech pracowników elektrowni.

Źródła rządowe, a także operator placówki - firma Korea Hydro and Nuclear Power Co Ltd (KHNP), zarządzająca wszystkimi reaktorami atomowymi w kraju - nie wyjaśniły jeszcze, co stoi za wyciekiem gazu. Nie wiadomo, czy pracownicy zginęli z powodu problemów z instalacją i jej nagłego rozszczelnienia, czy nie została prawidłowo wykonana jedna z procedur uruchamiających reaktor w czasie testu.

Atak na elektrownie. Wykradziono plany reaktorów?

W ub. sobotę doszło do ataku hakerskiego na KHNP. W poniedziałek 23 grudnia władze firmy potwierdziły, że rzeczywiście w wyniku "ataku" przechwycono znacznie ilości dokumentów dotyczących głównie budowy sieci przesyłowych w kraju, jednak zaprzeczono, by informacje te miały większe znaczenie dla bezpieczeństwa Korei Południowej.

Agencja Reutera dotarła jednak do rozmówców w kręgach rządowych w Seulu, którzy w ub. tygodniu powiedzieli jej dziennikarzom, pragnąc zachować anonimowość, że hakerzy, którzy co prawda nie próbowali złamać zabezpieczeń w otoczeniu reaktorów, wykradli jednak plany niektórych elementów infrastruktury w elektrowniach atomowych na terenie kraju.

W piątek prezydent Korei Południowej Park Geun-hye nazwała ataki hakerów "zagrożeniem bezpieczeństwa obywateli" jej kraju. Seul podejrzewa, że za atakiem hakerskim stoi Korea Północna, bo specjaliści Pjongjangu w ostatnich dwóch latach z dużymi sukcesami atakowali południowokoreańskie serwisy rządowe, a nawet sektor bankowy, powodując m.in. awarię 30 tys. komputerów w Seulu pod koniec 2013 r.

To dlatego w Korei Południowej rosną obawy przed możliwościami reżimu Kim Dzong Una. Podejrzewa się, że specjaliści Kima działają również z terenu Chin, a jedną ze swoich specjalnych jednostek wywiadu cybernetycznego ulokowali być może w przygranicznym mieście Sheyang. To tam prowadzi jeden z tropów dotyczących zeszłotygodniowego ataku na elektrownie.

Autor: adso/tr/kwoj / Źródło: Yonhap, tvn24.pl