Premium

"Możecie sobie mówić, co chcecie, na temat arcybiskupa Dzięgi, my i tak zrobimy swoje"

- Nagrodzenie arcybiskupa Dzięgi w takim momencie jest przede wszystkim kolejnym policzkiem dla osób pokrzywdzonych. Policzek wymierzają sprawcy tych przestępstw, ale też ci, którzy ich osłaniali i ukrywali. Do tych ostatnich zalicza się arcybiskup Dzięga - mówi Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika "Więź".

Wyróżnienia przyznawane przez działające przy uczelniach stowarzyszenia nie budzą zwykle dużych emocji. Inaczej jest w przypadku nagrody przyznanej przez Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Nagroda za "szerzenie zasad katolickich" trafiła w ręce arcybiskupa Andrzeja Dzięgi. Trafiła w momencie, gdy wobec biskupa prowadzone jest kościelne dochodzenie w sprawie możliwych zaniedbań hierarchy, który nie reagował właściwie na przypadki molestowania seksualnego osoby niepełnoletniej przez duchownego.

Nagroda przyznana została przez KUL-owskie stowarzyszenie, w KUL-owskich murach i z KUL-owską dewizą w tle. Wzbudziła oburzenie w środowiskach uniwersyteckich i katolickich. Pojawili się proboszczowie, którzy zadeklarowali, że już nie będą prowadzić tradycyjnych zbiórek na KUL. Z kolei Tomasz Terlikowski napisał: "Nagroda dla abp Dzięgi to dowód, że wiedza o ochronie nieletnich w Kościele i świadomość, jak powinno się podchodzić do biskupów broniących sprawców, jeszcze się do Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa KUL nie przebiła. Albo, że mają oni prawa małoletnich w ...".

Maciej Kluczka o próbę wyjaśnienia tej sytuacji poprosił Zbigniewa Nosowskiego, redaktora naczelnego "Więzi", który przez ostatnie miesiące prowadził śledztwa w sprawie przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych, tropił też tych, którzy próbowali je tuszować.

Maciej Kluczka: Wobec arcybiskupa Dzięgi prowadzone jest postępowanie kościelne dotyczące zaniedbań z okresu, gdy był on biskupem sandomierskim. Dodatkowo ciągle nie znamy wyroku drugiej instancji kościelnego postępowania w sprawie zmarłego księdza Andrzej Dymera, którego przełożonym był arcybiskup Dzięga. Mimo tego Katolicki Uniwersytet Lubelski postanowił wręczyć arcybiskupowi nagrodę za szerzenie wartości chrześcijańskich. Jak to możliwe?

Zbigniew Nosowski: Na pytanie "Dlaczego?" można i trzeba odpowiedzieć na różnych płaszczyznach. Pragmatycznie - dlatego, że ktoś postanowił nagrodzić arcybiskupa Dzięgę i ten ktoś nie został przez nikogo upomniany. Czyli nikt, kto ma prawo do takiej skutecznej interwencji - myślę o rektorze uczelni i o arcybiskupie lubelskim - nie uznał, że powinien ją w tej sprawie podjąć. Obaj zasłaniają się autonomią stowarzyszenia, które przyznaje nagrodę [Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa KUL - red.], co oczywiście jest prawdą, ale tylko częścią prawdy. Każde stowarzyszenie może dać jakąkolwiek nagrodę komukolwiek zechce. Ale jeśli prezesem tego stowarzyszenia jest urzędujący prorektor KUL, jeśli rzecz odbywa się w auli głównej KUL, która była świadkiem wielu wspaniałych przedsięwzięć, jeśli w sentencji do uzasadnienia nagrody widzimy dewizę KUL - "Deo et Patriae" ("Bogu i Ojczyźnie") - to znaczy, że nagroda jest naprawdę dużo głębiej związana z uczelnią, niż niektórzy chcieliby to przedstawiać.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo