Premium

Gwiezdne wojny nad niebem Izraela

Finał mistrzostw świata w piłce nożnej, Argentyna - Niemcy. Siedemdziesiąt pięć tysięcy kibiców na stadionie Maracanã w Rio de Janeiro. Na autostradzie biegnącej do Aszkelonu, niedaleko granicy ze Strefą Gazy, porzucone samochody, a na poboczu skulone sylwetki Izraelczyków w koszulkach reprezentacji z Ameryki Południowej. Jechali do pubu na mecz. My w aucie. A przed nami na czarnym niebie ognista kula, która za chwilę zostanie strącona przez inną ognistą kulę. 

Był 13 lipca 2014 roku. Hamas wystrzelił tego dnia ze Strefy Gazy ponad osiemset pocisków. Jeden trafił w stację benzynową w Aszdod. Nie było ofiar. Inne nie doleciały do celu. Zostały zestrzelone przez Żelazną Kopułę – izraelski system antyrakietowy, o którym dowiedział się świat.

Niedaleko granicy ze Strefą Gazy, skąd mieliśmy na żywo relacjonować konflikt zbrojny, gromadzili się dziennikarze. Z daleka widzieliśmy rakiety, które trafiały cele w Gazie – budynki związane z Hamasem (przynajmniej tak nas zapewniano). Kilka dni wcześniej próbowaliśmy się do niej dostać, ale bez skutku – drogę zagrodzili nam hamasowcy. Twierdzili, że przejście graniczne zostało zbombardowane przez Izraelczyków. Musieliśmy zawrócić.

Kilka dni wcześniej, 8 lipca Siły Obronne Izraela wkroczyły do Strefy Gazy. Rozpoczęła się operacja "Ochronny Brzeg".

Premier Izraela Benjamin Netanjahu odgrażał się, że zrobi porządek z "terrorystami z Hamasu".

Zginęło w sumie ponad tysiąc Palestyńczyków - w większości cywilów, i ponad pięćdziesięciu Izraelczyków - głównie żołnierzy.

11 maja 2021 roku przypomina 13 lipca 2014 roku. Syreny wyją we wszystkich większych miastach Izraela. Ludzie czują strach. Premier (wciąż ten sam) grozi zemstą: - Hamas i Islamski Dżihad zapłacili i zapłacą bardzo wysoką cenę za swoją agresją. Ich krew jest stracona.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo